W początkach działalności Sputnik Photos członkini tego kolektywu Agnieszka Rayss zastrzegła: „nie jesteśmy tacy naiwni, żeby wierzyć, iż zdjęcie może zmienić świat”. Jasne, iż nie może. Co jednak powiedzieć o sprawczej mocy tysięcy zdjęć, wykonywanych przez dwie dekady przez grupę zaangażowanych osób, organizowanych w archiwa, photobooki, instalacje i wystawy, wspomaganych tekstami, wykładami, programami społecznymi, mentorskimi i edukacyjnymi? Pytanie, czy coś takiego jest jednak w stanie coś zmienić, nie jest już czysto retoryczne. Wybrzmiewa ono między wierszami narracji jubileuszowej retrospektywy w MuFo Wspólnie, 20 lat kolektywu Sputnik Photos.
Rok 2006, w którym powstał Sputnik, był dawno, dawno temu – w epoce, której polityczne, emocjonalne i technologiczne parametry wydają się tak odległe od teraźniejszości, iż trudno uwierzyć, iż dzielą nas od niej tylko dwie dekady. Były to czasy, w których Donald Trump prowadził w telewizji reality show The Apprentice. Gorąca wojna Rosji z Ukrainą nie mieściła się w granicach wyobraźni ministrów spraw zagranicznych, nie mówiąc o opinii publicznej. Wielka Brytania należała do Unii Europejskiej, papierowe dzienniki sprzedawały się w Polsce w setkach tysięcy egzemplarzy i nadawały ton publicznej debacie. Istniał też rynek fotografii prasowej, której nie mała część wciąż wykonywana była analogowym sprzętem na materiałach światłoczułych.
Wiele obszarów, dziedzin i całych społeczno-politycznych paradygmatów popadło od tamtego czasu w poważny (poli)kryzysie. W jego spektrum znalazła się również – a może choćby przede wszystkim – fotografia dokumentalna i reportażowa, z której wywodzą się osoby założycielskie Sputnika.
Fotografia umarła? Wiedzie życie po życiu jako postfotograficzne widmo unoszone w nieznane przez strumień cyfrowych obrazów? Pogrążony w głębokim cieniu mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji dokument jest już niemożliwy? Te diagnozy rymują się z rozpoznaniami kryzysu demokracji, społecznych więzi, wspólnoty, pojęcia prawdy i procedur poznawczych. Na wystawie w MuFo, wśród zdjęć i photobooków Sputnika, nie mogłem się opędzić od myśli, iż kondycja fotografii jest wyrazistym symptomem naszej zbiorowej kondycji w ogóle. o ile nie potrafimy sfotografować świata, w którym żyjemy, to jest trochę tak, jakbyśmy wciąż go widzieli, ale nie umieli zobaczyć – i podzielić się tym obrazem z innymi, poddać go refleksji, zrozumieć.
Wystawa w MuFo – i pars pro toto cała działalność Sputnika – jest dla mnie między innymi opowieścią o szukaniu sposobu, który sfotografowanie (zobaczenie) rzeczywistości uczyni, mimo wszystko, możliwym.
Cóż to za sposób? Myślę, iż Sputnik udziela na to pytanie dwóch odpowiedzi.
Jedna zaszyta jest w tytule wystawy: ze wszystkich pojęć, którymi można było nazwać ten wielowątkowy projekt, osoby autorskie wybrały słowo „Wspólnie”. Sputnik założyli w 2006 roku Agnieszka Rayss, Jan Brykczyński i Rafał Milach. W MuFo kolektyw występuje w obecnym składzie, który – oprócz wymienionej trójki – tworzą Karolina Gembara, Michał Łuczak i Adam Pańczuk oraz Marzena Michalak – Dąbrowska, która od kilkunastu lat koordynuje i produkując działania tej fotografującej szóstki. Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat przez Sputnik przewinęło się jednak kilkanaście innych osób z pół tuzina różnych krajów. A to przecież wciąż nie wszyscy, bo istnieje jeszcze orbita Sputnika obejmująca dziesiątki osób, które, nie należąc do grupy, brały udział w jej przedsięwzięciach – kuratorki i kuratorzy, teoretycy i teoretyczki, pisarze i pisarki, a także, last but not least, osoby ludzkie i nieludzkie, które, stając się bohaterami i bohaterkami realizowanych przez kolektyw projektów, zarazem je współtworzyły.
Druga odpowiedź, którą wyczytałem z MuFo, jest taka, iż nie istnieje kamień filozoficzny – nie ma dziś żadnego definitywnego i niezawodnego sposobu na uprawianie zaangażowanej, znaczącej społecznie fotografii. W grę może wchodzić jedynie wiele sposobów jednocześnie: stosowanie elastycznych, różnorodnych, dopełniających się i stale ewoluujących form działania. To między innymi dlatego element twórczości kolektywnej odgrywa w praktyce i w sukcesie Sputnika tak dużą rolę; wypracowanie takich hybrydowych metodologii nie jest już zadaniem dla autorskiej indywidualności, ale wyzwaniem dla społeczności, w której trwa wymiana doświadczeń, łączenie różnych kompetencji i wrażliwości.
Wspólnie jest zatem próbą podsumowania – a może raczej wydestylowania jakiegoś rodzaju esencji – z dwudziestoletniej aktywności pracowitego, wieloosobowego kolektywu twórczego i społeczności, którą wokół siebie zbudował. To także podjęta przez kuratorkę Martę Szymańską i aranżerkę wystawy Agatę Biskup heroiczna próba pomieszczenia tej esencji w niewielkiej przestrzeni wystaw czasowych krakowskiego Muzeum Fotografii. Nic też dziwnego, iż Wspólnie to rzecz niezwykle gęsta – dosłownie i w sensie symbolicznym – a i tak ma się wrażenie, iż dostajemy nie tyle best of Sputnik, ile wierzchołek góry lodowej, którą jest dorobek kolektywu.
