Jesteś zwycięzcą

filmweb.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: plakat


Na starcie wyjaśnijmy sobie jedno – "Jestem Rocky" Petera Farrelly’ego ("Green Book", "Głupi i głupszy") to tak zwany totalny crowdpleaser. Nic niezwykłego, ale wciąż solidnego. Czy posypią się nominacje do Oscarów? Całkiem możliwe. Czy to coś złego? Cytując klasyka: "A skądże znowu"! Ten film biograficzny został skrojony pod widzów wychowanych na "Rockym", bo to przecież klasyczna historia underdoga, który przezwycięża wszelkie przeszkody i udowadnia, iż każdy może mieć w życiu swoje pięć minut. Przy tak doświadczonym twórcy jak Farrelly – oraz znakomicie dobranym odtwórcy męskiej roli – to przedsięwzięcie musiało się udać.

Anthony Ippolito
  • Amazon Content Services LLC
  • Claire Folger

Sylvestra Stallone’a (hipnotyzujący Anthony Ippolito, który mówi, rusza się i oddycha niczym pierwowzór) poznajemy jeszcze przed jego pierwszym sukcesem – młody chłopak żyje do pierwszego i z trudem wiąże koniec z końcem. W filmie wkraczamy w lata 70., więc przyszłego zdobywcę Złotego Globu poznajemy jeszcze przed jego trzydziestką. W wolnych chwilach Sly sporo czyta – choćby jeżeli wbrew pozorom na takiego nie wygląda; Stallone pochłania jednak książki i ma w sobie coś z intelektualisty. Nic dziwnego, iż dorabia w kinie i branży dla dorosłych – filmy to jego pasja, a porno to też sztuka, poza tym od czegoś trzeba zacząć. Sly sam pisze scenariusze, marzy o aktorstwie i chce pokazać światu, iż stać go na więcej.

Chociaż nie, Stallone’a nie interesują otaczający go ludzie, liczy się za to zdanie jego ojca (Matt Dillon), który – choć na swój sposób kocha syna – nie do końca bierze go na poważnie. Ba, wyżywa się na nim, bo rzutuje na niego swoje frustracje. Sam jest niespełnionym aktorem – ego nie pozwala mu kibicować synowi. Nie chce, by jego potomek osiągnął w tej branży coś więcej niż on sam. Choć ojciec nie odgrywa filmie dużej roli, to jego widmo okaże się odczuwalne do samego końca.

Anthony Ippolito, Stephan James
  • Amazon Content Services LLC
  • Claire Folger

Sporą zaletą "Jestem Rocky" jest jego pojemność – zarazem wszystkie obecne w nim wątki trzymają wysoki poziom. W scenariuszu Petera Gamble'a Robinsona znajdzie się choćby miejsce na całkiem nieźle nakreśloną relację miłosną z ówczesną partnerką aktora – Sashą Czack (AnnaSophia Robb). Zdradzać zbyt wiele nie wypada, ale warto podkreślić, iż ta dwójka rozmawia ze sobą jak ludzie w związku, a nie zaprogramowane wcześniej boty. A to – jeżeli chodzi o współczesne hollywoodzkie kino – już całkiem sporo.

Farrelly w jednym z wywiadów przyznawał, iż historia powstania "Jestem Rocky" miała coś z okoliczności pracy nad "Rockym". Nikt nie chciał wyłożyć pieniędzy na nowy projekt dwukrotnego laureata Oscarów, więc twórca musiał się nieźle nagłówkować, by zrealizować ten film. Skądś już to znamy, prawda? Mamy zatem trzy płaszczyzny, które są ze sobą jakoś połączone – proces powstawania "Jestem Rocky", proces powstania "Rocky’ego" i fabuła samego "Rocky’ego" to w gruncie rzeczy ta sama historia! W każdej z nich chodzi o walkę jednostki z systemem i przeciwnościami losu. Historia lubi się powtarzać: do tego stopnia, iż w tym wypadku zaczęła nam się choćby zaplatać.

Anthony Ippolito
  • Amazon Content Services LLC

Twórcom udaje się też zawrzeć w filmie sporo mrugnięć do fanów. W końcu największą frajdę kinofile odnajdą we wszelkich smaczkach związanych z produkcją i realizacją pierwszego "Rocky’ego". W trakcie seansu dowiemy się m.in., w jaki sposób wykorzystano steadicam (system stabilizacji kamery kilka lat później rozpowszechniony przez Kubricka w "Lśnieniu"), a także jak walczono, by zmieścić się w budżecie. Ustalimy też, na czym dokładnie polegała istota aktorstwa Stallone’a. Okazuje się, iż aktor tak dobrze rozumiał swoją postać, iż w większość scen potrafił wejść na tak zwanego "czuja" i nie miał problemu z jakąkolwiek improwizacją.

Do tego dochodzi wiele imitacji innych ikonicznych scen, jedynie kontekstualizujących nam najważniejsze momenty "Rocky’ego", a także same decyzje produkcyjne. Dzień, w którym na casting przyszedł Carl Weathers (w filmie fachowo zagrany przez Stephana Jamesa) i w ułamku sekundy zawłaszczył sobie swoją przyszłą rolę? Jest. Scena, w której Stallone praktycznie połamał sobie dłonie, gdy uderzał w zmrożone mięso w rzeźni? Również. Wątek tego, w jaki sposób Stallone zatrudnił do małej roli swojego ojca? Mamy to. Moment, gdy Sly zaimprowizował jedną z najbardziej emocjonalnych scen w całym filmie? Bingo. Jest na co czekać – dla wszystkich coś dobrego.

Anthony Ippolito
  • Amazon Content Services LLC
  • Claire Folger

W "Jestem Rocky" dostajemy w pełni immersyjne doświadczenie, pozwalające choć na chwilę przenieść się do Ameryki sprzed 50 lat, pełnej wielkich nadziei, oczekiwań i bazującej na prostej, ale – w tym przypadku – słusznej wierze we własne umiejętności. Niedawno ukazała się też autobiografia Stallone’a zatytułowana "The Steps" i timing obu premier nie mógł być lepszy: 50 rocznica premiery "Rocky’ego". Zarówno przy książce, jak i filmie fani Balboy spotkają się z kumplem, którego ostatni raz widzieli jeszcze w poprzednim stuleciu. Ale – jak to czasem na takich spotkaniach bywa – wystarczy parę zdań, by przełamać pierwsze lody. I poczuć się jak za starych dobrych lat.
Idź do oryginalnego materiału