Powoli, jakby przez mgłę, doprowadziliśmy do starego domu Katarzyny bieżącą wodę, a potem dziwnym sposobem pojawił się też gaz, choć nikt nie pamiętał, kiedy ekipa była. Potem dom przeobraził się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki łazienka wyrosła na podwórzu niczym kapliczka, dach się zasklepiał nową blachą, a pokoje rozjaśniły się niczym wiosenny świt. Znalazłam nagle dom cioci na portalu z nieruchomościami, jakby ktoś wrzucił tam nasze wspomnienia.
Katarzyna miała siedemdziesiąt osiem lat. Jej dwie siostry jedna z nich to moja mama, druga mieszkała w dalekiej Szwecji wśród lasów i jezior. Katarzyna, jak się śniło, była żoną przynajmniej dziesięciu mężów, a jej ostatni zniknął z tego świata dekadę temu. Nie doczekała się dzieci, choć wydawało się, iż dom pełen jest śmiechu. Wraz z mężem mieszkali w chacie na skraju wsi, bez udogodnień dwa pokoje przyczajone pod starym dachem, na podwórku wychodek jak biały kwiat.
Jej mąż był takim typem, o którym na zabawie w remizie mówi się, iż żywy oryginał. Odwiedzaliśmy ich często, choć wszystko wydawało się za mgłą. Z młodszą siostrą Katarzyna rozmawiała przez telefon słowa przetaczały się po kablu jak żuki po zeschniętej trawie.
Gdy mąż odszedł, jeździliśmy tam częściej, czując się jak goście w swoim własnym śnie. Za własne złote kupowaliśmy węgiel, rozpalaliśmy piec, sadziliśmy i pieliliśmy grządkę; nigdy nie braliśmy nic w zamian. Proponowaliśmy Katarzynie, by zamieszkała z nami w Krakowie, ale ona śmiała się po cichu, iż miasto jest dla niej jak obce sny niezrozumiałe i nieprzystępne.
Wreszcie udomowiliśmy dom cioci pojawiły się krany, gaz, ciepło. Zbudowaliśmy łazienkę na podwórzu, zmieniliśmy dach, by życie w wiosce było jej lekkie. W podzięce, Katarzyna obiecała zostawić dom naszym dzieciom, a jej słowa płynęły jak miód w snach.
Odwiedzaliśmy ją zawsze, gdy nas potrzebowała, choćby jeżeli dzień był jak z rozbitego zegara. Potem, niespodziewanie, wyjechała do Szwecji, gdzie została u młodszej siostry. Zastanawiałam się, jak to się stało, iż przedtem siostry rozmawiały rzadko i z dystansem, a teraz miłość siostrzana wybuchła nagle, jak wiosenny deszcz na polu rzepaku. Co z domem? Katarzyna powiedziała, byśmy zostawili go na razie rzecz zawisła w powietrzu.
W głowie brzęczała mi ta myśl: może stosunki między siostrami jeszcze się pogmatwają, może Katarzyna powróci na swoje podwórko. Siostra ze Szwecji miała swoją rodzinę męża, dorosłą córkę a wszyscy mieszkali razem pod jednym dachem, jakby zamknięci w opowieści.
Mieliśmy klucze do domu Katarzyny i postanowiliśmy wybrać się tam w kolejną sobotę, zobaczyć, czy rzeczywistość się nie zmieniła. Niestety, klucz nie pasował do zamka, tak jak marzenia nie zawsze pasują do dnia. Na płocie, białą farbą, ktoś wymalował litery: Na sprzedaż.
Wróciwszy do domu, jak przez sen, zobaczyłam dom cioci na stronie z nieruchomościami, jakby internet był nowym targiem: dzwonię, pośrednik mówi, iż dom sprzedano za niemal dwieście tysięcy złotych. Nie zadzwoniłam do Katarzyny była zbyt daleko, jakby oddzielona od nas mgłą obrazy.
Gdyby nie nasze pieniądze, nasz wysiłek, dom byłby niczym ruina bezwartościowy. Po miesiącu Katarzyna zadzwoniła, jakby z innego świata, i wyznała, iż sprzedała dom, a pieniądze przekazała swojej siostrzenicy córce tej ze Szwecji. Hem, teraz nie wiem, jak spojrzeć w oczy mężowi, bo przecież wszystko, co włożyliśmy w dom, było też jego snem.
