Trio z Południowej Walii Holding Absence wydało nowy singiel „Heaven” z albumu „ Modern Life Is Lonely” , który jest już dostępny w wytwórni Sumerian Records .
A propos singla, wokalista Lucas Woodland mówi: „ Jesteśmy zachwyceni, wydając nasz czwarty i ostatni singiel z MLIL – „Heaven”! Brzmi jak klasyczny utwór HA, z poruszającym przesłaniem i epickim refrenem, ale oczywiście przerobiony na nasz nowy styl. Zwrotki mocno skłaniają się ku subtelnym elektronicznym stylom, zanim w środkowej części powracamy do klasycznego shoegaze’owego brzmienia Holding Absence. Sam teledysk to ostatnia odsłona naszej historii z czwartego roku, w której możemy zobaczyć naszego przyjaciela lądującego na Ziemi i po raz pierwszy doświadczyć natury i muzyki”.
Stanowiąc odniesienie, a w wielu aspektach aktualizację stanu rzeczy, do albumu Blur z 1993 roku „Modern Life Is Rubbish” , „Modern Life Is Lonely” stara się uchwycić istotę tego, co znaczy być w chwili tak złożonej, jak i rozdzierającej serce. Introspektywne spojrzenie na zasoby i praktyki, które stały się częścią zewnętrzności każdego dnia, w niektórych przypadkach wbrew naszej woli lub tuż pod naszym nosem, doskonale oddaje, jak to jest być tak połączonym, a jednocześnie tak opuszczonym. Mniej ponadczasowy, a bardziej aktualny, to płyta, która stara się zaoferować ukojenie, a jednocześnie udokumentować, jak niesamowicie dziwaczne jest teraz życie.
„Ten album był tak naprawdę pierwszym razem, kiedy pomyślałem: »Porozmawiajmy o świecie, w którym żyję, a nie o świecie, którym jestem«” – komentuje Lucas. „To już nie jest jak zajęcia terapeutyczne; grupa obcych ludzi nie pojawia się już na spotkaniach Anonimowych Egzystencjalistów. Teoretycznie wszyscy mnie już znają; słyszeli o mojej drodze, ale wciąż walczę w tym wielkim, złym świecie. Nie ma znaczenia, ile oświecenia znajdziesz w sobie; świat wciąż jest przerażającym miejscem”.
Dla Lucasa to prawdziwa zmiana perspektywy, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak wiele z siebie włożył w Holding Absence w ciągu ostatniej dekady. Dzięki trylogii albumów – „Holding Absence” z 2019 roku, „The Greatest Mistake Of My Life” z 2021 roku i „The Noble Art Of Self Destruction” z 2023 roku – udało im się podróżować po świecie, dzielić sceny ze swoimi idolami i stworzyć dziedzictwo, jakie można uzyskać tylko wtedy, gdy trafi się w pewien nurt emocji. Jednak zamykając ten konkretny rozdział, konieczne stało się rozpoczęcie czerpania z innego źródła.
Zamiast więc wyrażać te uczucia wyłącznie poprzez siebie, zespół postanowił stworzyć osobę, która mogłaby ucieleśniać te doświadczenia. To właśnie Y4-BBO jest zarówno maskotką zespołu, jak i fizycznym ucieleśnieniem technologicznego chaosu, który podsyca tę epokę. Jego istnienie i obecność sprawiają, iż płyta ma w sobie coś z podwójnej koncepcji, z jego własną historią ujętą w tych niezwykłych utworach. A jego hełm, widoczny na okładce albumu, został wykonany przez tych samych ludzi, którzy stworzyli Cybermenów w Doktorze Who, co samo w sobie jest niesamowitym przywiązaniem do szczegółów.
Wiele z tych pytań dotyczy również brzmienia Holding Absence na tym albumie. Zatrzymując się i ponownie analizując, czym adekwatnie jest ten zespół, dostrzegli, iż chodzi w nim mniej o hałas, a bardziej o język. Istnieje nieskończenie wiele sposobów, w jakie mogliby mówić, ale do tej pory nie mieli czasu ani przestrzeni, aby je wykorzystać. Zamiast więc podążać utartymi szlakami przeszłości, Lucas – wraz z gitarzystą Scottem Careyem i basistą Benjaminem Elliotem – starali się pokazać, jak żywi, rozległi i instynktownie nieziemscy potrafią być.
