Into The Mirror Black to zajebiście dojrzała płyta. Dużo więcej tu bezsilności, goryczy i takiej cedzonej przez zęby niechęci do zła, którym jest przepełniony świat. Riffownia tu się odbywa zajebista a brzmienie, choćby z pliczków, jest wisienką na torcie. To, jak słychać bębny jadące wespół z rzeczonymi gitarami, to wręcz sama przyjemność dla ucha. A nad tym wszystkim głos Warrela, już nie wściekły, jak na debiucie, już nie wyrywny do walki, tylko pogodzony z porażką.
The Year The Sun Died, mam wrażenie, ciągnie jeszcze bardziej w dół. pozostało trochę wolniejsza, chociaż tutaj nie tyle powiedziałbym, iż bardziej dojrzała, tylko raczej usadowiona na tronie i perfekcyjna w materii, którą zespół oszlifował. Bardzo dobrze się jej słucha, ale właśnie jako utwierdzenie się na stanowisku, iż nie musimy robić progresu, tylko dostarczyć najlepsze, co potrafimy. Godne zakończenie działalności? Myślę, iż tak.
Na dzisiaj Into The Mirror Black spokojnie dorównuje Refuge Denied. Obydwie jadą na nieco innych emocjach, chociaż trzonem jest zajebisty us powerek. Łączą je świetne gitary i wokale, dzielą wnerwienie i tempa. Aż sobie po sesji z pliczkami dwójki i trójki zapodałem z placka pierwsze wydanko jedynki i niezmiennie jest to #cios. Bardzo udana sesja przypominawcza, euforia z dźwięków przeogromna.

Statystyki: autor: DiabelskiDom — 23 min. temu









