Jak teściowa została bez dachu nad głową
Nie wydaje mi się, żebyśmy musieli utrzymywać mojego szwagra i jego rodzinę, a już na pewno nie opłacać im mieszkania. Od razu powiem, iż jestem właścicielem trzypokojowego mieszkania w Warszawie kupiłem je jeszcze przed ślubem, w stanie tragicznym. Wystarczy wspomnieć, iż wejściowe drzwi były tylko postawione przy framudze, a nie zamontowane. Najważniejsze było, iż cena mi odpowiadała resztę remontowałem powoli, samodzielnie. Ale nie o tym chcę opowiedzieć.
Gdy poznałem swoją żonę, dwa pokoje były już odnowione, choćby wstawiłem niezbędne meble. Mieszkanie było już całkiem przytulne.
Moja żona, Zuzanna, była piękną, wysoką kobietą i wynajmowała wtedy kawalerkę w Pradze. Po kilku miesiącach znajomości zamieszkała ze mną. Po ślubie zaaranżowaliśmy jeden z pokoi na dziecięcy, potem urodził się nam syn, a po dwóch latach córka.
Dobrze nam się układało do pewnego jesiennego wieczoru, kiedy sielankę przerwała moja teściowa. Pewnego dnia pojawiła się z walizkami i zapłakana:
Mogę się u was na trochę zatrzymać? Mój syn wprowadził dziewczynę do mojego mieszkania. Wierzę, iż im się wszystko poukłada, może się pobiorą i będą ze sobą długo Nie zostanę długo, pomogę wam z dziećmi, odbiorę je z przedszkola i szkoły, ugotuję coś. Nikogo poza tobą nie mam!
Była w rozsypce, więc oczywiście ją przyjęliśmy i oddaliśmy jej największy pokój. Matka mojej żony była już na emeryturze, zajmowała się wnukami, jak obiecała, ale do swojego mieszkania już nie zaglądała, bo młodszy syn urządził sobie tam życie. Zamieszkał w kawalerce z młodą żoną i dwójką dzieci jedno ich wspólne, drugie z poprzedniego związku jego partnerki.
Kiedyś szwagier ożenił się zaraz po technikum z koleżanką z klasy, po czym moi teściowie sprzedali swoje mieszkanie i z tych pieniędzy kupili dla siebie kawalerkę, a dla niego dwa pokoje w bloku na Bielanach. Kilka lat później teść zachorował i zmarł.
Szwagier miał z pierwszą żoną dwójkę dzieci, potem się rozwiedli i zostawił mieszkanie jej oraz dzieciom. Teraz ona mieszka tam z nowym partnerem i trójką dzieci. Po rozstaniu szwagier znów zamieszkał z matką i oznajmił jej:
Mamo, zatrzymam się u ciebie na chwilę. Chciałbym ułożyć sobie życie od nowa! Coś wymyślę, znajdę własne mieszkanie.
Ale nic z tego nie wyszło po kilku miesiącach przyprowadził nową dziewczynę do matki.
Co weekend teściowa przywoziła do nas dzieciaków szwagra zarówno tych z pierwszego małżeństwa, jak i kolejnych. Nasz dom przypominał chwilami istną stację PKP, wciąż ktoś był, krzyczał, płakał.
Po roku powiedzieliśmy teściowej, iż musi rozwiązać sprawę swojego mieszkania. Rozpłakała się i zaczęła panikować.
Musiałem powiedzieć szwagrowi, żeby w końcu oddał matce jej mieszkanie. Ale on się uparł, iż nie wyprowadzi się, bo ma dzieci i zarabia grosze nie stać go na wynajem. Co miałem zrobić?
Ostatnio moje relacje z teściową kompletnie się popsuły. Po pracy nie chciało mi się wracać do domu. Powiedziałem żonie, iż musi zająć się sprawą mieszkania matki, albo złożę pozew o rozwód.
Szok! Żona była przerażona, bo nie miała pojęcia, gdzie umieścić matkę przecież nie wystawi jej na bruk.
Poradziłem, żeby wynajęła dla siebie kawalerkę spokojnie możemy jej dorzucić parę złotych. Ale teściowa stanowczo odmówiła wynajmu i zażądała, abyśmy opłacili dwupokojowe mieszkanie szwagrowi i jego rodzinie, a ona wróciłaby do swojego mieszkania.
Dla mnie to była już bezczelność, więc postawiłem ultimatum: jeżeli teściowa nie wyprowadzi się w tydzień, wystawię jej rzeczy na klatkę. Jakie mam inne wyjście?
Nie uważam, żebyśmy powinni utrzymywać rodzinę szwagra i zapewniać im mieszkanie.












