Jesteś moim szczęściem? Szczerze mówiąc, nie miałam w planach ślubu, ale gdyby nie wytrwałość moj…

twojacena.pl 10 godzin temu

Ty moje szczęście?

Tak naprawdę, to nigdy nie planowałam ślubu. I gdyby nie upór mojego przyszłego męża, pewnie do dziś fruwałabym wolna jak ptak. Tomek był jak nakręcony ciągle mnie adorował, starał się o każdy mój uśmiech, dbał o mnie jak nikt wcześniej. W końcu jednak uległam. Wzięliśmy ślub.

Od razu poczułam, iż Tomek stał się kimś bliskim, swojskim jak ulubione kapcie w zimowy wieczór. Życie z nim było spokojne i wygodne. Po roku urodził się nasz syn, Świętosław. Tomek pracował w Warszawie i był w domu tylko w weekendy. Zawsze przywoził nam ze Świętkiem pyszne pierniki lub czekoladki. I jak zwykle, gdy robiłam pranie, przeszukiwałam wszystkie kieszenie. Raz wypralam mu choćby dowód osobisty! Od tamtej pory sprawdzam wszystko bardzo dokładnie. Pewnego razu z jego spodni wypadła karteczka, złożona na cztery. Rozwinęłam ją i czytam. To była długa lista rzeczy do szkoły zdarzyło się to w sierpniu. Na końcu, dziecięcym pismem: Tato, przyjedź szybciej.

No pięknie, pomyślałam. Mąż, podwójne życie! Dwóch żon?! Nie zrobiłam afery, tylko spakowałam torbę, za rękę wzięłam Świętka (miał wtedy kilka ponad dwa latka) i pojechałam do mamy. Na długo. Mama od razu wyznaczyła nam pokoik: Mieszkajcie tu, dopóki się nie dogadacie.

Narodziła mi się w głowie myśl o małej zemście na niewdzięcznym Tomku. Przypomniałam sobie o Romku z liceum. On zawsze za mną latał. Dzwonię:
Hej, Romek! Jeszcze nie ożeniłeś się? zagaduję.
No hej, Nadia! Co za różnica żonaty, rozwiedziony Może się spotkamy? Romek od razu ożył.

Ten spontaniczny romans trwał pół roku. Tomek co miesiąc przynosił mi alimenty dla Świętosława wręczał mamie, po czym znikał. Wiedziałam, iż mieszka z Kasią, Ewsejewą. Kasia miała córeczkę z poprzedniego małżeństwa i zmusiła ją, żeby mówiła do Tomka tato. Cała trójka zamieszkała w mieszkaniu Tomka. Gdy tylko Kasia dowiedziała się, iż od niego odeszłam, z córką przeprowadziła się na stałe do Tomka. Kasia go uwielbiała dziergała mu wełniane skarpety, gotowała wyborne schabowe, dogadzała jak umiała. O tym wszystkim dowiedziałam się dużo później. Przez całe życie będę wypominać Tomkowi tę Kasię. Wtedy myślałam, iż nasz związek upadł i nie ma już dla niego ratunku

Aż pewnego dnia, przy kawie, kiedy rozmawialiśmy o rozwodzie, wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą. Tomek wyznał mi miłość, przeprosił. Mówił, iż nie wie, jak powiedzieć Kasi, żeby się wyprowadziła. Zrobiło mi się go po ludzku żal. Zeszliśmy się z powrotem. Tomek nie miał pojęcia o moim romansie z Romkiem. Kasia zabrała córkę i już nie wróciła do naszego miasta.

Potem było siedem lat dobrego, szczęśliwego życia. Aż Tomek miał wypadek samochodowy. Operacje, rehabilitacja, chodzenie z laską. Wyjście ze wszystkiego zajęło ponad dwa lata. Tomek był wykończony tym wszystkim i zaczął zaglądać do kieliszka. W końcu zaczął pić poważnie zamknął się w sobie, tracił kontakt ze światem. Ani tłumaczenia, ani prośby nie pomagały. Od pomocy stanowczo odmawiał.

