Jerzy Stuhr szukał Boga po swojemu. Przed odejściem podjął zaskakującą decyzję

zycie.news 1 godzina temu
Zdjęcie: Jerzy Stuhr/YouTube @Kręcioła TV


Jak podaje serwis „Super Express”, wiara była ważnym elementem życia Jerzego Stuhra niemal od dzieciństwa. Jeszcze jako ośmioletni chłopiec służył do mszy jako ministrant w Bielsku-Białej, gdzie nawiązał relację z księdzem Jerzym Bryłą. Z biegiem lat znajomość przerodziła się w wieloletnią przyjaźń. Duchowny wielokrotnie podkreślał, iż aktor pozostał mu bliski również w dorosłym życiu, a gdy artysta zmagał się z nowotworem przełyku, apelował do wiernych o modlitwę w jego intencji.

Nie ze wszystkim się utożsamiał

Choć Stuhr nie ukrywał, iż nie ze wszystkimi działaniami i wypowiedziami przedstawicieli Kościoła się utożsamiał, konsekwentnie rozdzielał swoją osobistą wiarę od oceny instytucji. W wywiadach podkreślał, iż do świątyni chodzi przede wszystkim po to, by odnaleźć ciszę i skupić się na relacji z Bogiem, a nie z obowiązku czy dla zachowania pozorów.

Nie przepadał za uczestnictwem w niedzielnych mszach. Jak tłumaczył, znacznie bliższe były mu wizyty w kościele w dni powszednie, kiedy w ławkach było niewielu ludzi. W pustej świątyni łatwiej było mu zebrać myśli i uniknąć zainteresowania, jakie nieodłącznie towarzyszyło jego popularności. Zwracał uwagę, iż jako rozpoznawalny aktor często czuł się obserwowany i oceniany, dlatego wybierał chwile, gdy mógł pobyć sam ze swoimi refleksjami.

„Dlatego chodzę sobie do pustego kościoła i wtedy czuję więź z Bogiem” – przyznał aktor w jednym z wywiadów.

To też może być modlitwa

Szczególne znaczenie takie wizyty zyskały podczas jego walki z chorobą. Aktor wspominał, iż wyznaczał sobie krótkie trasy spacerów prowadzące właśnie do kościoła. Po dotarciu siadał w ciszy i myślał o najbliższych – żonie, dzieciach i rodzinie. Dopiero rozmowa z księdzem Andrzejem Lutrem uświadomiła mu, iż te chwile skupienia i troski o bliskich również można nazwać modlitwą.

Ostatnie dni życia artysty wyglądały jednak inaczej, niż mogłoby się wydawać. Barbara Stuhr opowiedziała po jego śmierci o pobycie męża w szpitalu i wyznała, iż tuż przed odejściem nie zdecydował się na spotkanie z kapłanem. Nie zmienia to jednak faktu, iż przez całe życie wielokrotnie mówił o swojej osobistej więzi z Bogiem, którą budował na własnych zasadach – z dala od rozgłosu, w ciszy pustych kościołów i podczas codziennych chwil refleksji.

O tym się mówi: 55 Sen po 50. roku życia bywa coraz gorszy. Te 4 metody mogą przynieść ulgę

Idź do oryginalnego materiału