Jak się patrzy wspólnie

magazynszum.pl 2 tygodni temu

W początkach działalności Sputnik Photos członkini tego kolektywu Agnieszka Rayss zastrzegła: „nie jesteśmy tacy naiwni, żeby wierzyć, iż zdjęcie może zmienić świat”. Jasne, iż nie może. Co jednak powiedzieć o sprawczej mocy tysięcy zdjęć, wykonywanych przez dwie dekady przez grupę zaangażowanych osób, organizowanych w archiwa, photobooki, instalacje i wystawy, wspomaganych tekstami, wykładami, programami społecznymi, mentorskimi i edukacyjnymi? Pytanie, czy coś takiego jest jednak w stanie coś zmienić, nie jest już czysto retoryczne. Wybrzmiewa ono między wierszami narracji jubileuszowej retrospektywy w MuFo Wspólnie, 20 lat kolektywu Sputnik Photos.

Rok 2006, w którym powstał Sputnik, był dawno, dawno temu – w epoce, której polityczne, emocjonalne i technologiczne parametry wydają się tak odległe od teraźniejszości, iż trudno uwierzyć, iż dzielą nas od niej tylko dwie dekady. Były to czasy, w których Donald Trump prowadził w telewizji reality show The Apprentice. Gorąca wojna Rosji z Ukrainą nie mieściła się w granicach wyobraźni ministrów spraw zagranicznych, nie mówiąc o opinii publicznej. Wielka Brytania należała do Unii Europejskiej, papierowe dzienniki sprzedawały się w Polsce w setkach tysięcy egzemplarzy i nadawały ton publicznej debacie. Istniał też rynek fotografii prasowej, której nie mała część wciąż wykonywana była analogowym sprzętem na materiałach światłoczułych.

Fotospacer, 2020, fot. Adam Pańczuk
Fotospacer, 2024, fot. Jan Brykczyński

Wiele obszarów, dziedzin i całych społeczno-politycznych paradygmatów popadło od tamtego czasu w poważny (poli)kryzysie. W jego spektrum znalazła się również – a może choćby przede wszystkim – fotografia dokumentalna i reportażowa, z której wywodzą się osoby założycielskie Sputnika.

Fotografia umarła? Wiedzie życie po życiu jako postfotograficzne widmo unoszone w nieznane przez strumień cyfrowych obrazów? Pogrążony w głębokim cieniu mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji dokument jest już niemożliwy? Te diagnozy rymują się z rozpoznaniami kryzysu demokracji, społecznych więzi, wspólnoty, pojęcia prawdy i procedur poznawczych. Na wystawie w MuFo, wśród zdjęć i photobooków Sputnika, nie mogłem się opędzić od myśli, iż kondycja fotografii jest wyrazistym symptomem naszej zbiorowej kondycji w ogóle. o ile nie potrafimy sfotografować świata, w którym żyjemy, to jest trochę tak, jakbyśmy wciąż go widzieli, ale nie umieli zobaczyć – i podzielić się tym obrazem z innymi, poddać go refleksji, zrozumieć.

Wystawa w MuFo – i pars pro toto cała działalność Sputnika – jest dla mnie między innymi opowieścią o szukaniu sposobu, który sfotografowanie (zobaczenie) rzeczywistości uczyni, mimo wszystko, możliwym.

Cóż to za sposób? Myślę, iż Sputnik udziela na to pytanie dwóch odpowiedzi.

Jedna zaszyta jest w tytule wystawy: ze wszystkich pojęć, którymi można było nazwać ten wielowątkowy projekt, osoby autorskie wybrały słowo „Wspólnie”. Sputnik założyli w 2006 roku Agnieszka Rayss, Jan Brykczyński i Rafał Milach. W MuFo kolektyw występuje w obecnym składzie, który – oprócz wymienionej trójki – tworzą Karolina Gembara, Michał Łuczak i Adam Pańczuk oraz Marzena Michalak – Dąbrowska, która od kilkunastu lat koordynuje i produkując działania tej fotografującej szóstki. Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat przez Sputnik przewinęło się jednak kilkanaście innych osób z pół tuzina różnych krajów. A to przecież wciąż nie wszyscy, bo istnieje jeszcze orbita Sputnika obejmująca dziesiątki osób, które, nie należąc do grupy, brały udział w jej przedsięwzięciach – kuratorki i kuratorzy, teoretycy i teoretyczki, pisarze i pisarki, a także, last but not least, osoby ludzkie i nieludzkie, które, stając się bohaterami i bohaterkami realizowanych przez kolektyw projektów, zarazem je współtworzyły.

