ICE out! Tegoroczne Grammy były polityczne. Ich królem został Bad Bunny

polityka.pl 6 godzin temu
Zdjęcie: Frazer Harrison / East News


68. gala wręczenia Grammy, najważniejszych nagród przemysłu muzycznego, była zdominowana przez protesty wobec ICE. Muzyka zeszła na drugi plan – choć nie zabrakło historycznych momentów. W niespokojnych czasach choćby w trakcie gali Grammy kultura schodzi na drugi plan, ustępując miejsca bieżącym kwestiom. W ubiegłym roku gorące przyjęcie zgotowano strażakom walczącym z pożarami, z jakimi wówczas zmagano się m.in. w Los Angeles, gdzie odbywa się gala. W tym roku imprezę zdominował temat sprzeciwu wobec działań antyimigranckich funkcjonariuszy ICE, terroryzujących Minneapolis z polecenia Donalda Trumpa, co doprowadziło już do śmierci dwojga cywilów.

ICE wynocha!

Hasło „ICE OUT” – „ICE wynocha” – pojawiało się zarówno w chętnie noszonych przez gwiazdy przypinkach, jak i w przemówieniach nagrodzonych. „Zanim podziękuję Bogu, muszę to powiedzieć – ICE wypad!” – mówił portorykański raper Bad Bunny, odbierający najważniejszą nagrodę za album roku za płytę „Debí Tirar Más Fotos” (po raz pierwszy za wydawnictwo hiszpańskojęzyczne; odebrał statuetkę także w kategorii muzyka miejska).

„Nie jesteśmy dzikusami, nie jesteśmy zwierzętami, nie jesteśmy kosmitami, jesteśmy ludźmi i jesteśmy Amerykanami… Jedyne, co jest silniejsze od nienawiści, to miłość, więc proszę, musimy być od nich inni. jeżeli walczymy, musimy to robić z miłością. Nie nienawidzimy ich, kochamy naszych ludzi, kochamy nasze rodziny i tak to się robi, kochamy”.

Sam Bad Bunny, czyli 31-letni Benito Antonio Martínez Ocasio (jego obszerną sylwetkę opublikujemy w nadchodzącym numerze „Polityki”), od kilku lat najchętniej słuchany globalnie artysta na świecie, w ten weekend wystąpi w przerwie finału Super Bowl – jednej z najważniejszych amerykańskich imprez nie tylko sportowych. Decyzję o jego koncercie skrytykował sam Donald Trump, który uznał to za „straszny wybór” i „sianie nienawiści” – zapewniając, iż nie pojawi się na imprezie.

Czytaj też: Oscary 2026 będą przełomowe. Cieszą dwie nominacje dla Polaków. „Grzesznicy” rozbili bank

Faworytka Trumpa

Amerykański prezydent ma zresztą innych faworytów wśród artystów – publiczne wsparcie okazała mu ostatnio raperka Nicki Minaj, która wystąpiła z Trumpem ramię w ramię podczas wydarzenia Trump Accounts Summit w Waszyngtonie, deklarując, iż jest jego „największą fanką”. Idol odwdzięczył się, przyznając jej tzw. złotą kartę Trumpa, przyspieszającą formalności związane z przyznawaniem amerykańskiego obywatelstwa – artystka pochodzi z Trynidadu i Tobago. Akurat Nicki Minaj na gali Grammy zabrakło, co nie umknęło prowadzącemu galę Trevorowi Noah: „Wciąż jest w Białym Domu i omawia z Trumpem bardzo istotne kwestie” – stwierdził, co przyjęto na sali z entuzjazmem.

Kwestie imigracji i polityki obecnej administracji USA przewijały się przez całą galę. Olivia Dean, doceniona za najlepszy debiut, ujawniła się jako wnuczka imigrantów. „Jestem owocem ich odwagi i uważam, iż tacy ludzie zasługują na docenienie”. Billie Eilish, nagrodzona za piosenkę roku – „Wildflower” – podkreśliła, iż „nikt nie jest nielegalny na skradzionej ziemi”, a obowiązkiem artystów jest „dalej walczyć, zabierać głos i protestować”.

Czytaj też: „Melania”, nowa franczyza Trumpa. Kto się odważy na samotny seans?

Rapowy rekord

Bardziej powściągliwy był Kendrick Lamar, zdobywca czterech nagród za nagranie roku, najlepsze wykonanie rap, najlepszy album rap i najlepszą piosenkę rap (w ubiegłym roku sięgnął po pięć statuetek). Tym samym stał się najbardziej utytułowanym raperem w historii Grammy – z 27 statuetkami na koncie wyprzedził Jaya-Z. „Nie jestem dobry w mówieniu o sobie, wolę to przekazywać poprzez muzykę” – stwierdził.

W bardziej gitarowych kategoriach triumfowali Amerykanie z Turnstile (za najlepszy album rock – płytę „Never Enough” – i wykonanie metalowe) i Brytyjczycy z The Cure (statuetki za najlepsze wykonanie i album w kategorii alternatywa) oraz Trent Reznor i Atticus Ross (Nine Inch Nails) za „As Alive as You Need Me to Be”, najlepszą piosenkę rockową.

Czytaj też: Kendrick Lamar spotyka Kapitana Amerykę. USA stały się komiksem i sitcomem

K-pop na szczycie

Z ciekawostek – globalny sukces animowanego filmu „K-popowe łowczynie demonów”, najchętniej oglądanej produkcji w historii Netflixa – przypieczętowano statuetką za utwór „Golden” w kategorii piosenki dla produkcji audiowizualnej. To przy tym pierwsza w historii nagroda Grammy dla k-popowego utworu – nie udało się to choćby Koreańczykom z grupy BTS.

Z kolei Steven Spielberg po zdobyciu statuetki za najlepszy film muzyczny za wyprodukowany przez siebie dokument „Muzyka dla Johna Williamsa” skompletował EGOT – czyli nagrody Emmy, Grammy, Oscara i Tony. Dołączył tym samym do prestiżowego grona 22 artystów, któremu udała się ta sztuka: m.in. Audrey Hepburn, Mela Brooksa, Eltona Johna czy Andrew Lloyda Webbera.

Idź do oryginalnego materiału