HERETIC - Shape of things to come (2026)

powermetal-warrior.blogspot.com 7 godzin temu

Powroty legend zawsze budzą ogromne emocje, zwłaszcza gdy mowa o zespole takim jak Heretic – jednej z kultowych formacji amerykańskiej sceny US Power Metalu, której debiutancki Breaking Point do dziś pozostaje albumem wyjątkowym. Shape of Things to Come to kolejny rozdział w historii grupy i jednocześnie płyta pokazująca, iż Heretic wciąż potrafi tworzyć solidny, klasyczny heavy metal. Problem polega jednak na tym, iż trudno znaleźć na niej coś, co naprawdę zapada w pamięć. To już tylko cień znakomitego zespołu, który kiedyś miał do zaoferowania znacznie więcej. Premiera albumu odbyła się 24 lipca i z pewnością wielu fanów heavy i thrash metalu sięgnie po ten krążek, bo w końcu to Heretic.

Największym problemem Shape of Things to Come jest to, iż przez cały czas nie sposób uciec od porównań z legendarnym Breaking Point. Debiut kipiał młodzieńczą energią, nieokiełznaną pasją i oferował utwory, które na stałe zapisały się w historii amerykańskiego metalu. Nowa płyta jest zdecydowanie bardziej zachowawcza. To muzyka kompetentnie napisana i wykonana, ale pozbawiona błysku, który wyróżnia najlepsze albumy gatunku. Owszem, pojawiają się interesujące momenty, jednak całość pozostaje jedynie solidna i nic ponadto. Dodatkowo albumowi doskwiera nierówny poziom – obok lepszych kompozycji znalazło się kilka nijakich i mało angażujących utworów.

Nie pomaga również nieobecność Mike'a Howe'a. Choć obecny wokalista Julian Mendez wykonuje swoją pracę poprawnie, trudno oprzeć się wrażeniu, iż to właśnie głos Howe'a nadawał Heretic wyjątkowy charakter. Jego ekspresja, charyzma i niepowtarzalna barwa były jednym z fundamentów brzmienia zespołu. Tego elementu zwyczajnie tutaj brakuje, a wieloletni fani z pewnością to odczują. Mendez próbuje tchnąć w Heretic nowe życie i przywrócić zespołowi dawny blask, jednak jego występ trudno uznać za mocny punkt albumu.

Znacznie lepiej wypada duet gitarzystów Stuart Fujinami i Brian Korban. Obaj potrafią stworzyć pomysłowe riffy i efektowne solówki, udowadniając, iż warsztatu wciąż im nie brakuje. Niestety zabrakło odpowiednio mocnych kompozycji, które wykorzystałyby ten potencjał. Całość sprawia wrażenie mało wyrazistej i pozbawionej emocji. Zespół niewątpliwie potrafi grać i mógłby zabrzmieć znacznie ciekawiej, jednak brak naprawdę zapadających w pamięć utworów powoduje, iż z czasem album zaczyna nużyć swoją przewidywalnością.

Na pochwałę zasługuje natomiast okładka, która przyciąga wzrok i intryguje. Również brzmienie jest surowe, mroczne i dobrze dopasowane do stylistyki zespołu. Pod tym względem wszystko się zgadza. Szkoda tylko, iż sama zawartość muzyczna nie dorównuje oprawie.

Album otwiera tytułowy "Shape of Things to Come",utrzymany w klasycznym stylu Heretic. Mocne riffy, chwytliwy refren i dobrze budowane napięcie sprawiają, iż początek jest naprawdę obiecujący. Gdyby cały materiał utrzymał taki poziom energii i przebojowości, mielibyśmy do czynienia z dużo ciekawszym wydawnictwem. Niestety emocje gwałtownie studzi "Up in Flames" – utwór stonowany, ciężki i momentami toporny. Taka formuła nie do końca się tutaj sprawdza.

Znacznie lepiej Heretic wypada wtedy, gdy porusza się na pograniczu heavy i thrash metalu, wyraźnie czerpiąc inspiracje z twórczości Metal Church. Takim utworem jest "Sins of the World "– mocny, zadziorny i oparty na świetnym riffie, dzięki czemu na długo pozostaje w pamięci. Dobrze prezentuje się również rozpędzony" Dying Breed", choć i jemu nie można odmówić pewnych niedociągnięć. Kolejnym udanym punktem programu jest" Swinging Blindly" – toporny, ale niezwykle chwytliwy numer, kipiący energią i drapieżnością.

Niestety później tempo wyraźnie spada. Wolniejszy i bardziej mroczny Reckoning okazuje się ciężkostrawny i kilka wnosi do całości. To jedna z tych kompozycji, których brak nie wpłynąłby negatywnie na odbiór albumu. Na szczęście Divided We Fall ponownie podnosi poziom dzięki mocnemu riffowi i bardziej przebojowemu charakterowi, przypominając, iż Heretic przez cały czas potrafi pisać dobre utwory.

Ostatecznie Shape of Things to Come pozostawia spory niedosyt. Kilka naprawdę dobrych kompozycji i wyraźne nawiązania do klasycznego brzmienia Metal Church nie są w stanie zamaskować faktu, iż całość jest po prostu przeciętna. Brakuje wielkich utworów, emocji i charyzmy, które wyróżniały Breaking Point. To solidna płyta, ale jednocześnie jedno z większych rozczarowań ostatnich miesięcy. Fani klasycznego Heretic z pewnością oczekiwali czegoś znacznie lepszego.

Ocena: 5/10
Idź do oryginalnego materiału