Heartstopper Forever – recenzja filmu. Wideo-fanfiction zamiast dobrego finału

popkulturowcy.pl 12 godzin temu

Komiksowa seria Heartstopper wraz z tomem 6. dobiegła końca. Niedługo po tym przyszła pora na finał netflixowego serialu, którego zwieńczenie ukazano w formie filmu Heartstopper Forever. Produkcja kurczowo trzyma się komiksowej historii, trochę ją urozmaica, a ostatecznie kilka więcej oferuje.

Coraz częściej zdarza się, iż seriale otrzymują swoje filmowe kontynuacje. Niedaleko trzeba szukać, bo niecałe pół roku temu swoją premierę miał film Peaky Blinders: Nieśmiertelny. Podobnie w formie filmu mogliśmy zobaczyć Mandaloriana czy losy Jessego Pinkmana w El Camino. A więc Heartstopper Forever nie był wyjątkiem. Niestety dla historii miłości Charliego i Nicka dwugodzinna produkcja nie wystarcza i pozostawia ogromny niedosyt. Szczególnie struktura scenariusza utrudnia budowanie dramatyzmu, co odbija się na emocjonalnych doznaniach widza. Skoki czasowe czy liczne wątki i mnogość postaci to elementy, które Alice zawiera zarówno w komiksach, jak i w serialu. W filmowej adaptacji jednak stają się one kulą u nogi dla całej fabuły.

fot. kadr z filmu

Film bezpośrednio adaptuje przede wszystkim ostatni tom komiksów oraz nowelę Nick i Charlie. Poszerzenie fabuły finału o ten drugi utwór to zdecydowanie najlepsza decyzja reżysera Washa Westmorelanda. Dzięki brutalnemu tonowi udaje się podnieść stawkę, której brakowało w zwieńczeniu komiksowej serii. To jedyny moment, gdy fabuła zwalnia i pozwala trochę lepiej się zrozumieć. Nastoletnia miłość nareszcie zostaje wystawiona na próbę dorosłości i odpowiedzialności. Niestety staje się to dopiero w połowie filmu, a wcześniej musimy oglądać zbitkę usilnie dramatycznych scen, które gwałtownie zaczynają nużyć. Słowo “zbitka” nie jest przypadkowe, gdyż tempo montażu zwyczajnie nie pozwala odpowiednio wybrzmieć początkowym wątkom. Nie mamy czasu przyjrzeć się kryzysowi tożsamości Nicka, bo gdy robi się zbyt poważnie od razu skaczemy do sceny całowania lub seksu. Trudno także poznać perspektywę Charliego, bo skupiamy się na jego szkolnych perypetiach.

Oczywiście zamiatanie tych narastających konfliktów pod dywan fabularnie ma sens. Tyle iż u Westmorelanda wygląda to raczej na niekompetencje w prowadzeniu całej opowieści niż na celową meta-narrację.

Twórcy trzymają się kartkowych pierwowzorów tak mocno, iż zarówno błędy, jak i zalety przenoszą na ekran. Przede wszystkim bohaterom filmu Heartstopper Forever wciąż nie brakuje psychologicznej głębi i spójności. Charlie staje się niezależny. pewniejszy siebie oraz swoich wyborów, co jest efektem ciężkiej pracy nad własnymi problemami. Natomiast Nick wpada w pułapkę perfekcjonizmu i nadopiekuńczości, zapominając o własnych potrzebach. W historii z gatunku coming-of-age to bardzo silne motywy, które potrafią uderzyć, gdy mają do tego okazję. Niestety produkcja kilka takich możliwości daje. Alice Oseman i Wash Westmoreland próbują skręcić w stronę dojrzałej historii pokroju Young Royals, zachowując przy tym “kocykowy” klimat. Wychodzi to jednak pokracznie, a film nie może się zdecydować na wyłącznie jedno oblicze.

fot. kadr z filmu

W zasadzie cały dramatyzm ciąży na barkach Kita Connora i Joego Locke’a. Aktorzy starają się, aby nadmiar ekspozycyjnych dialogów i dosłownego nazywania emocji zabrzmiał na ekranie w miarę naturalnie. choćby w scenach zapominających o poważniejszym tonie produkcji, Connor i Locke próbują przechwycić coś głębszego w swoim zachowaniu. I często to się udaje, co świadczy o ich aktorskim kunszcie. Serial od początku pełnił raczej terapeutyczną, bezpośrednią funkcję, która tutaj do pewnego stopnia również działa – jednak nie wystarcza. Connor i Locke nie grają, ale stają się Nickiem i Charliem, przy czym doskonale ich rozumieją. A więc choćby przy drętwym scenariuszu pozwalają nam utożsamić się z przeżyciami tych postaci. Ostatecznie to właśnie ci aktorzy ratują film przed całkowitym chaosem.

