W wersji Mikity Iłynczyka „Emigranci” stają się „E:/migrantami”, bohaterów nie dzieli już pochodzenie społeczne, no i nie wyjeżdżają z Polski, tylko do niej przyjeżdżają jako współcześni repatrianci szukający tu azylu. – To jest taki mrożkowski sequel, którego ani on, ani nikt inny nie oczekiwał, ale on nastąpił – śmieje się dramatopisarz i reżyser, w ubiegłym roku nominowany do Paszportu POLITYKI, który tę sztukę napisał dla krakowskiego Starego Teatru i tam ją wystawia; premiera 6 listopada. Z „Emigrantów” wziął strukturę i konwencję teatru absurdu czy może raczej gorzkiej komedii, które przetworzył we współczesnym duchu.
GG jest aktorem z Grodna, ma polskie korzenie, opuścił Białoruś z powodu represji politycznych, „zawodowo widzi siebie wyłącznie w środowisku twórczym i kreatywnym”. DD to z kolei wnuk polskiego emigranta z Chicago, robił karierę w Dolinie Krzemowej, a teraz w kraju przodków szuka ucieczki „przed odpowiedzialnością i poczuciem winy za algorytmiczne niszczenie świata”.











