Jeśli myślisz, iż marzyłem o rodzinie, to jesteś w błędzie. Nie potrzebuję żony. Zwłaszcza takiej jak ty.

newskey24.com 10 godzin temu

Kilka lat temu mój przyjaciel Jakub wziął ślub. Muszę przyznać, iż długo się opierał, bo Jakub miał już trzydzieści trzy lata. Zawsze żył po swojemu i nie ukrywał swojej niechęci do małżeństwa. Wizyty u rodziców, cotygodniowe zakupy w Lidlu, rodzinne spotkania to wszystko było dla niego czymś nie do przyjęcia. Zawsze, gdy rodzina albo znajomi sobie z niego żartowali, Jakub powtarzał jedno:

Mam własne mieszkanie, porządną pracę, po co mi rodzina? Sam sobie radzę. Poza tym, mam wiernego przyjaciela mojego psa Rufusa. Żyjemy sobie z nim spokojnie, bez trosk. A kobiety? Dziś są, jutro może ich nie być.

Ale, jak to zwykle bywa, wszystko ma swój kres. I tak los dopadł też Jakuba. Wpadł w sidła pewnej kobiety. A była ona niezwykle sprytna. Udawała niedostępną, co jeszcze bardziej pobudzało w nim chęć zdobycia jej. Dziewczyna miała na imię Dorota, poznali się przypadkiem w jednej z warszawskich kawiarni. Miała dwadzieścia dziewięć lat, była już po rozwodzie, ale dzieci nie miała.

Potem jeszcze raz się spotkali. Dorota parę razy nocowała u Jakuba, a niedługo potem jej ubrania zaczęły zajmować miejsce w jego szafie. Zanim się zorientował, zaczęli mieszkać razem. Pewnego wieczoru siedzieli razem w kuchni, popijając herbatę. Wtedy Dorota powiedziała:

Jakub, wiesz dałeś mi do zrozumienia, iż myślisz o ślubie. Myślę, iż w końcu się zgodzę.

Jakub, mimo usilnych starań, nie przypominał sobie żadnej takiej rozmowy. Ale nie mógł też wyraźnie zaprzeczyć. Próbował zmienić temat, ale Dorota od razu skierowała rozmowę na planowanie wesela.

Jakub czuł, iż sprawy wymykają się spod kontroli, ale nie potrafił się już cofnąć. Prędzej czy później musiałby się ożenić. Zresztą Dorota była dobrym wyborem. I tak na świecie zostało o jednego wolnego faceta mniej.

Pierwszy rok wspólnego życia był naprawdę przyjemny. Oczywiście, zdarzały się drobne nieporozumienia między małżonkami. Dorocie nie podobało się, iż Jakub czasem wracał późno do domu albo zdarzało mu się wrócić po alkoholu. W odpowiedzi ona od czasu do czasu rozmawiała przez telefon z byłym mężem, opowiadając mu o problemach w nowym związku. Jakub nie był zadowolony z takich kontaktów.

Dorota tłumaczyła, iż trzeba być po prostu życzliwym ludziom. Pewnego razu Jakub świętował w pracy urodziny swojego szefa i, jak można się domyślić, znów wrócił nietrzeźwy. Położył się w pokoju obok i usłyszał rozmowę Doroty z psem:

No Rufus, ty cwaniaku Cały dzień tylko jesz i śpisz. Nic innego nie potrafisz. No, może jesteś mądrzejszy od twojego pana. Nie mówisz, ale wszystko rozumiesz. Twój pan niby słucha, ale nic do niego nie dociera. Jak ty możesz z nim żyć?

Jakub to usłyszał i chciał już podnieść się, żeby wyrazić swoje zdanie. Ale Dorota mówiła dalej i sprawy przybrały inny obrót.

Znowu wrócił pijany. Ty też nie możesz znieść tego zapachu? Pije coraz częściej. Nie mam już na to siły. Żałuję, iż za niego wyszłam. Wyglądał na porządnego, a okazał się być nic niewarty. Mój były mąż był zdecydowanie lepszy. Nie pił, zarabiał dobre pieniądze. Czemu od niego odeszłam? No, zdradził raz czy dwa, ale przecież każdemu się zdarza. Poza tym zawsze potrafił się zrehabilitować jakimś ładnym prezentem. Do dziś namawia mnie, żebym wróciła. Co ja mam zrobić, Rufusie? Daj mi jakiś znak

Nagle Jakub wszedł do pokoju. Zawołał psa, spojrzał na żonę i powiedział:

jeżeli myślisz, iż marzyłem o rodzinie, to jesteś w błędzie. Nie potrzebuję żony, zwłaszcza takiej jak ty. To ty się do mnie wprowadziłaś, a teraz nie mogę na ciebie patrzeć. Masz godzinę na spakowanie rzeczy. Twój były pewnie już na ciebie czeka. Albo idź do kogo chcesz. I jeszcze jedno jutro złóż papiery o rozwód.

Zamiast odejść z godnością, Dorota rozpłakała się, zaczęła przepraszać, a potem obwiniać Jakuba o brak wrażliwości. On jednak był nieugięty i wyprosił Dorotę z mieszkania. Pod blokiem zamówiła taksówkę, wsiadła i zniknęła w nieznanym kierunku.

Idź do oryginalnego materiału