Historie równoległe to najnowszy film Asghara Farhadiego. Produkcja opowiada o granicy między fikcją a rzeczywistością, ale robi to w sposób, który momentami potrafi zaskoczyć. Nie wszystko jednak działa tutaj równie dobrze.
Film Historie równoległe opowiada historię Sylvie, starszej pisarki mieszkającej w jednej z paryskich kamienic. Obserwuje ona swoich sąsiadów i na podstawie ich codziennego życia tworzy własną historię. Zwyczajni ludzie zaczynają być w jej wyobraźni bohaterami pełnego namiętności romansu. Są zdrady, zazdrość, pożądanie, a choćby mordercza zemsta. Problem pojawia się wtedy, gdy wymyślona przez Sylvie historia zaczyna mieszać się z prawdziwym życiem.
fot. kadr z filmuFarhadi pokazuje, iż nie odbieramy rzeczywistości w sposób całkowicie obiektywny. To, co widzimy i słyszymy, od razu próbujemy sobie wytłumaczyć i ułożyć w jakąś historię. Same fakty nie zawsze wystarczą, znaczenie nadajemy im sami. W filmie ma to jednak dużo poważniejsze konsekwencje, ponieważ wymyślona opowieść zaczyna wpływać na innych ludzi i zmieniać ich sposób patrzenia na własne życie.
Ciekawie wypada również Adam, młody złodziejaszek, który przypadkiem trafia do domu Sylvie. Chłopak znajduje jej zapiski i pochłania je w jeden wieczór. Z czasem zaczyna fantazjować o bohaterach książki, aż w końcu sam nie potrafi już oddzielić tego, co przeczytał, od tego, co wydarzyło się naprawdę. Adam przypomina bohatera Krótkiego filmu o miłości Krzysztofa Kieślowskiego, ale Farhadi przedstawia go zupełnie inaczej. Nie jest romantycznym obserwatorem, któremu łatwo współczuć. Bardziej przypomina kogoś, kto zaczyna ingerować w życie innych ludzi i stopniowo przekracza kolejne granice.
Inspiracji twórczością Kieślowskiego znajdziemy tu o wiele więcej. Historie równoległe wyraźnie nawiązują do Krótkiego filmu o miłości i Dekalogu. Momentami Farhadi korzysta z tych odniesień zbyt mocno. Zamiast ciekawej reinterpretacji dostajemy historię, która chwilami przypomina zbiór motywów znanych z twórczości polskiego reżysera. Sama inspiracja Kieślowskim nie jest zła, ale trudno oprzeć się wrażeniu, iż film mógłby działać lepiej, gdyby był bardziej samodzielny.
fot. kadr z filmuNa plus działa za to sposób prowadzenia historii. Farhadi często zmienia perspektywę i podsuwa widzowi kolejne możliwości. Trudno przewidzieć, dokąd wszystko zmierza, a niektóre sceny potrafią wywołać jednocześnie śmiech i zażenowanie. Początkowo całość ma w sobie sporo absurdu i lekkości, ale z czasem sytuacja robi się coraz bardziej niepokojąca. Bohaterowie zaczynają wierzyć w stworzone przez innych historie, a fikcja przejmuje nad nimi coraz większą kontrolę.
Aktorsko film wypada dobrze. Isabelle Huppert jako Sylvie bardzo dobrze pasuje do roli pisarki, która z ogromną pewnością siebie obserwuje cudze życie i przerabia je na własną historię. Jednak najbardziej zapada w pamięć Adam Bessa. Jego bohater jest trudny do jednoznacznej oceny, a właśnie to sprawia, iż chce się go widzieć na ekranie coraz więcej, stopniowo poznając bliżej jego postać.
Problemem jest natomiast długość filmu. Farhadi chce opowiedzieć zbyt wiele na raz. Przez to niektóre pomysły nie zostają odpowiednio rozwinięte, a finał nie przynosi tak mocnego zakończenia, jakiego można było oczekiwać.
fot. kadr z filmuMimo to Historie równoległe mają kilka naprawdę mocnych stron. To przede wszystkim film o tym, jak łatwo stworzyć własną wersję rzeczywistości i jak gwałtownie może ona zacząć żyć własnym życiem. Farhadi pokazuje, iż ludzie potrzebują historii, choćby jeżeli nie mają one wiele wspólnego z prawdą. Szkoda tylko, iż sam film chwilami gubi się w swoich pomysłach i zbyt mocno polega na twórczości Kieślowskiego. Ostatecznie jest to interesująca, choć nierówna produkcja, która zostawia po sobie kilka pytań dotyczących tego, gdzie adekwatnie kończy się rzeczywistość, a zaczyna fikcja.
fot. główna: grafika własna

















