Nadchodząca adaptacja Warhammer 40k od Prime Video może okazać się prawdziwym game changerem, a zaangażowany od początku w projekt Henry Cavill przygotowuje ją z autentyczną pasją. Aktor sięgnął po w pełni ukształtowane uniwersum, które posiada wszystko, czego fanom Star Wars w tej chwili brakuje, jak słusznie zauważa MovieWeb.
Przez dekady franczyza Games Workshop rozbudowywała swój mroczny wszechświat poprzez powieści, gry planszowe, komiksy i gry wideo, tworząc mitologię dorównującą najbardziej rozbudowanym fikcyjnym uniwersom. To była tylko kwestia czasu, aż ktoś przeniesie to na ekran w produkcji aktorskiej. Patrząc na Gwiezdne wojny jako pewien rodzaj opozycji, to problem z nimi jest taki, iż Disney stawia na nostalgię zamiast odważnie popchnąć serię w nowe czasy (z chlubnym wyjątkim Andora).

Tymczasem Warhammer 40K nigdy nie ograniczał swojego potencjału, nieustannie wprowadzając fabuły pełne filozoficznych rozważań i egzystencjalnej trwogi – dokładnie to, czego wymaga era prestiżowych seriali science fiction. Przy czym, żeby nie popaść w nadmierny optymizm – Warhammer dotąd nia miał realnej szansy sprawdzić czy działa ani na dużym, ani małym ekranie. Star Wars pozostanie serią nieodmiennie PG-13, family friendly, więc też trudno po niej oczekiwać wielce dojrzałych motywów i brutalnych scen wojennych (znów z wyjątkiem Andora), które uczyniły Warhammera 40K fenomenem kulturowym.
Cavill, zdeklarowany fan od zawsze, jest idealną twarzą dla tej wciąż potencjalnej serii. Jego pasja łączy się z gruntowną wiedzą charakterystyczną dla prawdziwych wyznawców. Podobnie sprawa miała się z nim i Wiedźminem, którego błędów (i ponownego obsadzenia tytułowej roli, jak się domyślamy) wolałby uniknąć. To głębokie zrozumienie uniwersum daje aktorowi przewagę w uchwyceniu esencji gry, od jej mrocznego tonu po skomplikowaną mitologię.

Z Amazonem jako producentem projekt dysponuje wszystkimi zasobami niezbędnymi do oddania epickiej skali Warhammera 40K – od statków kosmicznych wielkości katedr po rozległe pola bitew, tym bardziej, iż ostatnio odległa galaktyka SW jakoś dziwnie się skurczyła i zrobiła jakaś taka… kameralna. Adaptacja z twarzą Cavilla ma szansę przypomnieć fanom science fiction co to znaczy kosmiczna opera z prawdziwego zdarzenia: wielka, dziwna, nieprzewidywalna.

















