Hypocrisy: „Zaspokoić głód muzyki” #wywiad

rockmetalnews.pl 1 godzina temu

Hypocrisy to jeden z najważniejszych zespołów szwedzkiego metalu, a jego lider, Peter Tägtgren, to nie tylko znakomity muzyk i wokalista, ale również producent, który ma na swoim koncie współpracę z takimi zespołami jak Dimmu Borgir, Sabaton, Children of Bodom, Immortal czy Celtic Frost. Na okoliczność kwietniowego koncertu Hypocrisy w Polsce porozmawialiśmy z Peterem między innymi na tematy muzyczne, które są mu najbliższe, ale również poruszyliśmy temat…UFO. Zapraszamy do lektury!

Przed założeniem Hypocrisy mieszkałeś przez pewien czas w USA. Zetknąłeś się tam z powstającą sceną death metalową. Jak mocno wpłynęło to na twoje późniejsze działania artystyczne?

Peter Tägtgren: To było w 1988 roku. Interesowałem się thrash metalem, black metalem i tym podobnymi gatunkami. Ale death metal dopiero zaczynał wtedy się rozwijać. Oczywiście, istniał już zespół Possessed, ale byłem świadkiem jak ta cała scena zaczęła eksplodować. Moje ulubione albumy pochodzą z końca lat 80-tych i początku 90-tych. Pobyt w USA był bardzo inspirujący i wspomnienie tych dni wciąż mi towarzyszy.

Tęsknisz za tymi czasami?

Nie. To były ciężkie czasy i jestem w pełni zadowolony z tego, co jest dzisiaj.

Ostatni album Hypocrisy, „Worship”, ukazał się w 2021 roku. Jak odbierasz go z perspektywy czasu?

Moim zdaniem przez cały czas brzmi dobrze. Ma trochę oldschoolowy klimat, trochę jak z lat 90-tych, ale to wciąż to samo Hypocrisy.

Jednym z moich ulubionych utworów na tej płycie jest „They Will Arrive”. Temat cywilizacji pozaziemskich pojawiał się już na wcześniejszych wydawnictwach Hypocrisy, chociażby na płytach „The Arrival” czy „Abduced”. Wierzysz w istnienie UFO, czy traktujesz to tylko jako inspirację?

Myślę, iż jest coś we wszechświecie, co jest o wiele mądrzejsze niż ludzkość. Jestem pewien, iż na pewno istnieje coś we wszechświecie, co jest o wiele mądrzejsze od nas.
Ale nie wiem, czy są wśród nas, czy nie. To inna sprawa. Albo może są cywilizacje, którze dostały się pod ziemię z powodu jakiejś katastrofy czy czegoś podobnego i zostali tam przez tysiące lat, i może rozwinęli jakąś technologię, o której nie mamy pojęcia i nie chcą mieć z nami nic wspólnego. A może to demony? Kto wie?

Od ostatniej płyty Hypocrisy minie w tym roku pięć lat. Czy w takim razie tworzycie już coś nowego?

Przez pewien czas nagrałem kilka riffów. Myślę, iż Mikael (Hedlund, basista Hypocrisy, red.) robi to samo. Kiedy będziemy mieli wystarczająco dużo dobrych riffów, będziemy mogli rozpocząć planowanie nagrań albumu. Przede wszystkim chodzi tu o wygospodarowanie czasu.

Jesteś również właścicielem studia Abyss w Szwecji. Jak wyglądały początki tworzenia tego miejsce?

Cóż, to było ekscytujące. Oczywiście, wiązało się to z równie ciężką pracą. Zainwestowałem w powstanie studia wszystkie swoje pieniądze i dalej to robię, aby je rozwijać. Później, gdy przyjeżdżały tu nowe zespoły, była to świetna zabawa i za każdym razem coś innego. Po jakimś czasie, patrząc wstecz, widzę wiele z tych zespołów, które stały się bardzo znane. To naprawdę fajne uczucie.

Gdybyś miał wybrać jednego artystę spoza metalu, z którym najbardziej chciałbyś współpracować, kto by to był?

Paul McCartney

Wolisz albumy The Beatles, czy solowe płyty McCartneya?

Zdecydowanie jestem fanem The Beatles

Jaki jest w takim razie twój ulubiony album The Beatles?

(chwila zamyślenia) To zależy od nastroju. Ale jeżeli miałbym wybrać jeden teraz, to postawiłbym na „Revolver”.

W dzisiejszych czasach jesteśmy otoczeni nie tylko muzyką, ale także innymi dźwiękami współczesnego świata. Czy potrafisz się całkowicie wyłączyć i w ogóle niczego nie słuchać?

Tak, to się zdarza. Po prostu po to, żeby spróbować zainspirować się do pisania. Czasami nie słucham muzyki przez dni, tygodnie, tylko po to, żeby zaspokoić głód muzyki w mojej głowie. I wtedy zwykle coś wymyślam. Staję się swoim własnym radiem, kiedy nic innego nie gra.

Bardzo ciekawie to opisałeś. Jesteś producentem muzycznym z wieloma albumami w swojej karierze. Czy możesz wymienić album, nad którym praca była najtrudniejsza?

Nie wiem. To naprawdę trudne pytanie. Mam wrażenie, iż z czasem jest coraz trudniej. Nie wiem, który był najłatwiejszy, a który najtrudniejszy. Mam wrażenie, iż za każdym razem, gdy nagrywam album, walczę sam ze sobą. Trudno mi więc powiedzieć. Wszystkie są trudne i podchwytliwe. Bo podnosisz poziom w tym, co robisz, coraz wyżej. Więc coraz trudniej jest ci się usatysfakcjonować.

Jakie było Twoje doświadczenie z pracą nad projektem Lindemann?

Było fajnie, kiedy było fajnie. A kiedy nie było fajnie, to już nie było dobrze. Tyle powiem na ten temat.

Jesteś aktywny na scenie muzycznej i jako producent od ponad trzydziestu lat. Czujesz czasem zmęczenie branżą?

Tak, dlatego od dawna nie pracuję już jako producent. Czuję, iż potrzebuję czasu dla siebie.
Więc zrobiłem sobie przerwę od produkcji zespołów. Nie wiem. Czasami może pojawi się coś fajnego i wtedy to zrobię. Ale to nie jest coś, co chciałbym robić dla pieniędzy czy czegoś w tym stylu. Dla mnie to musi być zabawa. A teraz staram się skupić na sobie, na pisaniu muzyki, na tym, kiedy mam na to ochotę i jak mam na to ochotę. Z czasem może pojawić się oferta nie do odrzucenia. Być może w przyszłości jeszcze pomogę jakiemuś zespołowi.

Masz również swój drugi zespół, Pain. Gdybyś miał polecić młodemu słuchaczowi, od których albumów Pain zacząć, to które byś wybrał?

O cholera. Nie wiem (chwila zamyślenia). Myślę, iż poleciłbym ostatni album Pain, „I Am”. I może „I Only Live Twice”.

A w kontekście albumów Hypocrisy?

Myślę, iż „Virus” i „Worship” byłyby najlepsze na początek.

Całe swoje życie związałeś z muzyką. Czy jest jakaś dziedzina sztuki, której chciałbyś spróbować?

Nie. Muzyka zajmuje całą moją głowę.

Idź do oryginalnego materiału