Na szczęście, w pracy poznałam Pawła mojego ramienia do płaczu. Rozmawiał ze mną na papierosie, wychodził po pracy na spacery, wspierał mnie. Paweł miał żonę i drugie dziecko w drodze. Do dziś nie wiem, jak to się stało, iż wylądowaliśmy razem w łóżku. Totalny absurd Był dużo niższy, nie w moim typie!

I tak się zaczęło. Paweł wciągał mnie w różne wydarzenia, wystawy, koncerty, balety. Gdy urodził się mu drugi maluch, Paweł ograniczył spotkania, zrezygnował z pracy gdzie pracowałam i przeszedł do innej firmy. Może stwierdził: Z oczu, z serca. Nie miałam do niego pretensji, puściłam go wolno. On tylko na chwilę zaleczył mój ból. Nigdy nie chciałam rozbijać mu rodziny.

Tomek dalej pił i było coraz ciężej.

Po pięciu latach przypadkiem spotkałam Pawła. Bardzo serio zaprosił mnie do siebie, choćby zaproponował ślub. Rozbawiło mnie to autentycznie.

Tomek w tym czasie trochę się ogarnął. Wyjechał do pracy sezonowej do Czech. Przez te pół roku byłam wzorem żony i matki. Wszystkie moje myśli, cała energia dla rodziny.

Tomek wrócił i zrobiliśmy w mieszkaniu remont, kupiliśmy nową lodówkę, telewizor. Nareszcie naprawił swoje auto z Niemiec. Można by powiedzieć żyć, nie umierać. Ale nie Tomek znów wrócił do picia. Znowu zaczęły się cyrki przyprowadzali go do domu kumple, sam nie był w stanie choćby trafić do mieszkania. Często szukałam go po całym osiedlu, zbierałam z ławki w parku, z wywalonymi kieszeniami, ciągnęłam do domu Bywało różnie.

I tak, pewnej wiosny, stoję smutna na przystanku. Wszędzie ptaszki ćwierkają, słońce grzeje, a mnie nie cieszy ta polska wiosna. Słyszę cichy szept za uchem: Może mogę pomóc w Twoim nieszczęściu?

Odwracam się Boże! Pachnący przystojniak! A ja, w tym czasie już 45 lat! Czyżbym jeszcze miała być wisienką na torcie? Zawstydziłam się jak nastolatka. W samą porę podjechał autobus, wskoczyłam i odjechałam, jakby uciekając od pokusy. Mężczyzna pomachał mi na do widzenia. Myśli przez cały dzień już były tylko o nim. Tydzień udawałam niedostępną, dla zasady

Ale Igor tak się nazywał nie poddawał się. Codziennie rano czekał na mnie na tym przystanku. Zaczęłam to lubić, choćby nie spóźniałam się specjalnie, żeby nie czekał za długo. Igor zawsze uśmiechnięty, posyłał mi całusy na odległość.

Pewnego dnia przyniósł naręcze czerwonych tulipanów. Mówię:
Gdzie ja z tymi kwiatami do pracy? Dziewczyny od razu mnie przeanalizują.
Igor śmieje się, wręcza kwiaty starszej pani, która wszystko obserwowała. Babcia rozpromieniła się: Dzięki, dzieciaku! Życzę ci namiętnej kochanki! Spiekłam raka od tych słów. Dobrze, iż nie życzyła młodej laski, bo bym się pod ziemię zapadła.

Igor od razu do mnie:
Nadiu, zostańmy winni oboje! Nie pożałujesz!

Powiem Ci szczerze to była bardzo kusząca propozycja. Z Tomkiem nie miałam wtedy relacji, był jak cień na łóżku. Igor okazał się niepalący, nie pijący, kiedyś był sportowcem, starszy ode mnie, rozwiedziony. Miał w sobie coś magnetycznego!

Wpadłam totalnie w ten romans. Przez trzy lata żyłam w dwóch światach dom, Igor. Dusza wewnątrz mnie była całkiem pogubiona. Nie miałam siły się zatrzymać. Ale gdy już naprawdę chciałam się rozstać też się nie dało. Jak w powiedzeniu: Dziewczyna goni chłopaka, a on nie idzie. Igor wziął mnie w całości serce, ciało! Po prostu wariatka za facetem! Kiedy Igor był blisko, aż cięło mi oddech! W głowie miałam mgłę. Wiedziałam, iż to nie jest miłość, tylko czyste szaleństwo.

