Za film wyprodukowany przez A24 odpowiada Michael Sarnoski, twórca głośnego "Cichego miejsca: Dzień pierwszy" i "Świni". Tym razem amerykański reżyser i scenarzysta sięga po XVII-wieczną balladę "Robin Hood’s Death" i buduje wokół niej historię o kresie życia jednego z najsłynniejszych banitów w historii kultury.
"Robin Hood: Koniec legendy" z Hugh Jackmanem będzie naprawdę mroczny
Fabuła thrillera "Robin Hood: Koniec legendy" ("The Death of Robin Hood") skupia się na schyłku życia bohatera. Robin Hood, ciężko ranny po brutalnym starciu, trafia pod opiekę tajemniczej kobiety. W izolacji, balansując na granicy życia i śmierci, zaczyna rozliczać się z własną przeszłością naznaczoną przemocą, zbrodniami i wątpliwymi moralnie wyborami.
Mroczny, surowy zwiastun sugeruje, iż twórcy wracają do najstarszych wersji opowieści o Robin Hoodzie, w których Anglik nie był jeszcze romantycznym bohaterem, ale znacznie bardziej niejednoznaczną postacią. Wszystko wskazuje na to, iż czeka nas brutalna opowieść o winie, odkupieniu i próbie odnalezienia sensu w życiu, które wcale nie było tak heroiczne, jak głosiły legendy.
W Robina Hooda wciela się Hugh Jackman, australijski gwiazdor "X-Menów", "Deadpoola & Wolverine'a" i "Nędzników", a także bezkompromisowego "Logana", do którego niektórzy internauci już porównują nowego "Robin Hooda".
Obok Jackmana występuje Jodie Comer ("28 lat później", "Obsesja Eve"). W obsadzie znaleźli się również Bill Skarsgård ("To", "Nosferatu") jako Mały John, wierny towarzysz Robina, a także Murray Bartlett ("Biały Lotos") i Noah Jupe ("Hamnet"). Premiera została zaplanowana na 19 czerwca – tego samego dnia film trafi zarówno do amerykańskich, jak i polskich kin.
Robin Hood nie zawsze był romantycznym bohaterem
Robin Hood to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci europejskiego folkloru. Według legend był wyjętym spod prawa łucznikiem, który ukrywał się w lesie Sherwood w hrabstwie Nottinghamshire w Anglii i rabował bogatych, by pomagać biednym. Choć historia banity jest powszechnie znana, jej źródła są dużo mniej romantyczne, niż mogłoby się wydawać.
Najstarsze ballady o Robin Hoodzie, datowane na XIV i XV wiek, przedstawiały go jako tzw. yeomana, czyli wolnego chłopa, a nie szlachcica. Był w nich brutalną postacią, funkcjonującą na marginesie prawa, niestroniącą od przemocy i konfliktów. Dopiero kolejne stulecia przyniosły "uszlachetnienie" tej postaci – dodano wątki walki o sprawiedliwość, lojalności wobec króla Ryszarda Lwie Serce czy romantyczną relację z Lady Marion.
Mimo setek lat badań historycy wciąż nie są zgodni co do tego, czy Robin Hood istniał naprawdę. Pojawiają się różne hipotezy – od konkretnych średniowiecznych banitów po teorię, iż to postać całkowicie fikcyjna, będąca kompilacją wielu ludowych opowieści.
Dalsza część artykułu poniżej.
Postać Robina Hooda od dekad inspiruje twórców kina i telewizji. Klasycznym przykładem pozostają niemal bajkowe "Przygody Robin Hooda" z 1938 roku z Errolem Flynnem, który ukształtował wizerunek bohatera jako charyzmatycznego i szlachetnego buntownika. Zupełnie inny, bardziej mroczny ton miał widowiskowy "Robin Hood: Książę złodziei" z Kevinem Costnerem, który na stałe wpisał się w popkulturę lat 90.
Równolegle powstawały też lżejsze lub bardziej eksperymentalne wersje, jak animowany "Robin Hood" Disneya z 1973 roku czy kultowy serial "Robin z Sherwood" z lat 80., który dodał do historii legendarnego banity elementy mistycyzmu.
Współczesne interpretacje coraz częściej sięgają po mroczniejsze tony – jak "Robin Hood" Ridleya Scotta z Russellem Crowe, gdzie bohater jest bardziej realistyczny i uwikłany w polityczne konflikty. "Robin Hood: Koniec legendy" wydaje się iść o krok dalej i może być to jedna z najbardziej bezkompromisowych wersji legendy, jakie dotąd powstały.








