Jak śmiesz twierdzić, iż opieka nad babcią nie ma znaczenia! Mieszkanie zgodnie z prawem należy się …

polregion.pl 7 godzin temu

Jakim prawem w ogóle ktoś pyta, kto opiekował się babcią?! Mieszkanie prawnie powinno należeć do mnie! krzyczy moja matka podczas kolejnej kłótni.

Moja własna matka grozi mi sądem. O co chodzi? O mieszkanie po babci, które nie przeszło ani na nią, ani na mnie, tylko na moją córkę. Moja mama twierdzi, iż to ogromna niesprawiedliwość. Jej zdaniem mieszkanie babci powinno przypaść właśnie jej. Babcia jednak zadecydowała inaczej. Dlaczego? Pewnie dlatego, iż przez ostatnie pięć lat to ja, razem z mężem, mieszkałam z babcią pod jednym dachem i się nią opiekowaliśmy.

Można spokojnie powiedzieć, iż moja mama zawsze była bardzo egoistyczna. Zawsze najważniejsze były dla niej własne potrzeby i zachcianki, inni schodzili na dalszy plan. Moja mama była trzykrotnie zamężna, ale dzieci miała tylko dwoje: mnie i moją młodszą siostrę. Ja z siostrą mamy świetny kontakt, ale z mamą już nie za bardzo.

Taty choćby nie pamiętam. Rozwiódł się z mamą, gdy miałam dwa lata. Od tamtej pory, do moich szóstych urodzin, mieszkałyśmy z mamą u babci w Krakowie. Z jakiegoś powodu wtedy myślałam, iż babcia jest oschła i niemiła. Może czułam to dlatego, iż mama cały czas płakała. Dopiero po latach pojęłam, iż babcia była bardzo dobrą osobą, po prostu chciała pomóc córce stanąć na nogi.

Potem mama po raz drugi wyszła za mąż, a ja zamieszkałam z nią i ojczymem w Poznaniu. Właśnie wtedy urodziła się siostra. Mama z ojczymem wytrzymała siedem lat, po czym znowu rozwód. Tym razem do babci już nie wróciłyśmy. Ojczym wyjechał zarabiać za granicę i pozwolił nam jeszcze przez jakiś czas mieszkać w swoim mieszkaniu. Trzy lata później mama znowu zmieniła stan cywilny i przeprowadziłyśmy się z jej nowym mężem do Katowic.

Nowy mąż nie był szczęśliwy z powodu jej dzieci. Nigdy nas nie skrzywdził, po prostu kompletnie nas ignorował. Mama też żyła tylko nim. Całymi dniami dbała o niego, była o niego chorobliwie zazdrosna, robiła mu sceny, potrafiła choćby rozbić talerz o podłogę.

Raz w miesiącu mama urządzała wyprowadzkę. Pakowała się teatralnie, ale ojczym zawsze ją jakoś zatrzymywał. Ja i siostra przyzwyczaiłyśmy się przestałyśmy zwracać na to uwagę. Całą opiekę nad siostrą przejęłam ja, bo mama nie miała do tego głowy. Dobrze, iż miałyśmy babcię to ona nas wspierała. Potem wyprowadziłam się do akademika, a siostra zamieszkała u babci. Ojciec od czasu do czasu jej pomagał, a od mamy miałyśmy telefon tylko od święta.

Pogodziłam się z faktem, iż taka właśnie jest zdystansowana. Nie oczekiwałam od niej troski czy zainteresowania. Moja siostra jednak bardziej przeżyła to odrzucenie, szczególnie bolało ją, gdy mama nie przyszła na jej studniówkę.

Z biegiem lat dorosłyśmy. Siostra wyszła za mąż i przeprowadziła się do Wrocławia. Ja miałam już stałego chłopaka, ale nie planowaliśmy ślubu. Wynajmowaliśmy razem mieszkanie w Warszawie. Często odwiedzałam babcię. Bardzo się z nią zżyłam i starałam się nigdy jej nie obciążać swoimi sprawami.

Pewnego dnia babcia poważnie zachorowała i trafiła do szpitala. Lekarze powiedzieli mi, iż potrzebuje wsparcia i opieki. Od tego momentu codziennie do niej przychodziłam przynosiłam zakupy, gotowałam, sprzątałam, rozmawiałam z babcią i pilnowałam, by przyjmowała leki na czas.

Tak przez pół roku przyjeżdżałam do niej niemal codziennie. Czasami wpadał ze mną mój narzeczony. Pomagał, coś naprawiał, ogarniał różne rzeczy w mieszkaniu. Wtedy babcia zaproponowała, żebyśmy się do niej wprowadzili mogliśmy wtedy odkładać pieniądze na swoje własne M, nie płacąc już za wynajem.

Szybko się zgodziliśmy, bo babcia świetnie dogadywała się z moim chłopakiem. Zamieszkaliśmy całą trójką. Po pół roku dowiedziałam się, iż jestem w ciąży. Obydwoje byliśmy szczęśliwi i postanowiliśmy zostawić dziecko. Babcia ucieszyła się ogromnie, bo czekała na prawnuka. Cicho wzięliśmy ślub, poszliśmy z najbliższą rodziną na obiad do restauracji, a mama… choćby się nie pojawiła i nie zadzwoniła.

Gdy moja córeczka miała dwa miesiące, babcia przewróciła się i złamała nogę. Było mi strasznie trudno opiekować się babcią i jednocześnie tak małym dzieckiem. Bardzo potrzebowałam wtedy pomocy mojej mamy, zadzwoniłam, poprosiłam ją o wsparcie. Odmówiła. Powiedziała, iż źle się czuje i może przyjdzie później. Oczywiście nigdy nie przyszła.

Pół roku później babcia przeszła udar. Stała się całkowicie leżąca i opieka nad nią była bardzo trudna. Bez wsparcia mojego męża nie dałabym sobie rady. Po pewnym czasie babci nieco się poprawiło zaczęła powoli mówić, chodzić, samodzielnie jeść. Jeszcze przez dwa i pół roku mogła cieszyć się widokiem biegającej prawnuczki, zanim odeszła spokojnie we śnie. To był dla mnie i męża ogromny cios bardzo ją kochaliśmy, bardzo za nią tęsknimy.

Mama przyjechała tylko na pogrzeb. Miesiąc później pojawiła się z pretensjami, żebym oddała jej to mieszkanie i się wyniosła. Była pewna, iż mieszkanie po babci dostanie się jej. Nie wiedziała jednak, iż babcia już po narodzinach mojej córki przepisała mieszkanie na wnuczkę. Oznaczało to, iż mama nie dostała nic.

Była wściekła. Żądała ode mnie wydania mieszkania pod groźbą pozwu.
Widzisz jaka z ciebie oszustka! Wmówiłaś staruszce, iż musi ci oddać mieszkanie, teraz korzystasz, ale nie ujdzie ci to płazem! Nieważne, kto opiekował się babcią jej mieszkanie należy do mnie! krzyczała na cały dom.

Jednak mieszkania mama nie dostanie. Konsultowałam się z notariuszem i prawnikiem wszystko jest zgodne z prawem. Będziemy z mężem i córką mieszkać w tym mieszkaniu, które podarowała nam babcia. A jeżeli kolejne dziecko okaże się dziewczynką na pewno nadamy jej imię po babci: Zofia.

Idź do oryginalnego materiału