Jechaliśmy z mężem trasą przez Mazury, tuż przy ścianie świerkowego lasu. Szosa była mokra po letnim deszczu, mgły wiły się między drzewami, a cała okolica emanowała dziwną, nierealną ciszą. Godzina była taka, iż marzyliśmy już tylko o gorącej herbacie w naszym mieszkaniu w Olsztynie. I wtedy, całkiem nagle, jakiś cień większy od samochodu oderwał się […]