Szukacie klimatycznego serialu na jesienne wieczory? „Jaga” może być propozycją, którą warto się zainteresować, nie tylko przez Hudsona Williamsa w jednej z głównych ról.
Raz, dwa, trzy, Baba Jaga patrzy? W serialu „Jaga” nie tylko patrzy, ale też ma znacznie bardziej mordercze intencje niż w dziecięcej zabawie. Dodajcie jeszcze detektywistyczne śledztwo i klimat telewizyjnego urban fantasy, a otrzymacie serial pasujący jak ulał do jesiennych wieczorów z dreszczykiem. A jeżeli to was nie przekonuje, może zrobi to jedno z najgorętszych aktorskich nazwisk ostatnich miesięcy.
Jaga – o czym jest nowy serial na HBO Max?
Hudson Williams („Gorąca rywalizacja”), bo o nim mowa, gra tutaj rolę podwójną. Z jednej strony Henry’ego Parka, dziedzica fortuny lokalnych bogaczy z nadmorskiego miasteczka Whittock w Kanadzie, a z drugiej jego współlokatora Logana Caseya, który zupełnym przypadkiem wygląda niemal identycznie jak jego niedawno zaginiony przyjaciel. No właśnie, zaginiony, bo zniknięcie Henry’ego stanowi punkt wyjścia serialowej intrygi.
„Jaga” (Fot. Crave)To właśnie z tego powodu w Whittock pojawia się Charlie Rapp (Noah Reid, „The Vampire Lestat”) – prywatny detektyw zatrudniony przez rodziców Henry’ego, żeby znalazł ich syna. Jego przybycie średnio odpowiada lokalnej policjantce Carson (Clark Backo, „Odmieniec”), nie tylko dlatego, iż sama nie traktuje sprawy poważnie i uważa ją za zwykły wybryk bogatego dzieciaka, ale też przez charakter Rappa. Twardo stąpająca po ziemi służbistka i traktujący wszystko z przymrużeniem oka flirciarz? To musi być zgrany duet!
Niechętna (zwłaszcza z jej strony) kooperacja tej dwójki gwałtownie nabiera jednak tempa, gdy wokół zniknięcia Henry’ego mnożą się podejrzane okoliczności. Zerwanie z dziewczyną, kłótnia ze współlokatorem, podjęcie dużej gotówki z konta, a nade wszystko bliska relacja z wykładowczynią Katherine Hargrove (Carrie-Anne Moss, „Matrix”), o której w środowisku uniwersyteckim krążą pikantne plotki. To dość, żeby nabrać podejrzeń, a jeszcze nie doszliśmy do naprawdę dziwnych rzeczy. Z wiedźmami, kurzymi łapkami i tajemniczymi symbolami włącznie.
Serial Jaga, czyli folklor w nowoczesnym wydaniu
Pod dwóch krótkich odcinkach (z ośmiu), które są już dostępne w serwisie HBO Max, można się na razie tylko domyślać kierunku, w którym pójdzie dalej „Jaga”. Początek przykuwa jednak uwagę, bo serial produkcji kanadyjskiej platformy Crave nie zamyka się w schematycznych ramach, mieszając style, motywy oraz gatunki w barwnej i zaskakująco żywej fabule.
„Jaga” (Fot. Crave)Zdziwi się bowiem ten, kto oczekuje po „Jadze” stopniowo budowanej kryminalnej intrygi z fantastycznym dodatkiem. Ani jednego, ani drugiego tu nie brakuje, ale twórczyni serialu (a jednocześnie sztuki, na której został oparty) Kat Sandler sięga równie chętnie po humor, brutalność i zmysłowość, a doprawiając wszystko małomiasteczkowym kolorytem, przerabia folklor na nowoczesną modłę. Nie wiem, czy na dłuższą metę skutecznie, ale na początku na pewno zajmująco.
Jaga to trochę inna baśń, niż można się spodziewać
Rozmach i tempo, z jakimi „Jaga” już w pierwszych odcinkach buduje swój świat, mogą co prawda część widzów zniechęcić, mnie jednak serial kupił bezkompromisowością i pewnością siebie. Nie ma tu długich wstępów ani budowania napięcia, a choć kolejne postaci są wprowadzane praktycznie bez jakiejkolwiek introdukcji, całość wcale na tym nie cierpi. Wręcz przeciwnie, bo unikanie bliższego zapoznania z bohaterami wydaje się celowym zabiegiem – pozostając prostymi konstruktami, lepiej wpisują się w serialową reinterpretację mitu.
„Jaga” (Fot. CraveA nie mam większych wątpliwości, iż twórczyni właśnie do tego zmierza, już teraz dając do zrozumienia, iż główna intryga niekoniecznie musi być tu najważniejsza. Wskazówką, co do przyświecającego historii celu, powinny być raczej spinające kompozycyjnie odcinki słowa Baby Jagi we własnej osobie. Monologi skupione na narosłych wokół baśniowej postaci niesprawiedliwych wierzeniach podsuwają tropy znacznie ciekawsze, niż motyw zaginięcia lokalnego playboya. Tylko czekać, jak dalej się one rozwiną.
Jaga – czy warto oglądać serial na HBO Max?
Problem z ocenianiem „Jagi” po samym początku polega na tym, iż ewidentnie stanowi on tylko wprowadzenie do adekwatnej historii. Twist z końca drugiego odcinka może wprawdzie sugerować pójście dalej kryminalnym tropem, ale zdziwiłbym się, gdyby serial długo trzymał się przyziemnych spraw. Zwłaszcza iż już teraz wątek śledztwa jest traktowany po łebkach, a uwaga widza kierowana na zupełnie inne elementy, na czele z feministycznym podłożem całej historii.
Otwartym pozostaje, dokąd ten trop poprowadzi dalej i na ile „Jaga” rzeczywiście chce opowiedzieć na nowo historie o Babie Jadze, a na ile po prostu wykorzystać je do zabawy baśniowymi motywami. To drugie rozwiązanie bynajmniej nie musi być złe, zwłaszcza jeżeli dużą rolę odegra w tym Carrie-Anne Moss, która uwodzi od pierwszego pojawienia się na ekranie. Szkoda byłoby jednak nie wykorzystać okazji do zrobienia czegoś więcej.
„Jaga” (Fot. Crave)Zachęcony otwarciem i niezrażony zaserwowanymi w nim fabularnymi skrótami czy logicznymi fikołkami, stoję póki co na stanowisku, żeby dać „Jadze” szansę na pokazanie pełni możliwości. Może wyrośnie z nich seksowna, odważna i dająca do myślenia serialowa baśń na miarę XXI wieku, a może zostaniemy z intrygującym konceptem, który nie zdoła przerodzić się w nic ciekawszego.
W sumie nieważne, bo w tak rzadko oferującej oryginalne pomysły współczesnej telewizji już sama ich perspektywa wygląda kusząco. choćby jeżeli chodzi o historię wiedźmy z chatki na kurzej nóżce.