Wróciłam wieczorem zmęczona po czułych spotkaniach, chciałam przytulić się do Tomka. choćby pijany, śmierdzący, ale swój, mój! Lepiej suchy kawałek chleba niż cudze ciasta! To była prawda o życiu. A straszna namiętność od słowa cierpieć! Chciałam już zakończyć tę burzę i wrócić do domu, a nie rzucać się w wir przygód. Tak myślałam. Ale ciało ciągnęło mnie do Igora. Syn wiedział o Igorze. Zobaczył nas razem w restauracji, kiedy był tam z dziewczyną. Musiałam Igorowi przedstawić Świętosława. Panowie podali sobie ręce i na tym się skończyło. Przy kolacji Świętosław patrzył mi w oczy i czekał na wyjaśnienia. Zażartowałam to tylko kolega z pracy, chodzimy nad nowym projektem. No jasne… w restauracji domyślnie skinął głową. Nie oceniał, tylko prosił, żebym nie rozwodziła się z tatą. Mówił: Może tata jeszcze się ogarnie, nie spiesz się.

Czułam się jak zabłąkana owieczka. Koleżanka, rozwódka z doświadczeniem trzech mężów, kazała rzucić tych popaprańców i odpocząć. Słuchałam jej, bo wiedziała co mówi. Ale zatrzymać się potrafiłam dopiero, gdy Igor chciał podnieść na mnie rękę.

To był koniec. Nie bez powodu moja koleżanka powtarzała: Spokojnie, póki stoisz na brzegu. Zasłona z oczu opadła. Nagle świat nabrał kolorów! Po trzech latach wolność! Wreszcie spokój!

Igor jeszcze długo próbował mnie odzyskać, czekał wszędzie, prosił na kolanach o wybaczenie… Ale byłam nieugięta! Moja przyjaciółka wycałowała mnie, podarowała kubek z napisem Jesteś super!

Co do Tomka, to on wiedział o moich przygodach. Igor zadzwonił do niego i wszystko wyznał. Był przekonany, iż odejdę. Tomek mi potem wyznał:
Słuchając tych jego wynurzeń, chciałem się pod ziemię zapaść. Sam sobie winien! Przeżarłem rodzinę przez wódkę, zgłupiałem. Co mógłbym Ci powiedzieć?

Od tamtego czasu minęła dekada. Mamy z Tomkiem dwie wnuczki. Siedzimy razem przy stole, pijemy kawę, patrzę przez okno. Tomek chwyta mnie za rękę:
Nadia, nie patrz na innych. Ja jestem Twoim szczęściem! Wierzysz?

Oczywiście, wierzę Mój jedynyUśmiecham się lekko, otwierając dłoń na jego ciepło, opierając policzek o zgięty łokieć. Wnuczki biegają po pokoju, Świętosław w drzwiach przynosi galaretę od swojej żony, a mama choć już w fotografii, na ścianie spogląda z łagodnością przeszłości. W tej chwili, przy zwyczajnej kawie, z szumem dziecięcego śmiechu i zapachem pierników, przelatuje przez nas życie, może nie idealne, ale nasze. Tomek ściska moją rękę mocniej. Czuję, iż właśnie tu, pomiędzy cukiernicą a kubkiem z napisem „Jesteś super”, znalazłam spokój, jakiego szukałam przez całe lata.

Przymykam oczy i myślę: Moje szczęście jest zwyczajne, niedoskonałe, czasem kruche, czasem szalone. Ale kiedy ciepła dłoń dotyka mojej, wiem już nie muszę go szukać. Moja odpowiedź do Tomka jest prosta.

Wierzę, Tomek. I dziękuję, iż tyle razy roztrwoniliśmy siebie, by w końcu się odnaleźć.

Bez fajerwerków, za to z uśmiechem, znowu razem, pijemy kawę, a za oknem wiosna zaczyna nowe życie.

Idź do oryginalnego materiału