"Heartstopper Forever" to koniec pewnej epoki – recenzja filmu Netfliksa o Nicku i Charliem

serialowa.pl 1 godzina temu

Zamiast ostatniego sezonu dostajemy dwugodzinny film. Czy Alice Oseman w tych okolicznościach udało się zakończyć ekranową wersję historię Nicka, Charliego i ich bliskich w sposób satysfakcjonujący oddany fandom?

Miałam sporo obaw wobec filmowego zakończenia historii Nicka (Kit Connor) i Charliego (Joe Locke). Po pierwsze, byłam już po lekturze ostatniego tomu, w którym wprawdzie pewne rzeczy przez cały czas działały (problemy Nicka, kwestie zdrowia psychicznego, queerowa emancypacja), ale i kompozycyjnie, i emocjonalnie komiksowe domknięcie pozostawiało niedosyt, a na dodatek, mimo sporej objętości, w bardzo niewielkim stopniu uwzględniało postaci z drugiego planu. Po drugie – o czym, przyznaję, przypominałam sobie już w trakcie oglądania filmu, kiedy zauważyłam, iż jeszcze sporo seansu przede mną, a materiał komiksowy niemal wyczerpano – Alice Oseman zapowiadała, iż „Heartstopper Forever” wykorzysta też wątki z minipowieści „Nick i Charlie”.

Heartstopper Forever – o czym jest film kończący serię?

Ta perspektywa mogła budzić obawy, bo historia wydana po raz pierwszy w 2015 roku powstała przed komiksem, a jej bohaterowie jeszcze nie do końca przypominali tych, których potem pokochaliśmy. Z lektury sprzed paru lat pamiętałam głównie irytację na nieracjonalne poczynania chłopaków oraz pewne stylistyczne i kompozycyjne nieporadności, w tym powtarzanie sytuacji i dialogów. Nie ma się co dziwić, autorka miała wtedy kilka ponad dwadzieścia lat i bardzo rozwinęła od tego czasu swój styl oraz całe uniwersum, jednak trudno było przewidzieć, na jakiej zasadzie średnio udana historia zostanie tu przypomniana.

„Heartstopper Forever” (Fot. Netflix)

Po trzecie, nie byłam pewna, czy forma filmu się tu sprawdzi. Jasne, za to akurat winić należy Netfliksa, bo wprawdzie miło, iż zamówił chociaż film, ale jednak streamer nie dał nam pełnego 4. sezonu. Tymczasem styl Oseman, odpowiedzialnej za scenariusz, to raczej kumulowanie kolejnych scenek, wątków, kolekcjonowanie przeżyć niż jakaś długa narracyjna forma, a adaptowany tom, podzielony na pory roku, aż prosiłby się o odcinkową wersję.

Po rozliczeniu się z czarnych myśli, co mogło tu pójść nie tak, z przyjemnością jednak donoszę, iż większość obaw się nie potwierdziła. To, co w komiksie wypadło płasko, tu dzięki fenomenalnej obsadzie okazało się emocjonalnie satysfakcjonujące. Mądre wykorzystanie tylko niektórych elementów z „Nicka i Charliego” sprawiło, iż stawki okazały się wyższe – w ostatnim komiksie tego też trochę zabrakło.

A chociaż przez cały czas uważam, iż choćby krótki, cztero- czy pięcioodcinkowy sezon byłby lepszy niż niespełna dwugodzinny film, udało się w wielu miejscach to wrażenie zmniejszyć, w czym pewnie spora zasługa doświadczonego reżysera, Washa Westmorelanda, mającego na koncie między innymi „Motyl Still Alice” (przy czym przez cały czas nie wiem, czy fakt, iż bohaterowie „Heartstoppera Forever” oglądają intensywnie właśnie jego film, „Colette” z Keirą Knightley, należy uznać za mrugnięcie okiem czy za nadmierną autopromocję).

Heartstopper Forever, czyli film zamiast 4. sezonu

Kto zna materiał źródłowy, ten już wie, iż w ostatniej odsłonie historii miłości dwóch licealistów, którzy wiele przez dwa lata razem przeszli, Nick i Charlie mierzą się przede wszystkim z faktem, iż Nick niedługo wyjedzie na studia do odległego Leeds. Pytaniom o to, czy związek na odległość ma sens – a chłopcy z jednej strony słyszą, iż są przecież Nickiem i Charliem, więc zawsze zostaną razem, a z drugiej, iż nastoletnie związki bardzo rzadko realizowane są też w dorosłości – towarzyszą też inne kłopoty.

„Heartstopper Forever” (Fot. Netflix)

Konieczność napisania eseju rekrutacyjnego uświadomi Nickowi, iż nie wie, kim jest poza tym, iż „dobrym chłopakiem” dla Charliego. Z kolei Charlie, chociaż zostanie starostą i zawalczy nie tylko o siebie, ale też o prawa młodszych uczniów, takich jak Alfie (Caleb Evers), i nabierze sporo pewności siebie, to gwałtownie przekona się, iż zaburzenia odżywiania magicznie nie znikają.

Na domiar złego do domu wróci brat Nicka, David (Jack Barton). Cała ta skumulowana presja mocno wpłynie na związek, zwłaszcza iż sytuacja, w której to Charlie radzi sobie społecznie lepiej, zmieni dynamikę w parze, a Nick będzie odreagowywał to wszystko w sposób, bardziej niż w poprzednich sezonach, typowy dla zagubionego nastolatka.