Wędrując stokami tej „góry lodowej”, obejrzałem wiele fantastycznych zdjęć. Wspólnie jest – między innymi – atrakcyjną wystawą fotograficzną, na której co krok przemieszczamy się od scen uchwyconych ostrym i szybkim spojrzeniem reporterskim, przez obrazy o potężnym potencjale poetyckim, aż po prace budowane na konceptualnych fundamentach i takie, które w innym kontekście można by wziąć za niemal formalistyczne. W tej wystawie nie chodzi jednak o sztukę. Jest ona jedynie jedną z metodologii, po którą Sputnikowcy sięgają, kiedy potrzebują dotrzeć tam, gdzie nie sięga pole widzenia klasycznego dokumentu czy fotografii reporterskiej. Korzystając z narzędzi artystycznych, nie są jednocześnie skrępowani ograniczeniami sztuki: fetyszyzowaniem jej artefaktów, kultem autorstwa, przywiązaniem do stylu.
Myślę, iż w tej wystawie nie chodzi również o fotografię – w każdym razie nie tylko i nie przede wszystkim o nią. Aparaty w rękach Sputnikowców są narzędziami reagowania na rzeczywistość, tworzenia z nią relacji i produkowania wiedzy na jej temat. Ta wizualna reakcja może zostać zorganizowana w dzieło sztuki, instalację, wystawę, książkę, a oczywiście również archiwum, które należy do ulubionych form, a zarazem tematów kolektywu. Może być także organizowana na sposoby, które trudno pomieścić w muzealnej retrospektywie, bo Sputnik to również projekty interwencyjne, edukacja i programy mentorskie. To część „góry lodowej”, która znajduje się pod powierzchnią wystawy.
Dwadzieścia lat temu Sputnik zaczynał działalność od projektu At the Border, który poświęcony był migrantom stojącym u granic nowo przyjętych państw Unii Europejskiej, w tym Polski. Szeroko pojęte granice należą do tematów, które do dziś pozostają w polu uwagi Sputnika. Szczególnie interesowały go zawsze te, które przebiegają w naszej części świata – granice oddzielające komunistyczną i sowiecką przeszłość od późnokapitalistycznej, zglobalizowanej przyszłości, Wschód od Zachodu, modernizacyjne sny od ich spełnienia, a także kultury, pamięci i imaginaria wypełniające Stracone Terytoria – jak nazywa się opus magnum Sputnika, liczące tysiące zdjęć i tworzone przez blisko dekadę archiwum poświęcone rzeczywistości, która wyłoniła się po upadku Związku Radzieckiego.
Sputnik zawsze z uwagą przyglądał się obszarom peryferyjnym. Wiele projektów kolektywu to owoce dalekich reporterskich i badawczych wypraw. Inne jednak powstały w najbliższym otoczeniu autorów i autorek. Aby dotrzeć na peryferie, czasem trzeba pojechać na koniec świata, a innym razem wystarczy wybrać się najbliższe chaszcze, gdzie antropocentryczna cywilizacja spotyka się z naturą, albo tam, gdzie na obrzeżach dominującego porządku żyją mniejszości, wykluczeni, Inni.
Przez ostatnich dwadzieścia lat wiele z wiodących tematów Sputnika – społeczna kondycja, przestrzenna wyobraźnia oraz pejzaż Europy Wschodniej i obszarów postradzieckich, los migrantów wędrujących przez państwowe, ale również inne, mniej widzialne, ale równie trudne do przekroczenia zasieki, pogranicze cywilizacji i natury – przesunęły się z peryferii w stronę centrum dyskursu w tym sensie, iż są to kwestie, które w naszej części świata definiują teraźniejszość i jej kryzysowy stan.
Jeżeli mamy na niego reagować, potrzebujemy tę rzeczywistość zobaczyć. Sputnik od dwudziestu lat stara się uczynić to możliwym. o ile im się to udaje, to dlatego, iż jak sądzę mimo wszystko mają nadzieję, iż zdjęcia – uważne, twórcze i etyczne patrzenie, wynikająca z niego wiedza i dzielenie się nią – mogą zmienić świat.
Ta nadzieja może dziś oczywiście robić wrażenie bardziej naiwnej niż kiedykolwiek. W czasach, w których zrobienie zdjęcia nie wymaga spotkania z drugą osobą, pojechania gdziekolwiek i zadawania jakichkolwiek pytań – nie wymaga choćby użycia aparatu – fotografia, jaką uprawia Sputnik, jest w głębokiej defensywie. Wraz z nią pod presją znajduje się obywatelski, krytyczny, humanistyczny paradygmat, na którym ufundowany został kolektyw. Kwestią jest jednak, czy warto być kibicem wygrywających drużyn, czy raczej tych, które reprezentują intelektualnie ożywcze i wspólnototwórcze sposoby działania, idące pod prąd lękowi, dezorientacji i wyobcowaniu definiującym współczesne życie społeczne.
Na wystawie w MuFo Sputnik opowiada mnóstwo wciągających historii – o ludziach, społecznościach, miejscach i toczących się w nich procesach – ale może najciekawsza jest inna, większa opowieść: o zaangażowaniu, długodystansowej pracy i sprawczości opartej na delikatnej, ale zaskakująco mocnej sieci relacji. To model reakcji na świat, którego inspirujący potencjał wykracza daleko poza MuFo, wystawę Sputnika i granice fotografii.
Stach Szabłowski




