REKLAMA
Zobacz wideo
Odwracali sie od Egurroli, bo wybrał TVP. Prokop nie gryzł się język
Jarosław Gugała chciał pozwać TVP za czasów "dobrej zmiany". Nie do wiary, co usłyszał od prawnikaPrezenter kupił mieszkanie w jednej z warszawskich kamienic tuż po powrocie z Urugwaju, gdzie pełnił funkcję ambasadora RP. "Prezydentem miasta był wtedy Lech Kaczyński. Zaczął tam wtedy działać tzw. czyściciel kamienic. Po kolei odkupował on od ludzi mieszkania za psie pieniądze, by potem je spieniężyć. W pewnym momencie doszło do tragedii. Zamordowana została Jolanta Brzeska - jedna z mieszkanek tej kamienicy, która prawdopodobnie nie chciała poddać się czyścicielowi" - wspominał.Kilka lat później Telewizja Polska postanowiła zrobić reportaż o kulisach tego zdarzenia i całej aferze reprywatyzacyjnej. "Wspomniano w nim, iż interesujące jest to, iż Jarosław Gugała, szef programów informacyjnych i publicystycznych Polsatu, ma mieszkanie właśnie w tym budynku. Sugerowano, iż skoro tam mieszkam i nie reaguję na to, co się dzieje, widocznie mam coś na sumieniu. (...) Następnego dnia - w jakimś programie publicystycznym znowu padło moje nazwisko" - opowiadał. Dziennikarz zdradził, iż po emisji od razu poszedł do adwokata. Ten jednak odradził mu wchodzenie w tę sprawę. "Stwierdził, iż jest ona tak przesiąknięta polityką, iż będzie trwała latami. Ostrzegał mnie, iż stracę czas i pieniądze. Zasugerował, iż w związku z tym, iż władza ma duży wpływ na wymiar sprawiedliwości, to może zostać wyznaczony taki sędzia, który sprawi, iż przegram w pierwszej instancji. I wtedy cały świat się dowie, iż jednak byłem zamieszany w aferę reprywatyzacyjną, bo właśnie tak zostanie w TVP zinterpretowany ten wyrok" - mówił. Jarosław Gugała wprost o aferze reprywatyzacyjnej. "Uznałem, iż nie muszę już walczyć o swoje dobre imię" Gugała nie mógł uwierzyć w to, co powiedział mu prawnik. "Uważałem, iż skoro ktoś mnie opluł i wciągnął w coś, z czym nie miałem nic wspólnego, powinien za to odpowiedzieć. Liczyłem, iż jakaś sprawiedliwość jeszcze istnieje. Adwokat nie pozostawił mi jednak złudzeń" - tłumaczył.
Niespodziewanie z pomocą przyszła mu córka Jolanty Brzeskiej, która w rozmowie z Onetem stanęła w jego obronie. "Stwierdziła, iż to kompletna bzdura. Zakładam, iż wiedziała, iż na spotkaniach wspólnoty stawiałem się prawnikom czyściciela kamienic, który nas terroryzował. (...) Jej wypowiedź poniosła się szerokim echem i była cytowana przez różne media. Uznałem, iż nie muszę już walczyć o swoje dobre imię, bo zawalczyła o nie córka pani Brzeskiej" - podsumował.
