Reżyserka Joanna Kos-Krauze (dziś posługująca się nazwiskiem Krauze de Lendorff) wydała obszerne oświadczenie w odpowiedzi na reportaż autorstwa Magdaleny Rigamonti, opublikowany przez Onet. Materiał zawiera relacje osób, które zarzucają twórczyni m.in. mobbing, przemoc fizyczną i psychiczną oraz nieprawidłowości przy pracy nad filmem "Ptaki śpiewają w Kigali".
Tekst Magdaleny Rigamonti opiera się na wielomiesięcznych rozmowach z osobami, które określają się jako poszkodowane. W tekście pojawiają się zarzuty dotyczące m.in. mobbingu, przemocy, tworzenia toksycznego środowiska pracy, manipulacji i szantażu wobec współpracowników, oskarżeń o kradzieże i niewypłacania wynagrodzeń. Część rozmówców deklaruje, iż jest gotowa potwierdzić swoje relacje przed sądem.
Autorka reportażu wspomina, iż reżyserka przegrała już dwa procesy (czego podstawą były niewypłacane wynagrodzenia) i iż została wykluczona ze Stowarzyszenia Filmowców Polskich decyzją sądu koleżeńskiego, który opierał się na zeznaniach świadczących o nieetycznych zachowaniach. W tekście znalazły się wypowiedzi osób, które nie chcą mieć już kontaktu z Krauze de Lendorf – w tym jej byłe przyjaciółki Anda Rottenberg i Hanna Samson. Rigamonti dotarła także do osób pracujących na planie filmu "Ptaki śpiewają w Kigali" (m.in. do kierowniczki produkcji Aleksandry Bielskiej). Sprawa idzie choćby dalej, bo w reportażu znalazły się informacje o nieścisłościach w życiorysie reżyserki, w tym na temat jej wykształcenia i liczby ukończonych kierunków studiów.
W datowanym na 27 kwietnia oświadczeniu reżyserka stanowczo odrzuca te zarzuty. Twierdzi, iż publikacja zawiera "liczne nieprawdziwe informacje i pomówienia", oparte na "niezweryfikowanych źródłach", których – jak podkreśla – "nie potwierdził żaden uprawniony organ".
Reżyserka zarzuca autorce reportażu brak bezstronności i "emocjonalną niechęć", a także sugeruje konflikt interesów wynikający z (jak twierdzi) nieujawnionych relacji ze środowiskiem producenckim. Jej zdaniem tekst "nie powstał jako niezależna analiza, ale na zamówienie środowiska". Jednocześnie podkreśla, iż publikacja ukazała się mimo postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie z 9 kwietnia 2026 roku, które zakazywało dziennikarce rozpowszechniania określonych treści na jej temat. W oświadczeniu ocenia to jako "rażące złamanie" orzeczenia oraz działanie o "charakterze represyjnym i odwetowym".
Krauze de Lendorff przekonuje również, iż działania redakcji stanowią próbę wywarcia presji pozasądowej i naruszają jej dobre imię. Zapowiada dalsze kroki prawne. Do sprawy odniósł się także pełnomocnik reżyserki, Bartosz Lewandowski. W opublikowanym wpisie (który widzicie powyżej) podkreślił, iż jego zdaniem redakcja świadomie naruszyła sądowy zakaz publikacji, okazując lekceważenie wobec obowiązującego porządku prawnego.
Przedstawiciele Onetu informują, iż spółka złożyła wniosek o uchylenie zakazu publikacji. Redaktor naczelny portalu Bartosz Węglarczyk wyjaśnia: "Sąd podjął taką decyzję wyłącznie na podstawie twierdzeń pani Joanny, nie znając tekstu Onetu, bo w momencie wydania decyzji tekst jeszcze nie powstał. Sąd nie dał nam szansy na przedstawienie naszych racji – o decyzji dowiedzieliśmy się z e-maila prawnika pani reżyser". Dziennikarz nazywa postanowienie zakazujące publikacji tekstu przykładem "nielegalnej w Polsce od upadku komunizmu cenzury prewencyjnej".
Co zawiera reportaż?