Druga odpowiedź, którą wyczytałem z MuFo, jest taka, iż nie istnieje kamień filozoficzny – nie ma dziś żadnego definitywnego i niezawodnego sposobu na uprawianie zaangażowanej, znaczącej społecznie fotografii. W grę może wchodzić jedynie wiele sposobów jednocześnie: stosowanie elastycznych, różnorodnych, dopełniających się i stale ewoluujących form działania. To między innymi dlatego element twórczości kolektywnej odgrywa w praktyce i w sukcesie Sputnika tak dużą rolę; wypracowanie takich hybrydowych metodologii nie jest już zadaniem dla autorskiej indywidualności, ale wyzwaniem dla społeczności, w której trwa wymiana doświadczeń, łączenie różnych kompetencji i wrażliwości.

Książka Programu Mentorskiego nr 9, 2019
Wystawa Programu Mentorskiego nr 9, 2019

Wspólnie jest zatem próbą podsumowania – a może raczej wydestylowania jakiegoś rodzaju esencji – z dwudziestoletniej aktywności pracowitego, wieloosobowego kolektywu twórczego i społeczności, którą wokół siebie zbudował. To także podjęta przez kuratorkę Martę Szymańską i aranżerkę wystawy Agatę Biskup heroiczna próba pomieszczenia tej esencji w niewielkiej przestrzeni wystaw czasowych krakowskiego Muzeum Fotografii. Nic też dziwnego, iż Wspólnie to rzecz niezwykle gęsta – dosłownie i w sensie symbolicznym – a i tak ma się wrażenie, iż dostajemy nie tyle best of Sputnik, ile wierzchołek góry lodowej, którą jest dorobek kolektywu.

Wędrując stokami tej „góry lodowej”, obejrzałem wiele fantastycznych zdjęć. Wspólnie jest – między innymi – atrakcyjną wystawą fotograficzną, na której co krok przemieszczamy się od scen uchwyconych ostrym i szybkim spojrzeniem reporterskim, przez obrazy o potężnym potencjale poetyckim, aż po prace budowane na konceptualnych fundamentach i takie, które w innym kontekście można by wziąć za niemal formalistyczne. W tej wystawie nie chodzi jednak o sztukę. Jest ona jedynie jedną z metodologii, po którą Sputnikowcy sięgają, kiedy potrzebują dotrzeć tam, gdzie nie sięga pole widzenia klasycznego dokumentu czy fotografii reporterskiej. Korzystając z narzędzi artystycznych, nie są jednocześnie skrępowani ograniczeniami sztuki: fetyszyzowaniem jej artefaktów, kultem autorstwa, przywiązaniem do stylu.

Myślę, iż w tej wystawie nie chodzi również o fotografię – w każdym razie nie tylko i nie przede wszystkim o nią. Aparaty w rękach Sputnikowców są narzędziami reagowania na rzeczywistość, tworzenia z nią relacji i produkowania wiedzy na jej temat. Ta wizualna reakcja może zostać zorganizowana w dzieło sztuki, instalację, wystawę, książkę, a oczywiście również archiwum, które należy do ulubionych form, a zarazem tematów kolektywu. Może być także organizowana na sposoby, które trudno pomieścić w muzealnej retrospektywie, bo Sputnik to również projekty interwencyjne, edukacja i programy mentorskie. To część „góry lodowej”, która znajduje się pod powierzchnią wystawy.

