Henryk R. z "Sanatorium miłości" ujawnia kulisy pobytu w sanatorium. Za to można wylecieć

swiatseriali.interia.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


Widzowie poznali Henryka R. w ósmej edycji "Sanatorium miłości". Choć finał programu już jest za nami, kuracjusz chętnie udziela się w mediach. W jednym z najnowszych wywiadów opowiedział o realiach pobytu w sanatorium.


Henryk R. był uczestnikiem ósmej edycji "Sanatorium miłości". W programie dał się poznać jako człowiek konkretny, bezpośredni i momentami bardzo emocjonalny. Nie ukrywał, iż wiele przeżył, los go nie oszczędzał.
Widzowie uważnie śledzili jego relację z Emilią. Przez pewien czas wyglądało na to, iż między nimi może narodzić się coś więcej. Sytuacja skomplikowała się jednak w przedostatnim odcinku programu. Henryk zranił Emilię, gdy zdecydował się pójść na randkę z Ewą. Ten wybór mocno odbił się na atmosferze między uczestnikami i wywołał sporo komentarzy wśród widzów.Reklama


Emilia ostatecznie mu wybaczyła i zgodziła się pójść z nim na finałowy bal. Mimo to wiele wskazuje na to, iż ich relacja nie rozwinęła się po programie tak, jak mogliby oczekiwać fani. Po programie nie kontynuowali związku. Kobieta w rozmowie z Pomponikiem przyznała jednak, iż często do siebie dzwonią.

Henryk R. z "Sanatorium miłości" opowiada, jak wygląda pobyt w sanatorium


Henryk w rozmowie z Faktem opowiedział o realiach pobytu w sanatorium. Doświadczenie w tego typu wyjazdach ma już spore. Jak zdradził, w sanatorium był aż cztery razy, a ostatni pobyt odbył dwa lata temu. Mimo to do dziś z uśmiechem wspomina niektóre sytuacje, choć część regulaminu mocno dawała mu się we znaki.
"Za wcześnie trzeba było wracać do pokoju. Ja uwielbiam tańczyć, a tu 22 się zbliża i trzeba iść, a tańce do północy!" - mówił w wywiadzie dla Faktu. "Dwa razy się spóźniłem: pół godziny i raz prawie godzinę z dyskoteki. Miałem reprymendę i kilka brakowało, a bym wyleciał" - dodał.
Z jego relacji wynika, iż choćby drobne przewinienia mogą skończyć się poważnymi konsekwencjami. Henryk nie ukrywał, iż sanatoryjny regulamin jest pilnie egzekwowany, a personel nie przymyka oka na łamanie zasad – szczególnie jeżeli chodzi o nocne powroty czy zachowanie kuracjuszy.
Uczestnik programu zdradził również, iż przypadki wyrzucenia z sanatorium wcale nie należą do rzadkości. Jak twierdzi, niektórzy kuracjusze potrafią mocno przesadzić, a wtedy kończy się to natychmiastowym zakończeniem turnusu.
"Były takie wypadki, iż wyrzucali ludzi z sanatorium. Za pijaństwo, za spóźnienia… oraz za rozpustę" - mówił Henryk.
Czytaj więcej: Kiedyś był bezdomny. Teraz tak mieszka Henryk z "Sanatorium miłości"
Idź do oryginalnego materiału