W filmie kluczową rolę odgrywają relacje pomiędzy członkami załogi. / Źródło: Stowarzyszenie Dream GardenIstnieją tematy, do których wracamy w kulturze z niepokojącą regularnością. Omawiamy je raz za razem, wciąż czując potrzebę stworzenia nowych interpretacji. Jednym z nich jest groza wojny. Konflikt zbrojny niszczy nie tylko państwa, ale przede wszystkim ludzi. Jak z tym trudnym motywem poradził sobie film „Chłód” w reżyserii Adama Lacha, który miał premierę 28 marca?
Na wstępie warto podkreślić, iż nie jest to produkcja dużej wytwórni filmowej. Nie stoją za nią wielomilionowy budżet czy rozpoznawalne nazwiska. To projekt niezależny i niekomercyjny, ale zarazem niezwykle ambitny. Nie widać w nim braku profesjonalizmu, ale właśnie pasję oraz artystyczne zaangażowanie. „Chłód” jest dowodem na to, iż nie potrzeba wielkich pieniędzy, aby stworzyć dobry film. Ten krótkometrażowy dramat psychologiczny utrzymany jest na wysokim poziomie, nie ustępując przy tym większym produkcjom.
W metalowej pułapce
Fabuła została osadzona w realiach ostatnich miesięcy II wojny światowej. Głównym bohaterem jest Feliks (Grzegorz Kaczmarek), młody człowiek działający w załodze czołgu T-34. Odpowiada on za celowanie oraz oddawanie strzałów. Podczas jednego ze starć z siłami wroga popełnia jednak tragiczny błąd, w wyniku którego członkowie załogi zostają trafieni. Feliks ledwo uchodzi z życiem, a dwóch jego przyjaciół ginie. Po krótkim czasie musi jednak ponownie wrócić do aktywnej służby. Dla armii nie mają bowiem znaczenia trauma, poczucie winy czy wciąż gojące się rany na dłoniach.
Na pierwszy rzut oka historia może wydawać się prosta, wpisująca się w schemat typowego filmu wojennego. Jednak Lach był w stanie podejść do tematu na swój własny, oryginalny sposób. Przede wszystkim kwestia powiązania zniszczonej psychiki bohatera z wnętrzem czołgu. Pozornie brzmi to absurdalnie, ale jest to zabieg genialny. Nękany przez traumę Feliks operuje działem w całkowitych ciemnościach, będąc zamkniętym w klaustrofobicznej wieży czołgu. Ze wszystkich stron otacza go chłodna stal. Jako widzowie widzimy jedynie promień światła wpadający przez celownik, oświetlający oko bohatera oraz unoszący się w powietrzu kurz. Osobiście interpretuję to jako metaforę jego upadającego stanu psychicznego. Człowiek w metalowej pułapce; uwięziony nie tylko fizycznie, ale też we własnym umyśle.
Na szczególną uwagę zasługują sceny przy ognisku. W tej spokojnej chwili twórcy przedstawiają nam całą załogę czołgu siedzącą na jego tle. Możemy się im przyjrzeć i poznać ich bliżej. Wzruszającym było poznać ich rozważania, a zwłaszcza ich tęsknoty. Jest to też dobre przypomnienie, iż podczas II wojny światowej w czołgach służyli często bardzo młodzi ludzie, którzy nawiązywali między sobą przyjaźnie.
Warto docenić także samo ukazanie czołgu. Podczas produkcji wykorzystano rzeczywiste, sprawne egzemplarze T-34, co znacząco uwiarygadnia film w oczach widza. Widoczna jest ta klaustrofobiczność wnętrza oraz toporność w obsłudze, którą w rzeczywistości charakteryzowały się te pojazdy. Należy jednak pamiętać, iż pomimo osadzenia w rzeczywistych realiach i dbałości o szczegóły, sama historia jest oczywiście fikcyjna.
Trauma potrafi złamać każdego / Źródło: Stowarzyszenie Dream GardenWalka z wrogiem
Sceny obydwu starć z siłami wroga nie mają rozmachu typowego dla wysokobudżetowych produkcji, ale mimo to zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Przede wszystkim są niezwykle intensywne oraz wiarygodne. Poza wspomnianym użyciem sprawnych egzemplarzy T-34, dużą rolę odgrywa w tym intensywny montaż oraz kreatywna praca kamery. Paweł Jach jako operator dobrze się spisał, dając nam różnorodne perspektywy zarówno z zewnątrz, jak i z wnętrza maszyny.
Zauważalna jest też trudność w samym sterowaniu czołgiem na polu bitwy. Pojazd do obsługi wymaga koordynacji całej załogi. Wyczuwalne są te emocje oraz gniew na towarzyszy, gdy coś im nie wychodzi. Dodatkowo efekt pogłębia ograniczona widoczność, połączona ze świadomością, iż czołg przeciwnika jest blisko. Groza sytuacji wbija w fotel. Nie ukrywam, iż sceny finałowej walki wzbudziły we mnie głęboki niepokój. Chociaż film trwa około pół godziny, to twórcom udało się mnie emocjonalnie zaangażować w losy bohaterów. Martwiłem się o całą załogę. Tak samo jak Feliks chciałem, aby jego piekło wojny wreszcie się skończyło. Ostatnie minuty dobitnie pokazują, iż w tej historii nie chodzi tylko o zwycięstwo, ale o przetrwanie; fizyczne oraz psychiczne.
W aspekcie przesłania „Chłód” przywodzi mi na myśl ekranizację powieści „Na zachodzie bez zmian”. W obu filmach skupiamy się na traumatycznym doświadczeniu pojedynczego żołnierza. Poznajemy grozę wojny i niszczycielską moc nie tylko dla ciała, ale też duszy. Różnica tkwi jednak w skali; „Na zachodzie bez zmian” opiera się na szerokich kadrach okazałych bitew, tak „Chłód” zawęża perspektywę do klaustrofobicznej przestrzeni czołgu. Dzięki temu koszmar Feliksa pozostało bardziej indywidualny, ale równie dosadny w swej antywojennej wymowie. Adam Lach tym samym pokazuje, iż potrafi pokonać ograniczenia w postaci skromnego budżetu, dorównując takim gigantom jak Netflix.
„Chłód” jest dowodem na to, iż w kinie wciąż jest miejsce na produkcje o tematyce wojennej. Jednakże muszą pokazywać coś więcej od zwykłej widowiskowości. Powinny sięgać głębiej, w sferę ludzkich emocji lub moralnych dylematów. Wtedy choćby przy ograniczonym budżecie można stworzyć dojrzałą oraz emocjonalną opowieść. Film ten jest kolejnym, bardzo dobrym przypomnieniem o niszczycielskiej sile wojny. W przyszłości chętnie zobaczę kolejne produkcje w reżyserii Adama Lacha.
Jakub SARNOWSKI
















