Dziś czuję potrzebę, żeby wyrzucić z siebie pewną historię, której nie mogę zapomnieć, choć minęło tyle lat.
Zaraz po ukończeniu Uniwersytetu Jagiellońskiego pomyślałem, iż to już odpowiedni czas, żeby ożenić się z moją pierwszą licealną miłością, Martyną. Martyna była naprawdę wyjątkowa: piękna, mądra, zawsze z głową pełną planów. W tamtym czasie pracowała nad swoją pracą magisterską. Umówiliśmy się, iż jak tylko oboje obronimy dyplomy, bierzemy ślub.
Postanowiłem porozmawiać o tym z mamą, ale ona nie miała dla mnie dobrych wieści. Powiedziała mi wprost albo żenię się z Agnieszką, naszą sąsiadką, albo nie będzie mowy o żadnym ślubie. Zapowiedziała też, żebym sam się zastanowił, co wolę: karierę czy miłość. Mama zawsze widziała mnie jako człowieka sukcesu.
Agnieszka pochodziła z bardzo zamożnej rodziny, od zawsze była we mnie zakochana po uszy. Ja jednak kochałem Martynę, choć nie miała ona pieniędzy, a jej matka nie cieszyła się dobrą opinią w naszej dzielnicy na Podgórzu. Co by ludzie powiedzieli?
Nie potrzebuję więcej synowych, rób jak uważasz! rzuciła mi w twarz.
Próbowałem długo przekonywać mamę, ale była nieugięta. W końcu zagroziła, iż jeżeli poślubię Martynę, to mnie i ją przeklnie. Przestraszyłem się. Jeszcze przez pół roku spotykałem się z Martyną, ale nasza relacja powoli gasła, aż w końcu wygasła zupełnie.
Po jakimś czasie ożeniłem się z Agnieszką. Ona mnie kochała, ale zrezygnowaliśmy ze ślubu z pompą nie chciałem, żeby zdjęcia z tej uroczystości dotarły kiedyś do Martyny. Przeprowadziłem się do wielkiego domu jej rodziców na Woli Justowskiej, a oni zadbali, bym piął się po szczeblach kariery. Ale szczęśliwy nie byłem nigdy.
Nie chciałem mieć dzieci. Gdy Agnieszka zrozumiała, iż nie dam się przekonać, sama złożyła pozew o rozwód. Miałem wtedy czterdzieści lat, ona była kilka młodsza, trzydzieści osiem. Później wyszła ponownie za mąż, urodziła dziecko i była naprawdę szczęśliwa.
Ja z kolei wciąż śniłem o ślubie z Martyną. Próbowałem ją odnaleźć, ale bezskutecznie jakby rozpłynęła się w powietrzu. Któregoś dnia dowiedziałem się od znajomej, iż po naszym rozstaniu poślubiła pierwszego mężczyznę, który się jej oświadczył, niestety okazał się draniem, który znęcał się nad nią tak długo, aż dosłownie ją zabił.
Od tamtej pory żyję samotnie w starym mieszkaniu rodziców na Kazimierzu, piję coraz więcej i codziennie patrzę na zdjęcie Martyny, nie potrafiąc nigdy wybaczyć swojej mamie tego, iż odebrała mi szczęście.
Ta historia nauczyła mnie jednego nigdy nie pozwalaj, by ktoś decydował za Ciebie w sprawach serca. Miłość jest krucha i gwałtownie można ją stracić, jeżeli nie jest się wiernym swoim uczuciom.