Dwadzieścia lat temu Sputnik zaczynał działalność od projektu At the Border, który poświęcony był migrantom stojącym u granic nowo przyjętych państw Unii Europejskiej, w tym Polski. Szeroko pojęte granice należą do tematów, które do dziś pozostają w polu uwagi Sputnika. Szczególnie interesowały go zawsze te, które przebiegają w naszej części świata – granice oddzielające komunistyczną i sowiecką przeszłość od późnokapitalistycznej, zglobalizowanej przyszłości, Wschód od Zachodu, modernizacyjne sny od ich spełnienia, a także kultury, pamięci i imaginaria wypełniające Stracone Terytoria – jak nazywa się opus magnum Sputnika, liczące tysiące zdjęć i tworzone przez blisko dekadę archiwum poświęcone rzeczywistości, która wyłoniła się po upadku Związku Radzieckiego.

„Wspólnie. 20 lat kolektywu Sputnik Photos”, widok wystawy, MuFo, 2026, fot. Paweł Biedrzycki
„Wspólnie. 20 lat kolektywu Sputnik Photos”, widok wystawy, MuFo, 2026, fot. Paweł Biedrzycki

Sputnik zawsze z uwagą przyglądał się obszarom peryferyjnym. Wiele projektów kolektywu to owoce dalekich reporterskich i badawczych wypraw. Inne jednak powstały w najbliższym otoczeniu autorów i autorek. Aby dotrzeć na peryferie, czasem trzeba pojechać na koniec świata, a innym razem wystarczy wybrać się najbliższe chaszcze, gdzie antropocentryczna cywilizacja spotyka się z naturą, albo tam, gdzie na obrzeżach dominującego porządku żyją mniejszości, wykluczeni, Inni.

Przez ostatnich dwadzieścia lat wiele z wiodących tematów Sputnika – społeczna kondycja, przestrzenna wyobraźnia oraz pejzaż Europy Wschodniej i obszarów postradzieckich, los migrantów wędrujących przez państwowe, ale również inne, mniej widzialne, ale równie trudne do przekroczenia zasieki, pogranicze cywilizacji i natury – przesunęły się z peryferii w stronę centrum dyskursu w tym sensie, iż są to kwestie, które w naszej części świata definiują teraźniejszość i jej kryzysowy stan.

Jeżeli mamy na niego reagować, potrzebujemy tę rzeczywistość zobaczyć. Sputnik od dwudziestu lat stara się uczynić to możliwym. o ile im się to udaje, to dlatego, iż jak sądzę mimo wszystko mają nadzieję, iż zdjęcia – uważne, twórcze i etyczne patrzenie, wynikająca z niego wiedza i dzielenie się nią – mogą zmienić świat.

Ta nadzieja może dziś oczywiście robić wrażenie bardziej naiwnej niż kiedykolwiek. W czasach, w których zrobienie zdjęcia nie wymaga spotkania z drugą osobą, pojechania gdziekolwiek i zadawania jakichkolwiek pytań – nie wymaga choćby użycia aparatu – fotografia, jaką uprawia Sputnik, jest w głębokiej defensywie. Wraz z nią pod presją znajduje się obywatelski, krytyczny, humanistyczny paradygmat, na którym ufundowany został kolektyw. Kwestią jest jednak, czy warto być kibicem wygrywających drużyn, czy raczej tych, które reprezentują intelektualnie ożywcze i wspólnototwórcze sposoby działania, idące pod prąd lękowi, dezorientacji i wyobcowaniu definiującym współczesne życie społeczne.

Na wystawie w MuFo Sputnik opowiada mnóstwo wciągających historii – o ludziach, społecznościach, miejscach i toczących się w nich procesach – ale może najciekawsza jest inna, większa opowieść: o zaangażowaniu, długodystansowej pracy i sprawczości opartej na delikatnej, ale zaskakująco mocnej sieci relacji. To model reakcji na świat, którego inspirujący potencjał wykracza daleko poza MuFo, wystawę Sputnika i granice fotografii.

Stach Szabłowski

Idź do oryginalnego materiału