Jeszcze kilka lat i się zacznie. Eksperci ostrzegają mieszkańców wielkiej płyty

kobieta.gazeta.pl 2 godzin temu
Czy bloki z wielkiej płyty są bezpieczne? Przez dekady uchodziły za konstrukcje nie do ruszenia. Dziś eksperci ostrzegają, iż za kilka lat może dochodzić do coraz częstszych awarii. Problem dotyczy przede wszystkim PRL-owskich rur, które korodują od środka. Lokatorzy już odczuwają pierwsze skutki ich zużycia.
W latach 60. Polska budowała marzenie o własnym M w tempie, które dziś trudno sobie wyobrazić. Wielka płyta była odpowiedzią na niedobór mieszkań i symbolem modernizacji. Prefabrykowane elementy przyjeżdżały na place budów niczym klocki, z których składano całe osiedla. Projektanci wierzyli, iż tworzą nową jakość życia dla tysięcy rodzin. Beton miał być trwały, funkcjonalny i odporny na próbę czasu. Po dekadach okazuje się jednak, iż choć konstrukcja wciąż trzyma się mocno, to ukryte w ścianach instalacje zaczynają wysyłać pierwsze sygnały zmęczenia.

REKLAMA







Zobacz wideo Mieszkanie w Warszawie to problem? "W Afryce jest tanio, jak się komuś nie podoba"



Czy bloki z wielkiej płyty są bezpieczne? To dzieje się w ścianach budynków
Konstrukcja bloków z wielkiej płyty wciąż spełnia swoje zadanie. Żelbetowe ściany nośne i stropy, projektowane z dużym zapasem bezpieczeństwa, nie są dziś głównym powodem niepokoju. W centrum uwagi znalazło się coś mniej widocznego, ale dużo bardziej kłopotliwego - instalacje ukryte w ścianach i pionach.
W wielu budynkach systemy wodno-kanalizacyjne działają od momentu oddania bloku do użytku. Stalowe, ocynkowane rury, których rozkwit popularności przypadał na lata 60. i 70., z zewnątrz często wyglądają poprawnie. W środku jednak zachodzi proces, którego nie widać gołym okiem. Eksperci z serwisu kb.pl opisują to tak:
Osad przykleja się na ich wewnętrznych ścianach, co stopniowo zmniejsza przekrój przewodów i ogranicza przepływ wody.
To właśnie wtedy mieszkańcy zaczynają odczuwać słabsze ciśnienie czy nierówną pracę instalacji.


Z czasem do gry wchodzi korozja. Ścianki przewodów ulegają osłabieniu, a instalacje w wielu blokach przekroczyły już projektowaną żywotność. Zużycie nie następuje gwałtownie, ale narasta powoli. Właśnie dlatego awaria rzadko powinna być całkowitym zaskoczeniem, choć często tak jest odbierana przez lokatorów.



Szumy w ścianach, wahania temperatury i zmiana koloru wody, zawilgocenia przy pionach. To trzy główne sygnały, które mogą świadczyć o postępującym zużyciu. Problem polega na tym, iż rury biegną w szachtach i ich stan trudno ocenić bez fachowej kontroli. Przez co decyzja o wymianie pionów bywa odkładana do momentu, gdy instalacja dotkliwie sama da o sobie znać w najmniej dogodnym czasie.





Co się stanie z blokami z wielkiej płyty?Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja Wyborcza.pl


Kiedy może nadejść fala usterek? Eksperci nie mają dobrych wieści
Nie chodzi o nagły scenariusz katastroficzny, ale o kumulację problemów, które przez lata narastały w tle. Instalacje montowane kilkadziesiąt lat temu wchodzą dziś w etap, w którym awaryjność może stać się bardziej odczuwalna. Jak czytamy w serwisie kb.pl, specjaliści rynku budowlanego wskazują, iż w perspektywie 3-5 najbliższych lat wspólnoty mogą mierzyć się z większą liczbą napraw pionów wodnych i kanalizacyjnych. To naturalna konsekwencja wieku systemów, a nie efekt jednej konkretnej przyczyny.


Rury stalowe ocynkowane zużywają się nierównomiernie. Wpływ na to mają: jakość wody, ciśnienie w instalacji, wcześniejsze ingerencje remontowe i sposób eksploatacji. Dlatego dwa bloki z tego samego rocznika mogą dziś być w zupełnie innym stanie technicznym. W jednym piony działają bez większych zastrzeżeń, w drugim pojawiają się przecieki i konieczność wymiany całych odcinków. Z punktu widzenia mieszkańca ważne staje się nie tyle pytanie "czy", ale "kiedy i na jaką skalę". Wspólnota, która wcześniej zaplanowała modernizację i zgromadziła środki na funduszu remontowym, ma większą kontrolę nad sytuacją. Tam, gdzie decyzje były odkładane, interwencje bywają bardziej nerwowe i kosztowne.








Bloki z wielkiej płyty (zdjęcie ilustracyjne)Fot. Kamil Gozdan / Agencja Wyborcza.pl


Czy warto kupić mieszkanie w bloku z wielkiej płyty? Tak, ale trzeba zwrócić uwagę na jedno
Zakup mieszkania w bloku z wielkiej płyty w 2026 roku to nie wybór "z braku laku", ale decyzja oparta na chłodnej kalkulacji. Takie lokale są zwykle tańsze niż nowe inwestycje, a ich atutem jest lokalizacja. Osiedla z lat 70. mają dobrze rozwiniętą infrastrukturę. Są tam szkoły, sklepy, komunikacja i zieleń, której próżno szukać na wielu nowych obrzeżach miast. Jednocześnie wiek budynku oznacza potencjalne wydatki na modernizację. I to właśnie stan techniczny powinien być pierwszym punktem dogłębnej analizy.


Decyzja o zakupie mieszkania w bloku z PRL powinna być dokładnie przemyślana
- tłumaczył Artur Osak, ekspert Grupy Morizon Gratka, cytowany przez serwis businessinsider.com.pl.
Należy wziąć pod uwagę zarówno zalety, jak i wady takich nieruchomości. Ostatecznie to inwestycja, która może przynieść korzyści, ale też wiązać się ze sporymi wydatkami
- zaznaczał. W praktyce liczy się nie tylko metraż i standard lokalu, ale także stan pionów, instalacji, funduszu remontowego oraz to, czy budynek przeszedł termomodernizację. Wielka płyta nie jest dziś zagrożeniem konstrukcyjnym. Jest nieruchomością, którą trzeba sprawdzić równie dokładnie jak każdą inną. Cena zakupu bywa atrakcyjna, ale realny koszt poznaje się dopiero po prześwietleniu dokumentów i planów remontowych. Kupiłabyś/kupiłbyś dziś mieszkanie w bloku z wielkiej płyty? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału