Jeff Parker ETA IVtet – Happy Today

nowamuzyka.pl 2 dni temu

Przenosimy się do 20 sierpnia 2025 r. do klub Lodge Room w Los Angeles, gdzie został zarejestrowany materiał na najnowszy album Jeffa Parkera ETA IVtet. Lider gra na gitarze, elektronika. Obok niego Jay Bellerose (perkusja, instrumenty perkusyjne), Anna Butterss (kontrabas) i Josh Johnson (saksofon altowy, elektronika). Przedtem nagrywali w przestrzeniach zamkniętego już małego klubu ETA w Highland Park, chociażby doskonałą płytę sprzed dwóch lat „The Way Out of Easy”. Niełatwo było się dostać tam na występ ETA IVtet – mała przestrzeń, a chętnych było wielu.

Jeff Parker ETA IVtet, fot. Sam Lee

„Rok 2025 był bardzo trudny dla mnie i mojej rodziny” – mówi Parker, dodając: „Musieliśmy radzić sobie z ośmiomiesięczną ewakuacją z powodu pożarów w Eaton oraz z wpływem, jaki ta niestabilność wywarła na zdrowie psychiczne i ogólne samopoczucie mojej rodziny, a do tego doszedł powrót Donalda Trumpa do urzędu i to, iż w zasadzie uprzykrzał życie wszystkim… Było dużo smutku i rozpaczy. Ale poczucie wspólnoty, które stworzyliśmy podczas naszego koncertu, a później słuchanie nagrania, oglądanie pięknych ujęć, które zostały nakręcone, oraz zdjęć pełnych euforii z powrotu do tej przestrzeni i ponownego tworzenia muzyki: to była bardzo szczęśliwa chwila. Dlatego nazwałem płytę „Happy Today”. Ma to być wyraz radości”. Zespół pracował nad pierwszą w ich historii studyjną płytą, ale po odsłuchaniu koncertu w Lodge Room doszli do wniosku, iż to ta radość, wspólnota identyfikują brzmienie grupy.

Bez wątpienia trwająca siedem lat rezydentura w klubie ETA i cotygodniowe poniedziałkowe wieczory spędzone na wspólnych sesjach ukształtowały język, brzmienie i charakter kwartetu Parkera. Długie, rozciągnięte w czasie minimalistyczne improwizacje o nieprzewidywalnych skrętach, odskokach, zwrotach bardzo dobrze definiują ETA IVtet.

„Happy Today” to dwa ponad dwudziestominutowe utwory zagrane dla prawie czterystu osób. Pierwszy z nich to „Like Swimwear” powolnie rozrastający się i kroczący swoim hipnotycznym tempem ku coraz bardziej zawiłych form. W okolicy siódmej minuty wyraźnie zaznacza obecność gitara Parkera w solowy partiach bliższych jazzowej improwizacji. Niemniej nie są to napęczniałe od ego solówki. Reszta muzyków doskonale trzyma czas, puls i głębię. Reakcja publiczności jest kolejnym „instrumentem”, co daję poczucie bliskości, intymności i życiodajnej energii tej muzyki. Stery przejmuje saksofon Johsona – meandruje w wielu warstwach o różnych technikach oddechowych, artykulacyjnych. W połowie ETA IVtet łączą się ponownie w jeden niezwykły dźwiękowy organizm. Następuję też piękny, wyciszony dialog kontrabasu Butterss i perkusji Bellerose’a.

„Zespół nie boi się zgłębiać statycznych przestrzeni” – opisuje Parker. „Wydaje się, iż chodzi o to, by przez jakiś czas trzymać się jednego pomysłu. Naprawdę przez długi czas. Tak jakby go wyczerpać. A potem jedna osoba zmienia kierunek i całość rusza razem”. I taki momentem na pewno jest wpłynięcie elektroniki, efektu gitarowego, który raptem przestawia poetykę na inne tory. Aksamitnie szepcząca perkusja pięknie towarzyszysz, prowadzi, kołysze. Do tego niesamowita melodyka saksofonu Johnsona. Kapitalnie całość zarejestrował i zmiksował na żywo znowu Bryce Gonzales, który jak pamiętamy stworzył niestandardowy mikser, aby móc nagrywać ETA IVtet. A końcowy aplauz mówi wszystko.