Zamiast trzymać się standardowego, linearnego stylu, czas poświęcono na dzielenie i zmienianie fragmentów utworów, zwalnianie i pogłosowanie, a także przyspieszanie i łączenie ich ze sobą. Miękkie tekstury i dźwięczne syntezatory radośnie kontrastują z euforycznymi wybuchami energii kinetycznej w sposób, który wydaje się jednocześnie pięknie znajomy i niewiarygodnie świeży.
Z Danielem Braunsteinem odpowiedzialnym za produkcję, będącym pierwszym brytyjskim zespołem, z którym współpracował, jest to połączenie dwóch nazw na scenie muzycznej, robiących coś zupełnie innego, niż się od nich oczekuje.
A w czasach, gdy muzyka alternatywna jest konsumowana i manipulowana przez technologię, pamiętanie o tym, co znaczy zagłębiać się w nieznane, jest ważniejsze niż kiedykolwiek.
„Poszliśmy o krok dalej, niż kiedykolwiek wcześniej, zachowując jednocześnie język Holding Absence. Będziemy wprowadzać ludzi w świat nowych brzmień, a to coś, co chciałem zrobić od dawna. Ale myślę też, iż wszystko powinno coś inspirować, a przy tej płycie, jako dość znana ofiara tego, do czego zdolna jest sztuczna inteligencja, chciałem zrobić coś, czego żaden idiota od sztucznej inteligencji nigdy by nie spróbował zrobić, a choćby nie zrozumiał, jak to zrobić. Jesteśmy na nowej granicy, gdzie wszystko zmienia się bardzo gwałtownie i nie wiemy, co ta okropna zmiana dla nas oznacza. Ale to, gdzie jesteśmy teraz, to w zasadzie moment instynktownego buntu przeciwko temu i jestem ciekaw, co będzie dalej”.
I to nastawienie przeniosło się również na liryczne zwroty, które Lucas wybrał. Próbując spojrzeć poza to, co działo się w jego głowie i sercu, spojrzał w niebo, na jednoznaczny ogrom i nieograniczony potencjał kosmosu. Gwiazdy nad naszymi głowami są piękne, a zarazem przerażające. Pytanie o to, czy istnieje ktoś lub coś ponad nami, jest przesiąknięte zarówno zachwytem, jak i przerażeniem.
Nasza egzystencja ma w sobie dwoistość i to samo poczucie wahadła wahającego się między dwoma bardzo różnymi, ale równie krytycznymi punktami. Otacza nas mnóstwo nadziei, ale samotność jest równie bliska wszystkiemu, co robimy, a to zestawienie wpłynęło znacząco na pisanie piosenek.
Będąc najdłuższą pracą zespołu nad płytą w całej ich karierze — dwa i pół roku solidnego pisania, nagrywania wersji demo i tworzenia — dała ona Lucasowi szansę na dokładne uchwycenie każdego aspektu tego, co znaczy istnieć w tym przełomowym momencie historii, a choćby więcej.
„Przez ostatnie dwa i pół roku tak wiele wewnętrznie przeżywałem w związku z beznadzieją, samotnością i lękiem przed porażką, i myślę, iż ten album jest właśnie rodzajem oporu wobec nich. Teraz czuję w sobie świadomość siebie. To niemal cyniczne, ale jednocześnie realistyczne. Mówię to za każdym razem, ale naprawdę tak myślę. Ten album mógł się po prostu nie ukazać. Ale tak bardzo tęsknię za tym życiem i tą formą sztuki opowiadania historii, iż muszę to zrobić. Po prostu nie mogę tego nie zrobić”.
Minęło już dziesięć lat, a oni wciąż szanują i odpowiadają na tę potrzebę dalszych poszukiwań – to coś, co nie przychodzi łatwo, ale właśnie to czyni Holding Absence zespołem innym niż wszystkie. Z „Modern Life Is Lonely” rozwinęli wszystko, czym kiedyś byli, i zrobili to w sposób równie niezaprzeczalny, co niepowstrzymany.
„Myślę, iż jesteśmy teraz w takim punkcie naszej kariery, iż albo możemy się rozpaść, albo trzymać się kurczowo, kurczowo się trzymać, i w pewnym sensie zniknąć” – podsumowuje Lucas. „A jednak myślę, iż nie zrobiliśmy żadnej z tych rzeczy. Myślę, iż byliśmy równie buntowniczy, co szanowaliśmy nasz zespół i udało nam się utrzymać tę linię. Nie jestem już dzieckiem i nie chcę ciągle robić tego samego. Dlatego to dla mnie naprawdę wyjątkowe, iż stworzyliśmy coś wyjątkowego, co jest większe niż nasz zespół. Większe niż my wszyscy”.
















