Intrygi na zapleczu luksusowego hotelu. Mroczny thriller nie da chwili na wytchnienie

swiatseriali.interia.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


Melvil Poupaud to jeden z czołowych aktorów francuskiego kina. W ostatnich latach mogliśmy go podziwiać w takich produkcjach jak "Kochanica króla Jeanne du Barry", "Niewierni w Paryżu" czy "Tylko my dwoje". Poupaud w rozmowie z Interią opowiedział o swojej najnowszej roli. W serialu HBO Max gra postać bezwzględnego dyrektora luksusowego hotelu.


Melvil Poupaud urodził się w 1973 roku w Paryżu i rozpoczął karierę bardzo wcześnie. Już jako 10-latek zadebiutował w filmie "Miasto piratów" Raúla Ruiza. Został zauważony przez szerszą publiczność w latach 90., kiedy to zagrał w filmie Erica Rohmera - "Opowieść letnia". Był dwukrotnie nominowany do nagrody Cezara dla najbardziej obiecującego aktora.
Z czasem stał się jednym z czołowych aktorów francuskiego kina. Do tej pory współpracował z takimi reżyserami jak Francois Ozon czy Xavier Dolan. W ostatnich latach mogliśmy go oglądać u boku Johnny'ego Deppa w filmie "Kochanica króla Jeanne du Barry", czy w produkcji Woody'ego Allena - "Niewierni w Paryżu".Reklama


Melvil Poupaud w nowym thrillerze HBO Max


Do jednej z ostatnich ról w wykonaniu Melvila Poupaud należy ta w nowym serialu HBO Max. W "Przywilejach" wciela się w postać dyrektora luksusowego hotelu, uwikłanego w sieć spisków i intryg.
To francuski thriller psychologiczny, którego akcja rozgrywa się w otoczce luksusu i bogactwa. Główna bohaterka, Adèle (Manon Bresch), dostaje od życia drugą szansę. Rozpoczyna pracę w ekskluzywnym paryskim hotelu w ramach resocjalizacji. gwałtownie odkrywa, iż to nie jest zwykłe miejsce. Wraz z kolejnymi wydarzeniami zostaje wciągnięta w sieć intryg, manipulacji i relacji opartych na władzy, gdzie granice między ofiarą a uczestnikiem gry zaczynają się zacierać.


Melvil Poupaud dla Interii. W "Przywilejach" gra bohatera o dwóch twarzach


Justyna Miś, Interia: W jakim najbardziej luksusowym miejscu miałeś okazję być?
Melvil Poupaud: - To było we Włoszech, w San Pietro. Hotel, w którym przebywałem, był bardzo luksusowy i elegancki. Znajduje się na szczycie klifu. Widać stamtąd całą zatokę i wulkan. Jeden dzień w takim miejscu w zupełności wystarcza. Potem wolę pojechać w spokojniejsze miejsca.
A czy byłeś świadkiem sytuacji podobnych do tych, jakie ukazano w serialu "Przywileje"?
- Nie, ale prowadzę bar w Paryżu. To mały lokal, istnieje od 1962 roku, więc jest pewnego rodzaju klasykiem wśród miłośników drinków. Jest tam też piano bar, taki w stylu amerykańskim. Wiem więc, jak to jest być szefem, choćby jeżeli mamy niewielu kelnerów i mały zespół. Czasem obserwuję, jak niektórzy pracownicy próbują przejąć władzę, zawładnąć całym miejscem. Jedni są bardziej przebiegli, inni mniej. W pewnym sensie było to dla mnie przygotowanie do tej roli. Oczywiście w serialu wszystko wygląda inaczej. Hotel to ogromne miejsce, a moja postać jest dość surowa. Ja sam jestem raczej dobrym szefem, przynajmniej mam taką nadzieję. W ramach przygotowań do roli spotkałem się z dyrektorem jednego z luksusowych paryskich hoteli i spędziłem z nim cały dzień, zwiedzając obiekt i uczestnicząc we wszystkich porannych spotkaniach - z kelnerami, zespołem restauracji i personelem sprzątającym. To było bardzo pouczające zobaczyć, jak wielką odpowiedzialność nosi na swoich barkach. Pod jego kierownictwem jest około 450 osób. Jego praca jest niesamowicie intensywna; nie śpi, cały czas jest na telefonie. To przytłaczające. Był dla mnie bardzo miły, to naprawdę porządny człowiek, zupełnie inny niż moja postać w serialu. Byłem pod ogromnym wrażeniem.