„Każdy nieustannie rozrzuca okruchy, a ty możesz je podnieść albo zostawić” – zgadza się Bellerose, dodając: „Są takie małe wskazówki, takie małe chwile, i wszyscy są ich świadomi”.

„Kiedy nadchodzi czas na zmianę, może ona nastąpić bardzo szybko” – mówi Butterss, dodając: „Jeśli ktoś zaproponuje nowy pomysł, wszystko może się zmienić w mgnieniu oka. Wszyscy są nieustannie gotowi, by się na to zgodzić, jeżeli wymaga tego sytuacja”.

„Każdy słucha w taki sposób, iż nie zawsze oznacza to: »Pójdę za tobą«” – mówi Johnson. „Ale zawsze oznacza to: »Słyszę cię«. A czasem: »Słyszę cię i zostanę tutaj, pozwolę, by napięcie między tymi dwiema rzeczami istniało przez chwilę, zanim być może do ciebie dołączę«. Ale fajne jest to, iż wszyscy to słyszą. Dzięki czasowi, który spędziliśmy razem, nasze słuchanie nabrało dojrzałości – to bardzo szczególna forma głębokiego słuchania”.

Na drugiej stronie tytułowe nagranie „Happy Today” początkowo pulsuje bliżej ambientu, minimalistów z saksofonową frazą i niuansującym kontrabasem. Nie ma tu mowy o usilnym zamykaniu się w jakiś formach, gatunkach – jest za to wolność, co nie oznacza braku spójności. Z każdą kolejną minutą ETA IVtet brzmią coraz gęściej – perkusja pręży mięśnie, ale utrzymuje szlachetność faktur, saksofon z kalejdoskopową zwinnością różnicuje obrazy. Gdzieś w połowie nadciąga przełamanie, regularny, transowy rytm, gitara Parkera, a kontrabasowy kręgosłup jest bardzo giętki.

„Dla mnie najważniejsze jest to, od czego wszystko się zaczęło, a mianowicie wolność i otwartość” – mówi Bellerose. – „W początkowym okresie działalności zespołu Jeff dostrzegał, w jaki sposób komunikujemy się w ramach struktury standardów muzycznych. Jest jednym z najlepszych producentów, z jakimi kiedykolwiek pracowałem, ponieważ ma tę wizję. A istotną częścią produkcji jest dobór obsady – zgromadzenie odpowiednich osób w jednym pomieszczeniu. Te zmiany są więc całkowicie naturalne w ramach improwizowanych utworów, które wykonujemy, ponieważ fundamenty już istniały, a Jeff o tym wiedział. Zauważył już komunikację w zespole, ale chciał naprawdę pójść o krok dalej”.

„Nauczyłam się improwizować w tym zespole” – wyjawia zaskakująco Butterss. – „Wcześniej tak naprawdę nie grałam muzyki improwizowanej. Więc moje całe podejście do improwizacji ukształtowało się dzięki graniu z Jeffem, Jayem i Joshem. To zespół i ma swój własny język. Myślę, iż można by puścić dowolne nagranie, a ludzie byliby w stanie powiedzieć: „to jest ten kwartet”. Jest bardzo charakterystyczny i rozwinął się bardzo naturalnie. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, nie sądzę”.

Nawet nie wiadomo kiedy zespół umknął uwadze i zaczął jazzooą-funkującą – w podglebiu choćby krautrockową – opowieść, by za chwilę dwoma frazami kontrabasu odejść w jeszcze inną harmoniczność. I niestety koniec, ale pozostawiają nas w pożądanym uczuciu niedosytu.

Kolejną warstwą „Happy Today” jest pełnometrażowy film Charliego Weinmanna, dokumentujący występ zespołu w Lodge Room, który ukaże się 15 maja równolegle z premierą albumu. Muzyka ETA IVtet uczy głębokiego słuchania, a może bardziej jest powrotem do tej umiejętności, którą gdzieś po drodze zgubiliśmy, gubimy każdego dnia w świecie coraz bardziej rozdrobionym i tonącym w niezliczonej ilości bodźców. „Happy Today” to wręcz rytuał euforii z grania i odbierania muzyki, z bycia razem, wspólnego podążania i odczuwania. Alchemiczne porozumienie między muzykami pokazuje, iż siłą muzyki jest jej tworzenie „tu i teraz”. To jeden z albumów tego roku!

Nonesuch Records / International Anthem | maj 2026

Idź do oryginalnego materiału