HARRY POTTER I WOLNOŚĆ OD SPOJLEROZY

aleksandra.jursza.net 2 tygodni temu

Nigdy nie byłam wielką, albo choćby – jakąkolwiek fanką Pottera. Za stara na książki o nim, za depresyjna, by się przy historiach odprężać i za młoda, by doceniać walory pedagogiczne. A zresztą, i na pedagogice mózgownica była zajęta czymś o wiele lepszym, ale to rozprawa z Harry’m Potterem.

I własnymi demonami.

Zacznijmy od początku.

Na początku były spojlery. Wkurzało to niesamowicie, bo to trochę tak, jakby cała popkultura została zainfekowana Potterem. Obróć się w lewo – tam vloger wali o Potterze, obróć się w prawo, tam twórca nawiązuje do Pottera, połóż się i zapłacz nad jakością dzieł współczesnych, bo młodzież i trzydziestolatki wolą Pottera od… no właśnie, dorosłych historii.

Mówi się, iż bajki są pisane dla wszystkich – a więc i dorośli znajdą w nich coś dla siebie. Obawiam się jednak, iż w przypadku Pottera może chodzić tylko i wyłącznie o fanów tegoż. A już szczególnie, jeżeli ktoś postanawia olać powieści i lecieć wyłącznie na filmach. Być może serial to wszystko zmieni, ale na razie jest jak jest.

Bo chcąc się uwolnić od wszechobecnej spojlerozy, weszłam w świat może nie tyle wykreowany dla dzieci, ile kreowany jak przez dziecko. To widać w tym, iż sami fani mówią często, iż seria ma wybitne dziury fabularne, nielogiczności jak stąd do Marsa i lepiej wyłączyć mózgownicę. Ale jednak – dla dziecka miałoby to przez cały czas sens. W takim sensie, iż dziecko pochłania chwilę i choć może się dopytywać, szukać powiązań, to przez cały czas jednak wygląd pojedynczej sceny może się okazać istotniejszy, niż cała skomplikowana otoczka.

I ja wiem – dobre rzeczy są dobre, i to niezależnie od wieku, w którym się z nimi zapoznajemy.

A jednak, raczej wątpię, BY osoby po 40-tce czy 50-tce – choćby będąc wybitnymi pedagogami – zachwyciły się Potterem. Zresztą, sama Rowling musiała kilkanaście razy wysyłać powieść, by w końcu wygrać swoje. A to o czymś świadczy.

Bo Pottera lubić będą szczególnie dzieci. Po prostu. To jest dziecinnie zrealizowane, jeżeli chodzi o budowę opowieści.

I może dlatego Potter cieszy się do dzisiaj taką popularnością.

A może po prostu Rowling wykorzystała Prawo Założenia i starannie przygotowała swoją kreację? Kilka tropów, które by na to wskazywały, znaleźć można zarówno w książkach, jak i w filmach.

Wiecie, co?

Nie wiem, czy będę w stanie oglądać z Wami serial o HP. Bo raz, iż dzieckiem już nie jestem, a dwa, iż przy ostatniej próbie mózg mnie rozbolał i to nie raz.

Ale bardzo się cieszę, iż uwolniłam się od powszechnej spojlerozy ze świata HP. To daje wytchnienie i przestałam być molestowana przez temat. Czy warto było? Może.

Obudziły się też we mnie demony, które z jakiegoś powodu dotyczą „Agafe”. Ale może już nie będę tego wątku rozwijała, bo sama jeszcze do końca nie wiem, jak dalej brnąć w życie z tym bagażem.

Filmów o samym HP jest jakieś osiem i z przykrością stwierdzam, iż najbardziej zapamiętam ze dwa, góra trzy. A i to w taki sposób, iż większość wątków się ulotni, a kolory pozostaną.

Bo powiedzmy sobie szczerze – pierwsza część była arcydziełem w kategorii film familijny. Druga to jego kontynuacja, ale im dalej w las, tym gorzej. Z dziełami to to już za wiele nie miało wspólnego.

A mój osobisty ranking filmów wygląda tak:

HP I KAMIEŃ FILOZOFICZNY – 9/10

HP I KOMNATA TAJEMNIC – 8,5/10

HP I WIĘZIEŃ AZKABANU – 7/10

HP I CZARA OGNIA – 6/10

HP I ZAKON FENIKSA – 6/10

HP I KSIĄŻĘ PÓŁKRWI – 5/10

HP I INSYGNIA ŚMIERCI, CZ. 1 – 6/10
HP I INSYGNIA ŚMIERCI CZ. 2 – 6/10

Idź do oryginalnego materiału