Rybeńka napisała, iż lubi wracać do codzienności, ach! ja też! A szczególnie jak mam jeszcze luz, bo moja szkoła zaczyna się w połowie września, podczas kiedy szkoła mojej córki już się zaczęła. To jest prawdziwy luksus.
Siedzę więc porannie w kawiarni na kawce, podczas gdy pan wymienia mi hamulce w elektryku.
Dziś pierwszy raz od wypadku wsiadłam na rower. Jechałam wolno, ostrożnie, cała pokurczona ze strachu. Na rowerze czuję się taka bezbronna. Muszę powoli, muszę uważać – pedałowanie nie sprawia problemów, ale zatrzymywanie się na tej nodze nie jest komfortowe.
Staram się odhaczyć wszystkie pilne zadania z mojego notesika dręczyciela, bo potem przez pół roku nie będę miała czasu w nic. Ostatnia duża robota to położenie paneli na kafelkach w kuchni. Kafle są solidnie położone, ale ich kolor mnie estetycznie torturowal, więc pięć lat temu, w czasie pandemii (może to mnie tłumaczy, tu przewracam oczami) strzeliło mi do głowy, żeby ją pomalować na kremowo. Głupota nie zna granic. Kupiłam specjalną farbę do kafelków i voila! wyglądało ładnie przez 3 miesiące, a potem równia pochyła. Farbę łatwo zadrapać, a do tego zrobiła sie jakaś taka … klejąca, namoknięta, napuchła, chyba przez wilgoć w Irlandii. Jest to chyba jedyna podłoga na świecie, które przyciąga brud, dosłownie, hit dziesięciolecia – samobrudząca się farba do podłogi, a na dodatek nie da się tego brudu tak łatwo wymyć, choćby parową myjką.
Może gdybym polakierowała dodatkowo? nie wiem i nie będę sprawdzała, plan jest taki, iż kładziemy panele na kafle i zobaczymy. Wszystko robimy sami, hehe, zobaczymy co z tego wyniknie.
Z prac pilnych zostanie tylko szopa, ale ona jest pilna od 9 lat. Trudno powiedzieć, ile jeszcze wytrzyma, w kontekście najpotężniejszego el ninio od tysiąca lat trudno na to liczyć. Mam wrażenie, iż załatwi sprawę i rozniesie szopę w proch, muszę kupić brezent na rowery i skrzynkę na narzędzia. (Dziś odkryliśmy iż złamała się wielka gałąź na jabłonce – za dużo jabłek!) Mamy z grubsza plan na zadaszenie z boku domu, żeby trzymać tam rowery, tylko funduszy na razie brak. Bo wychodzi na to, iż potrzebny nam również kolejny rower-elektryk.
Poza tym cieszę się, bo w mojej szkole dostałam wykład o Freudzie, ha!
Dorwałam ‚Say Nothing‚ Keefe (jest tłumaczenie polskie Cokolwiek powiesz, nic nie mów) – jedna z ważniejszych współczesnych książek o przemocy i zbrodniach popełnianych w imię wyzwolenia Irl Północnej spod panowania Brytyjczyków. Książka pełna malutkich szczegółów, które pozwalają ten kraj troszkę zrozumieć – na przykład fragment o 38-letniej Jean McConville, porwanej przez IRA, wdowie, matce 14 dzieci, z których przeżyło 10.
MATCE CZTERNAŚCIORGA DZIECI??? Zlitujsienadnami!




![Książka pełna Towarów [TOWARY MODNE 335]](https://i1.ytimg.com/vi/bjnNC4uG4gM/maxresdefault.jpg)
