Wstyd się przyznać, ale Terminator 2: Dzień Sądu od lat był na mojej liście wstydu zaległych filmów, które koniecznie muszę nadrobić. Okazało się, iż produkcja w tym roku obchodzi swoje 35-lecie, a Kino Świat wprowadza do kin odrestaurowaną wersję 4K. Nie mogłam zlekceważyć takiego znaku od losu. Zaś po pokazie specjalnym jedyne zdanie jakie byłam w stanie z siebie wykrztusić to: how cool was that!
Terminator 2: Dzień Sądu to film, który zawsze był obecny w moim życiu, ale nigdy go nie obejrzałam. Z czasów dzieciństwa pamiętam kasety video z wypożyczalni, które przynosił tata i właśnie na jednej z nich była wspomniana produkcja. Poza tym hasło Hasta la vista, baby jest jedną z najbardziej kultowych sentencji w historii kina i mam wrażenie, iż każda osoba na świecie słyszała ją chociaż raz w życiu. Ponadto legendarna postać Arnolda Schwarzeneggera, którego w mojej wyobraźni zawsze widziałam w stylówce z Terminatora. Film powracał do mnie podczas studiów filmoznawczych, gdzie podkreślano jego wpływ na kino. Jednak z akcyjniakami zawsze było mi średnio po drodze, więc seans odkładał się w czasie coraz dalej i dalej.
Na ratunek niespodziewanie (przynajmniej dla mnie, bo skąd miałam wiedzieć, iż tu taka rocznica się zbliża!) przybyło Kino Świat. Z okazji 35-lecia filmu pokusili się o wprowadzenie tytułu na polski rynek dystrybucyjny. Zresztą Polska nie jest w tej kwestii wyjątkiem. Terminator 2: Dzień Sądu pojawi się na wielkich ekranach adekwatnie na całym świecie. W nowej odrestaurowanej wersji 4K, z premierą misternie zaplanowaną na 29 sierpnia, które według lore uniwersum jest właśnie tytułowym Dniem Sądu. Kiedy otrzymałam zaproszenie na specjalny pokaz filmu od Kino Świat, pomyślałam, iż to właśnie moja szansa. Owszem nie przepadam za akcyjniakami, ale wreszcie miałam mieć ten seans za sobą. Jednocześnie coś gdzieś w środku podpowiadało mi, iż będę się dobrze bawić, iż jednak to kino dla mnie. Ekscytacja rosła.
Krótko mówiąc: how cool was that! To właśnie zdołałam z siebie wykrztusić po projekcji. Terminator 2: Dzień Sądu okazał się filmem, w który całkowicie wsiąknęłam. Fantastyczne nagłośnienie, czysty obraz, wciągająca fabuła, epicki Arnold, a przede wszystkim poczucie, iż oglądam naprawdę wartościowe kino i nikt nie próbuje zrobić ze mnie idiotki, co niestety coraz częściej się zdarza we współczesnych produkcjach. Terminator T-800 jest tak cool, iż już bardziej się nie da. Zresztą nie tylko on! prawdopodobnie jakbym była małą dziewczynką to marzyłabym o tym, żeby zostać ultra ikoniczną Sarą Connor jak dorosnę! Wszystko jest tu na swoim miejscu. Chociaż niektóre z efektów specjalnych się zestarzały (uwielbiam te błyskawice!), to całość wygląda zaskakująco dobrze, biorąc pod uwagę, iż film powstał w 1991 roku.
Jubileuszowy plakat filmu Terminator 2: Dzień Sądu autorstwa GabzaMówiąc o Terminatorze 2 trudno nie wspomnieć o wpływie jaki wywarł na kino, rewolucjonizując filmy akcji. Co prawda nie była to pierwsza produkcja, w której wykorzystano CGI, ale było to użycie przełomowe. Ustanowiło nowy poziom jakości. Postać ciekłego T-1000 była jednym z pierwszych przypadków, gdzie efekty wygenerowane komputerowo wyglądały na tyle przekonująco, iż stały się centralnym elementem filmu. CGI zostało również sprawnie połączone z miniaturami, makietami, animatroniką czy prawdziwymi eksplozjami. Tworzyło to zupełnie nowe doznania wizualne i wysoką jakość. Wszystkie elementy filmu akcji jak chociażby pościgi, wybuchy czy sceny walki były dopracowane, ale jednocześnie podporządkowane fabule. Dzięki temu czułam, iż to wszystko ma sens i jest po coś.
Zaskakujące okazało się dla mnie również to jak bardzo aktualnie wybrzmiewa dzisiaj Terminator 2: Dzień Sądu. Motyw technologii i sztucznej inteligencji ma się dzisiaj bardzo dobrze, a może choćby pozostało bardziej na czasie. Film potraktował przyszłość AI i zagrożenie wynikające z technologicznego rozwoju jako poważny temat, a nie tylko pretekst do widowiska. I może właśnie dlatego tak mocno wsiąknęłam w ten świat, uwierzyłam i polubiłam bohaterów, a przede wszystkim nie czułam, iż oglądam papkę, w której nic nie ma sensu i ma być po prostu widowiskowo.
No i Arnold. Nie wyobrażam sobie innego aktora w roli Terminatora. Schwarzenegger wydaje się wręcz stworzony do tego, aby właśnie wcielić się w T-800. Jego mimika, akcent, postawa – wszystko razem tworzy jedyną i niepowtarzalną kreację, która na stałe wpisała się w historię popkultury. Jak padło, doskonale znane mi wcześniej, Hasta la vista, baby to aż pisnęłam z ekscytacji. Terminator 2: Dzień Sądu jest teraz dla mnie nie tylko odległym wspomnieniem z dzieciństwa, ale zdecydowanie jednym z moich ulubionych filmów akcji ever. I jestem pewna, iż będę do niego regularnie wracać. Może choćby 29 sierpnia?
Za zaproszenie na pokaz specjalny filmu Terminator 2: Dzień Sądu dziękujemy dystrybutorowi Kino Świat.
Fot. główna: kadr z filmu Terminator 2: Dzień Sądu

