I chociaż oczywiście Nick i Charlie są w tym wszystkim na pierwszym planie, film, mimo stosunkowo niewielkiej długości, znajduje miejsce na wiele ich rozmów z innymi postaciami. Szansę, by błyszczeć, dostanie więc siostra Charliego, Tori (Jenny Walser), a i mama Nicka powie mu znów kilka mądrych słów (zbyt zajętą Olivię Colman dzielnie zastępuje Anna Maxwell Martin, „Gwiezdne miasteczko”). Miło znów zobaczyć na ekranie także duet wspierających nauczycieli – wszak pan Faruok (Nima Taleghani) i pan Ajayi (Fisayo Akinade) od pamiętnej paryskiej wycieczki stanowią istotny punkt całej serii.

Heartstopper Forever – Nick, Charlie i cała reszta

Pewnie chciałoby się więcej scen z Tao (William Gao), Elle (Yasmin Finney), Tarą (Corinna Brown), Darcy (Kizzy Edgell) i przede wszystkim Isaakiem (Tobie Donovan) – kiedy czyta się komiksy, znając serial, widać, jak bardzo ta stworzona na potrzeby ekranu postać wzbogaca całą historię. Imogen (Rhea Norwood) i Sahar (Leila Khan) też pojawiają się tu bardzo dorywczo.

Pewnie w pełnowymiarowym sezonie znalazłoby się na te postaci więcej miejsca. Jednak niedosyt drugiego planu okazuje się zdecydowanie mniejszy niż w komiksie, w czym ogromna zasługa obsady wyciągającej maksimum z każdej, choćby krótkiej scenki. A mamy też przecież epizod zagrany przez aktorską parę z niemal pięcioma dekadami stażu w życiu prywatnym: Richarda Clifforda („The Crown”) i wielkiego Dereka Jacobiego („Dobry omen”) we własnej osobie!

„Heartstopper Forever” (Fot. Netflix)

Charlie, obserwujący starszą parę i myślący o swoim związku z Nickiem, ma do czego aspirować – i pewnie mógłby też dojść do wniosku, iż osoby queerowe przeszły przez dekady długą drogę. Jednak „Heartstopper Forever” jak zwykle znacznie obszerniej niż w pojedynczych drobnych scenach odnosi się do kwestii praw społeczności LGBTQIA+. Mamy paradę, mamy z jednej strony szkolny klub jako bezpieczną strefę do rozmów, z drugiej – gejowskie kluby i imprezy.

Mamy też bezpruderyjne sceny seksu. I chociaż oglądanie ich, kiedy pamięta się pierwsze niewinne sezony i dużo młodsze wersje Nicka i Charliego, na początku może wzbudzać dyskomfort, to przecież nie tylko stanowią one istotną część związku, ale też normalizują homoerotyczne zbliżenia na ekranie – bez robienia z nich przede wszystkim pożywki dla wyobraźni heteroseksualnych kobiet zafascynowanych „Gorącą rywalizacją”.

„Heartstopper” to przede wszystkim opowieść z wnętrza queerowej społeczności, skierowana głównie do młodych ludzi i z nimi dorastająca. A sojuszniczo nastawieni starsi również mogą się czegoś o empatii i dojrzałości nauczyć. I chociaż pewna przemowa Elle jest naprawdę mocno wykładowa, to kiedy miałaby wybrzmieć, jeżeli nie teraz, gdy prawa raczej się odbiera, niż daje?

Heartstopper Forever – czy film to dobre zakończenie?

A równocześnie serial, który w ciągu paru lat stał się dla mnie, bardziej niż komiksy i powieści Oseman, głównym punktem całego uniwersum „Heartstoppera”, ma zrozumiały powszechnie, nie tylko w konkretnej społeczności, klimat końca pewnej epoki – tych ostatnich wspólnych imprez, szkolnych i prywatnych, tych ostatnich przed końcem szkoły rozmów, które nabierają nagle wielkich znaczeń, tych pytań o przyszłość, na które nikt nie ma jasnej odpowiedzi.

Przy tym film pozwala po raz kolejny docenić, iż w tym świecie wielkie międzyludzkie relacje i ważne etapy dojrzewania dzieją się w scenerii odświeżająco zwyczajnej – w zwykłych ciuchach i typowych wnętrzach, w szkolnych i domowych realiach, w których łatwo się pewnie odnaleźć dzisiejszym młodym ludziom.

„Heartstopper Forever” (Fot. Netflix)

I tylko, ciepło żegnając „Heartstoppera”, który filmem, udanym i pasującym do wcześniejszych sezonów, godnie się kończy, mam na marginesie smutną refleksję. Podtrzymuję to, co już nieraz pisałam: zazdroszczę dzisiejszej młodzieży tej otwartej, inkluzywnej, krzepiącej produkcji. Ale kiedy serialowa Elle mówi, iż jako nastoletnia osoba trans miała większe prawa niż dziś młodsze roczniki, trudno nie pomyśleć, iż czas takich opowieści jak „Heartstopper” też może gwałtownie minąć.

W zamian możemy dostać jeszcze więcej konserwatywnej w kwestiach mniejszościowych „papki”, dyktowanej algorytmami nastawionymi na większy zysk z uniwersalnie „akceptowanych” treści i poglądami/politycznymi interesami właścicieli wielkich platform. Owszem, teoretycznie „Heartstoppera” mamy „Forever”, ale raz, iż zawsze może go ktoś z katalogu usunąć, a dwa, jeżeli choćby aż taki czarny scenariusz się nie sprawdzi, to bez następców tego rodzaju historii w mainstreamie zostać nam mogą tylko „forever” powtórki…

Heartstopper Forever – film dostępny na Netfliksie

Idź do oryginalnego materiału