Tekst Magdaleny Rigamonti opiera się na wielomiesięcznych rozmowach z osobami, które określają się jako poszkodowane. W tekście pojawiają się zarzuty dotyczące m.in. mobbingu, przemocy, tworzenia toksycznego środowiska pracy, manipulacji i szantażu wobec współpracowników, oskarżeń o kradzieże i niewypłacania wynagrodzeń. Część rozmówców deklaruje, iż jest gotowa potwierdzić swoje relacje przed sądem.
Autorka reportażu wspomina, iż reżyserka przegrała już dwa procesy (czego podstawą były niewypłacane wynagrodzenia) i iż została wykluczona ze Stowarzyszenia Filmowców Polskich decyzją sądu koleżeńskiego, który opierał się na zeznaniach świadczących o nieetycznych zachowaniach. W tekście znalazły się wypowiedzi osób, które nie chcą mieć już kontaktu z Krauze de Lendorf – w tym jej byłe przyjaciółki Anda Rottenberg i Hanna Samson. Rigamonti dotarła także do osób pracujących na planie filmu "Ptaki śpiewają w Kigali" (m.in. do kierowniczki produkcji Aleksandry Bielskiej). Sprawa idzie choćby dalej, bo w reportażu znalazły się informacje o nieścisłościach w życiorysie reżyserki, w tym na temat jej wykształcenia i liczby ukończonych kierunków studiów.
Odpowiedź na zarzuty
W datowanym na 27 kwietnia oświadczeniu reżyserka stanowczo odrzuca te zarzuty. Twierdzi, iż publikacja zawiera "liczne nieprawdziwe informacje i pomówienia", oparte na "niezweryfikowanych źródłach", których – jak podkreśla – "nie potwierdził żaden uprawniony organ".
W związku z szeregiem artykułów na portalu @onetpl, które zarzucają Sądowi Okręgowemu w Warszawie oraz p. Joannie Krauze de Lendorff stosowanie „cenzury” wobec mediów, a także wprowadzają w błąd opinię publiczną, publikuję oświadczenie mojej Mocodawczyni.
Jednocześnie warto… pic.twitter.com/q9hZ2nSrKP
Reżyserka zarzuca autorce reportażu brak bezstronności i "emocjonalną niechęć", a także sugeruje konflikt interesów wynikający z (jak twierdzi) nieujawnionych relacji ze środowiskiem producenckim. Jej zdaniem tekst "nie powstał jako niezależna analiza, ale na zamówienie środowiska". Jednocześnie podkreśla, iż publikacja ukazała się mimo postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie z 9 kwietnia 2026 roku, które zakazywało dziennikarce rozpowszechniania określonych treści na jej temat. W oświadczeniu ocenia to jako "rażące złamanie" orzeczenia oraz działanie o "charakterze represyjnym i odwetowym".
Krauze de Lendorff przekonuje również, iż działania redakcji stanowią próbę wywarcia presji pozasądowej i naruszają jej dobre imię. Zapowiada dalsze kroki prawne. Do sprawy odniósł się także pełnomocnik reżyserki, Bartosz Lewandowski. W opublikowanym wpisie (który widzicie powyżej) podkreślił, iż jego zdaniem redakcja świadomie naruszyła sądowy zakaz publikacji, okazując lekceważenie wobec obowiązującego porządku prawnego.
Redaktor naczelny Onetu o zakazie
Przedstawiciele Onetu informują, iż spółka złożyła wniosek o uchylenie zakazu publikacji. Redaktor naczelny portalu Bartosz Węglarczyk wyjaśnia: "Sąd podjął taką decyzję wyłącznie na podstawie twierdzeń pani Joanny, nie znając tekstu Onetu, bo w momencie wydania decyzji tekst jeszcze nie powstał. Sąd nie dał nam szansy na przedstawienie naszych racji – o decyzji dowiedzieliśmy się z e-maila prawnika pani reżyser". Dziennikarz nazywa postanowienie zakazujące publikacji tekstu przykładem "nielegalnej w Polsce od upadku komunizmu cenzury prewencyjnej".
"Ptaki śpiewają w Kaligali" – zwiastun














