Jestem przekonana, iż absolutnie nie musimy utrzymywać rodziny mojego szwagra i wynajmować im mieszkania. Chcę od razu wyjaśnić, iż to ja jestem właścicielką trzypokojowego mieszkania, w którym żyjemy, i kupiłam je w opłakanym stanie, zanim wzięliśmy z Krzysztofem ślub. Wyobraźcie sobie, iż drzwi wejściowe choćby nie były zamontowane, tylko oparte o framugę. Najważniejsze jednak, iż cena była bardzo okazyjna, a remont robiłam powoli, krok po kroku. Ale nie to jest teraz najistotniejsze.
W momencie, kiedy poznałam mojego męża, udało mi się już wyremontować dwa pokoje, miałam choćby kilka nowych mebli. Mieszkanie było już całkiem przytulne.
Mój mąż Krzysztof był wysoki, przystojny i wynajmował pokój w Warszawie. Po kilku miesiącach znajomości zamieszkał u mnie. Po ślubie urządziliśmy jeden pokój na dziecięcy. Najpierw urodził się nam syn Janek, potem córka Zuzanna.
Wszystko układało się dobrze aż do pewnej zimnej, jesiennej nocy. Wtedy nasz spokój zakłóciła teściowa, pani Helena. Przyjechała z walizkami, zapłakana:
Mogę zatrzymać się u was na jakiś czas? Mój młodszy syn przyprowadził do mieszkania swoją dziewczynę. Mam nadzieję, iż będą razem, może wezmą ślub i stworzą rodzinę na lata… Ale na razie nie będę przeszkadzać, pomogę ci, odbiorę dzieci z przedszkola i szkoły, ugotuję zupę. Nie mam nikogo oprócz was!
Była bardzo roztrzęsiona, więc oczywiście ją przyjęliśmy. Daliśmy jej największy pokój. Pani Helena już od lat jest na emeryturze, pilnowała wnuków, jak obiecała, ale do siebie prawie nie zaglądała, bo jej młodszy syn, Wojciech, ze swoją drugą żoną i dwójką dzieci ułożyli tam sobie życie. Jedno dziecko jest ich wspólne, a drugie pani Anna, jego żona, miała z poprzedniego związku.
Jeszcze dawno temu szwagier zaraz po skończeniu technikum ożenił się ze szkolną miłością. Moi teściowie sprzedali swoje spore mieszkanie, a za pieniądze kupili dla siebie kawalerkę, a dla Wojciecha dwupokojowe mieszkanie. Później teść zachorował i zmarł.
Wojciech i jego pierwsza żona mieli dwoje dzieci, ale się rozstali. Po rozwodzie on zostawił mieszkanie rodzinie byłej żony, która teraz tam mieszka z nowym mężem i trójką dzieci.
Po rozwodzie Wojciech wrócił do matki i powiedział:
Mamo, zamieszkam z tobą. Chcę zacząć nowe życie, znaleźć coś własnego. Ale nic mu nie wyszło. Po kilku miesiącach przeprowadził się do niego znowu jego nowa żona.
Teściowa co weekend zabiera do nas wnuki z pierwszego małżeństwa Wojciecha i dzieci z drugiego. W efekcie mamy tu regularnie istny cyrk.
Po roku powiedzieliśmy pani Helenie, iż czas zastanowić się nad jej sytuacją mieszkaniową. Zaczęła płakać i wpadać w histerię.
Musiałam porozmawiać ze szwagrem, by oddał matce mieszkanie. On jednak od razu odmówił, tłumacząc, iż ma dzieci, zarabia mało i nie stać go na samodzielny wynajem. I co teraz?
Moje relacje z panią Heleną coraz bardziej się psują. Nie mam ochoty wracać do domu po pracy. Po rozmowie z mężem powiedziałam wyraźnie, iż musi rozwiązać problem mieszkaniowy matki, bo w przeciwnym razie złożę pozew o rozwód.
Krzysztof jest zszokowany i nie wie, gdzie miałby umieścić matkę przecież nie wyrzuci jej na ulicę.
Zaproponowałam, żeby teściowa wynajęła kawalerkę spokojnie nas na to stać. Ale pani Helena stanowczo odmówiła. Oświadczyła, iż powinniśmy wynająć dla Wojciecha i jego rodziny dwupokojowe mieszkanie, a ona wróci do siebie.
Uważałam to za absolutną bezczelność. Postawiłam jasno sprawę: jeżeli w ciągu tygodnia teściowa się nie wyprowadzi, wystawię jej rzeczy za drzwi. Jakie mam wyjście?
Nie sądzę, żebyśmy byli zobowiązani utrzymywać rodzinę szwagra, a tym bardziej fundować im mieszkanie!




