
Tak jak pisałem wyżej o surowym brzmieniu, które ma swoje plusy, ale dla mnie nie do końca wyszło to tak, jakbym sobie życzył, tak teraz z placuszka z epoki jeszcze bardziej słyszę irytujące, cykające talerze. Nie zmienia to faktu, iż płyta i tak porywa wspaniałymi hitami, żeby do wymienionych również wyżej Uaschitschun czy Conquistadores dołożyć jeszcze Raging Fire, czy zamykający płytę, dojebany Calico Jack. Z brzmieniem poprzedniczki to byłby niewąski rozpierdol gwintów, tak myślę. Chociaż w sumie to i tak trochę jest.
Statystyki: autor: DiabelskiDom — 44 min. temu














