Jak śmiesz twierdzić, iż opieka nad babcią nie ma znaczenia! Mieszkanie zgodnie z prawem powinno nal…

polregion.pl 9 godzin temu

23 maja

Piszę te słowa z ogromnym ciężarem na sercu. Zastanawiam się, jak tak naprawdę ułożyły się losy naszej rodziny. Moja własna mama grozi mi sądem, bo nie może się pogodzić z tym, iż mieszkanie po babci Ludmile zapisała ona mojej córce, a nie mnie, ani tym bardziej jej. Mama twierdzi, iż to jawna niesprawiedliwość według niej mieszkanie babci powinno być jej. Ale babcia wybrała inaczej i chyba wiem czemu. Od pięciu lat mieszkaliśmy z babcią: ja z mężem. To my się nią opiekowaliśmy, przychodziłam codziennie, gotowałam, prałam, sprzątałam, po prostu byłam.

Moja mama, Barbara, zawsze była bardzo zapatrzona w siebie. Najważniejsze były dla niej zawsze jej własne potrzeby. Wyszła za mąż trzy razy, ale miała tylko dwie córki mnie i Jadwigę. Z Jadwigą mam świetny kontakt, zawsze się wspierałyśmy, ale z mamą cóż, relacja była raczej chłodna.

Mojego ojca, Andrzeja, nie pamiętam. Odszedł od nas, gdy miałam dwa lata. Potem przez cztery lata mieszkałyśmy z mamą u babci Ludmiły w Krakowie. Wtedy świat wydawał mi się poszarzały. Mama stale płakała to chyba przez nią myślałam, iż babcia jest oschła. Dopiero z czasem, już jako dorosła, pojęłam, iż babcia naprawdę była dobrym człowiekiem, chciała po prostu uratować własne dziecko.

Kiedy mama wyszła drugi raz za mąż, przenieśliśmy się do Poznania, do mieszkania nowego ojczyma, Zbigniewa. Wtedy przyszła na świat Jadwiga. Po siedmiu latach znowu rozstanie Zbigniew się wyprowadził. Mama pozwoliła nam jeszcze przez jakiś czas mieszkać u niego, potem jednak wyszła trzeci raz za mąż, za Edwarda, i znowu się przeprowadziliśmy.

Edward, jak można się domyślić, nie był zachwycony, iż dostał żonę z dwójką dzieci. Nie był dla nas zły, po prostu traktował nas jak powietrze. Mama podobnie całkowicie pochłonęły ją własne sprawy i zazdrość o nowego męża. Były awantury, trzaskanie drzwiami, pakowanie walizek klasyka. Ja i Jadwiga po prostu przywykłyśmy do tego. Czułam, iż muszę być ostoją dla siostry skoro mama nie miała na to czasu, musiałam zająć się nią sama. Dobrze, iż mieliśmy babcie: Ludmiłę i Wandę one nas ratowały.

Potem wyprowadziłam się do akademika w Warszawie, Jadwiga zamieszkała z babcią. Nasz ojciec zawsze starał się jej pomagać, a mama dzwoniła adekwatnie tylko na święta.

Już dawno pogodziłam się z tym, kim jest mama. Wiedziałam, iż nie mogę oczekiwać od niej czułości czy wsparcia. Ja dojrzałam, pogodziłam się z tym Jadwiga nie umiała. Najbardziej bolało ją to, iż mama nie była choćby na jej maturze.

Przyszła dorosłość. Jadwiga wyszła za mąż i wyjechała z Markiem do Wrocławia. Ja z Pawłem zamieszkaliśmy razem, choć bez ślubu wynajmowaliśmy kawalerkę w Krakowie. Często odwiedzałam babcię Ludmiłę byłyśmy sobie bardzo bliskie. Starałam się jednak nie zajmować jej całego czasu, nie chciałam być ciężarem.

Aż nadszedł moment, gdy babcia zachorowała i trafiła na oddział geriatryczny. Tam powiedziano mi, iż potrzebuje troskliwej opieki. Nic nie stało więc na przeszkodzie chodziłam do niej codziennie, przynosiłam zakupy, gotowałam obiady, pilnowałam lekarstw, czasem przychodziłam z Pawłem, który naprawiał drobiazgi i organizował babcine mieszkanie. Po pół roku, na propozycję babci, przenieśliśmy się do niej na stałe dla nas to była ogromna pomoc, zamiast płacić czynsz w Krakowie, zbieraliśmy na własne M. Babcia bardzo polubiła Pawła, a my żyliśmy jak rodzina.

Sześć miesięcy później byłam już w ciąży decyzję podjęliśmy bez wahania. Babcia była wniebowzięta, iż będzie prababcią. Nasz ślub był kameralny kilku najbliższych, kawa w kawiarni na Kazimierzu. Mama choćby nie powiedziała gratuluję przez telefon.

Gdy nasza Helenka miała dwa miesiące, babcia przewróciła się i złamała nogę. Opiekowanie się babcią i niemowlęciem jednocześnie to była droga przez mękę. Bardzo potrzebowałam mamy zadzwoniłam więc z prośbą o wsparcie. Usłyszałam tylko, iż źle się czuje, iż przyjdzie później. Nigdy się nie pojawiła.

Po pół roku babcia doznała udaru. Leżała wtedy już bez ruchu. Sama nie wiem, jak wytrzymałam tylko dzięki Pawłowi. Po jakimś czasie babcia powoli odzyskiwała siły: zaczęła mówić, potem znów chodzić. Była jeszcze z nami ponad dwa lata. Zdążyła zobaczyć, jak Helenka stawia pierwsze kroki. Babcia odeszła we śnie. Kochaliśmy ją bardzo, nic już nie jest takie jak dawniej.

Mama pojawiła się tylko na pogrzebie. Po miesiącu przyjechała i zażądała, żebym się wyprowadziła, bo ona chce mieszkanie. Była przekonana, iż dostanie to lokum. Nie miała pojęcia, iż babcia Ludmiła już po narodzinach Helenki oficjalnie przepisała mieszkanie na moją córkę. Mama nie dostała nic.

Była wściekła. Groziła sądem i krzyczała, iż oszukałam staruszkę, iż nikt mnie z tym nie zostawi, iż nie ma znaczenia, kto się opiekował mieszkanie należy się jej.

Nie poddaję się. Byłam u notariusza, porozmawiałam z mecenasem. Wszystko jest zgodne z prawem. Nikt nie odbierze mieszkania Helenie jest jej własnością, taki był wybór babci Ludmiły. A kiedy urodzi się kolejne dziecko, jeżeli to dziewczynka na pewno dam jej imię po babci. To najlepsze, co mogę zrobić dla niej i dla pamięci o naszej rodzinie.

Idź do oryginalnego materiału