Obsada filmu jest oczywiście znacznie szersza, co jednak nie sprzyja historii. Twórcy musieli zapanować nad nadmiarem postaci, które pozostawiły im komiksy i serial. Sprawiło to, iż musieli pójść na poważne kompromisy. Swoje pięć minut dostali Tao i Elle, Darcy i Tara, Tori i Michael czy David oraz zrecastowana mama Nicka. Fabuła w Heartstopper Forever wciąż z tego względu kuleje, a mnóstwo pobocznych historii zostaje spłyconych. Choć z perspektywy sedna opowieści to zrozumiała decyzja, która pozwala skupić się na głównych bohaterach filmu, to jednak jako zwieńczenie i domknięcie całości – mocno odbiera satysfakcję z finału.

fot. kadr z filmu

Twórcy ratują się z tej sytuacji w dość nieszablonowy sposób – epilogiem. W ten sposób fani otrzymują piękną laurkę i mogą zapomnieć o zminimalizowanej roli swoich ulubionych postaci pobocznych. Ten emocjonalny ukłon w stronę widzów ma jednak swoją wysoką, strukturalną cenę. “Fan service”, który na sam koniec daje poczucie nostalgicznego i hołdującego wszystkim wątkom, ponownie niszczy całkowicie strukturę fabularną filmu. Podobnie jak na kartach komiksu, Heartstopper Forever nie chce się skończyć. W 6. tomie takie powolne wygaszanie historii działało, jednak tutaj zaburza tempo narracji i po prostu nuży, będąc tylko celowym odhaczeniem obowiązkowych zakończeń. Tym samym staje się też magiczną sztuczką, która nabiera widzów na satysfakcjonujący koniec.

O ile scenariuszowo film próbuje (choć z różnym skutkiem) wejść na wyższy poziom, tak w warstwie wizualnej pozostaje dobitnie serialowy. Zdjęcia Jamesa Rhodesa są zachowawcze, często mają płaską korekcję barwną i są po prostu nudne. Co gorsza, charakterystyczne dla serii komiksowe wstawki animacyjne, takie jak przelatujące listki czy iskierki, wydają się tutaj doklejone w postprodukcji bez większego ładu i uzasadnienia. W serialu naturalnie stanowiły przedłużenie emocji bohaterów, a tutaj – są wymuszonym zabiegiem formalnym. Ostatecznie sytuację ratuje jednak oprawa dźwiękowa. Muzyka pozostaje wierna serialowi i twórcy dalej korzystają przeważnie z niszowych kawałków z gatunku indie/alternative.

fot. kadr z filmu

Podsumowując, Heartstopper Forever to produkcja, która ostatecznie pada ofiarą własnego formatu i ambicji zadowolenia wszystkich. Zmiana medium z serialu na film pełnometrażowy uwypukla problemy z zarządzaniem tempem narracji, natłokiem wątków i ekspozycyjnym sznytem całej historii. Doroślejsze motywy losów Charliego i Nicka narzucone w trzecim sezonie, mieszają się z “cukierkowym” klimatem, co skutkuje utratą dramatyzmu. Scenariusz ratuje genialne aktorstwo Connora i Locke’a, a twórcom nie można odmówić, iż dali fanom to, czego chcieli. Przeciągnięte pożegnanie to wciąż laurka pełna nostalgii. Heartstopper Forever ciężko nazwać pełnoprawnym filmem z perspektywy sztuki filmowej. Bliżej mu do wideo-fanfiction, które ma cechy pełnometrażowej produkcji. I w zasadzie trochę właśnie tym miał być… Tylko, czy warto marginalizować potencjał dobrej opowieści na rzecz udobruchania widzów?


fot. główna: kadr z filmu

Idź do oryginalnego materiału