W przeszłości grałeś w filmach, gdzie motywami były kontrola, władza. W "Przywilejach" to również główne wątki. Czego dowiedziałeś się o tych mechanizmach?
- Myślę, iż szef musi być człowiekiem, który uosabia władzę i potrafi nią emanować. W serialu mój bohater, Édouard Galzain, jest przebiegły, wręcz niebezpieczny. Nie chodzi tu o realistyczne przedstawienie pracy dyrektora hotelu, to raczej pretekst narracyjny. Widz zastanawia się, jak Édouard wyjdzie z trudnej sytuacji i jak Adele, druga główna bohaterka, poradzi sobie w tym wymagającym środowisku. Jednocześnie serial wiernie pokazuje, jak funkcjonuje hotel za kulisami: ludzie na korytarzach, pracownicy niższego szczebla, relacje z szefem. Jednak szef w mojej interpretacji to przede wszystkim postać filmowa, a nie dokumentalna. Produkcja wykorzystuje tę ramę, by tworzyć wyraziste, silne postacie - bezwzględnego mężczyznę i kobietę walczącą o swoje życie.
Czy w jakiś sposób zmieniło się twoje postrzeganie pracowników hotelów?
- Właśnie to cenię w tym serialu. Gdy wchodzi się na zaplecze hotelu, okazuje się, iż wszyscy są skorumpowani, uwypuklają się wady i ludzkie cierpienie. Moja postać jest niespokojna, mroczna. To zupełnie inny człowiek niż ten elegancki mężczyzna, którym wydaje się być na samym początku. Zawsze staram się być uprzejmy dla wszystkich, gdy odwiedzam hotele. Taki gest sprawia, iż ludzie cię zapamiętują w pozytywny sposób.
Można sprawiać wrażenie miłego, a w rzeczywistości być zupełnie kimś innym. Co to adekwatnie mówi o prawdziwej uprzejmości?
- Dla mnie hotel w serialu "Przywileje" jest bardziej jak teatr – wszyscy grają swoją rolę. Ja odgrywam rolę porządnego szefa, choćby w scenie, w której pracownicy grożą strajkiem. To po prostu akt. I myślę, iż wszyscy tak robią. choćby osoby sprzątające pokoje muszą się uśmiechać, mimo iż mają do uprzątnięcia 400 pokoi. Praca w hotelu jest trudna. Długie godziny, ogromny nacisk, dużo ludzi do obsługi. Goście bywają bardzo wymagający, czasem nieuprzejmi wobec pracowników. Wszyscy grają więc swoją rolę. Szczególnie szef. Dyrektor, którego spotkałem mówił mi, iż kiedy przychodzi do hotelu, musi być w pełni dyspozycyjny, uśmiechnięty, pokazywać innym, jak wszystko działa. Moja postać robi dokładnie to samo. Ale gdy zamyka drzwi swojego gabinetu... wtedy wszystko się zmienia.


Pracowałeś z wielkimi gwiazdami, takimi jak Johnny Depp. Czy kiedykolwiek spotkałeś się z tzw. "gwiazdorskim zachowaniem"?
- Nie, bo te gwiazdy są podobne do mojej postaci. Tak jak mój bohater w serialu, muszą się zawsze uśmiechać. Łatwo jest zrobić złe wrażenie – wszyscy czekają na najmniejszy błąd lub nieodpowiednie słowo, zwłaszcza dziś, gdy wszystko można nagrać albo skomentować w mediach społecznościowych. Wielkie gwiazdy, które miałem okazję poznać, muszą być w dobrej formie, uśmiechnięte, uprzejme. Czasem są chronione przez swój zespół – widać tylko ich miły uśmiech, a w rzeczywistości mogą krzyczeć na wszystkich, trochę jak moja postać. Édouard jest jak gwiazda hotelu. Wszyscy czekają na jego aprobatę. Niektóre gwiazdy zachowują się podobnie: na oczach publiczności są perfekcyjne, uśmiechnięte, idealne, ale za kulisami są zestresowane, zmęczone i zmagają się z trudnościami.
Czy pracując nad rolą w "Przywilejach" musiałeś zrobić coś po raz pierwszy w karierze?
- Tak, od początku chcieli, żebym był bardzo pewny siebie. Wcześniej grałem czarne charaktery, bardzo nieprzyjemne postacie, ale tym razem miałem okazję spróbować czegoś innego. Chodziło o drobne, subtelne gesty – to była bardzo przyjemna praca. Powiedziano mi: "Musisz być potężny i pewny siebie, ale bez pokazywania tego. Kiedy ktoś spotyka twoją postać po raz pierwszy, od razu czuje, iż to szef. Nie musi przesadnie manifestować władzy – po prostu ją ma". Postać miała też w sobie nutę niebezpieczeństwa, coś na kształt gangstera – ale nie w dosłownym sensie. Gangster nie musi pokazywać, iż ma broń. Dla mnie najciekawsze było budowanie tej niepokojącej aury mężczyzny, który mógłby użyć przemocy, ale nie musi, bo jest szefem. Jasne jest, iż nikt nie powinien z nim zadzierać. Podczas zdjęć rozwijaliśmy tę postać krok po kroku, dzięki temu iż reżyserzy i scenarzyści mieli pełną kontrolę nad swoją wizją. Byli bardzo otwarci na moje pomysły. Na początku postać była mniej szemrana. Zaproponowałem, żeby wydobyć z niego więcej tej gangsterskiej strony.
Czytaj więcej: Francuski aktor o pracy na planie filmu Krzysztofa Kieślowskiego. "Był mistrzem"
Idź do oryginalnego materiału