Poniedziałek zaczął się dobrze.
To znaczy nie dla wszystkich, bo Mo miała taką małą malutką nadzieję, iż tutaj też tyle śniegu napada, iż zamkną szkołę. Kazała mi sprawdzać prognozy pogody przed spaniem, a potem uczyłyśmy się prawdopodobienstwa (mamo, jaka jest SZANSA, iż zamkną szkołę? 2%. Czyli zamkną??) …
…Pamiętam, iż w dzieciństwie było to moje Wielkie Zimowe Marzenie, no i teraz wam oczywiście zazdroszczę! Ja wiem, iż lawiny, iż brak prądu, iż zawalone dachy, ale takie małe dziecko we mnie nie może się napatrzeć na zdjęcia z Polski…
Niestety. Szansa była mała, a pobudka o 7.20 bolesna – ale nie dla mnie, bo ja się tylko przewróciłam na drugi bok, hehe. (Od paru dni Mo męczyła nas, żebyśmy zrobili TRENING wstawania o siódmej, nie udało się jej ani razu dobudzić nas przed 9.)
Ale poniedziałek zaczął się dobrze, bowiem się właśnie dowiedziałam, iż jest szansa, iż praca zapłaci mi pełną pensję przez trzy miesiące zwolnienia. Przyznam, iż bardzo mnie to ucieszylo, bo kredyt, bo wydatki, bo gabinet, bo teraz leki, a zasiłek chorobowy w Irl wynosi dużo mniej, niż zarabiam. Spędzało mi to sen z powiek do tego stopnia, iż wczoraj wieczorem wymyśliłam, iż kupię sobie knee scooter
i będę śmigać do pracy, na te wykłady, na których muszę być osobiście.
Mi się tylko pukał w głowę i przewracał oczami.
Ale nie idę na zwolnienie w tym tygodniu, dopóki jeszcze nie muszę być w szkole. I tak mam eseje i prace licencjackie do sprawdzenia, przygotuję też trochę materiałów dla kogoś, kto przejmie na parę tygodni moje ukochane dziecko, nowy przedmiot o migracji. Nie chcę żeby mi go ktoś spartolił i uczył nie po linii partyjnej😁 bo to ja decyduję o czym będziemy rozmawiać na zajęciach. Ale muszę zostawić materiały w takim razie, bo sam se z głowy nie wyskrobie.
Południe, słońce dalej świeci. Na dworze badzo zimno. Napisałam do szefowej, zadzwoniłam do szpitala.
Nawet w dupie można się urządzić.
Tesco przyniosło zakupy.
Zaczęłam czytać książkę od syna, 1000 stron, chyba chciał, żeby mi starczyło na cały rok.
Mam parę filmów do obejrzenia, może się przekonam do współczesnego kina amerykańskiego (nie ma szans😁)
I prawie wygrałam debatę z koleżanką, która zawsze ma gorzej (nieee, spoko, na pewno nie jest złamana! Gdyby była złamana, to byś nie mogła w ogóle na niej stanąć! Jest złamana?? Ooo, ale nieee, pokaz zdjęcie, eeee, moja wyglądała o wiele gorzej! Spoko! Bedzie dobrze! Będziesz miała operację? Oooo, tooo choćby lepiej! ja bez operacji to musiałam mieć sześć tygodni w gipsie, żeby się zrosła! Bedziesz miała śruby? Eeee, zobaczysz, po tygodniu bedziesz mogła śmigać! Moj tato miał śruby i po tygodniu jeździł na nartach! Masz nogę w gipsie i będziesz miała drugą operację i nie wiadomo ile w gipsie???? (Ja: ale cieszę się, iż nie jest tak źle, ty to miałaś ciężko!!!) Koleżanka: nieee no, dałam radę, tylko ta nuda siedzenia w domu mnie dobijała!
😆
