Harry Hole – recenzja serialu. Na to czekali fani!

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Netflixowy Harry Hole to produkcja, która od początku zapowiadała, iż ma zamiar zostać czymś więcej niż kolejną ekranizacją. Wszystko przez fakt, iż scenarzystą i showrunnerem norweskiej produkcji jest ojciec serii i autor postaci detektywa Hole’a – Jo Nesbø. Produkcję oparto na powieści Pentagram, jednej z najlepszych odsłon całego cyklu, i muszę przyznać… serial daje radę.

Fabuła Harry Hole skupia się na tytułowym detektywie z Oslo, który poza śledztwem próbuje ułożyć swoje rozpadające się życie. Z jednej strony mamy więc klasyczne kryminalne śledztwo – na ulicach miasta pojawia się seryjny morderca, który zabija kobiety i zostawia przy ich ciałach charakterystyczne czerwone pentagramy. Z drugiej – serial od początku daje do zrozumienia, iż nie będzie to tylko opowieść o tropieniu psychopaty. Hole prowadzi również drugie, bardziej osobiste śledztwo, próbując rozwikłać sprawę korupcji i przemytu broni w szeregach policji. Przy tym wszystkim detektyw mierzy się z własnymi demonami, które nie odpuszczają mu ani na moment. I właśnie to połączenie – klasycznego śledztwa z dramatem człowieka, który ledwo trzyma się w pionie – okazuje się największą siłą całej produkcji.

To, co działa tutaj wyjątkowo dobrze, to sam wybór materiału źródłowego. Netflix nie zaczął od pierwszej książki z cyklu, tylko od Pentagramu, czyli piątego tomu. Na papierze może wydawać się to ryzykowne, ale w praktyce był to bardzo rozsądny ruch. Dzięki temu poznajemy Harry’ego nie jako „kolejnego detektywa”, którego trzeba mozolnie przedstawiać od zera, ale jako bohatera już ukształtowanego – złamanego i obciążonego przeszłością, a przez to znacznie ciekawszego.

Największe wrażenie robi jednak nie sama zagadka kryminalna, ale relacje między bohaterami. Szczególnie mocno wybija się tu konflikt Harry’ego z Tomem Waalerem. To właśnie ten wątek często okazuje się ciekawszy niż sama pogoń za mordercą. Waaler jest wszystkim tym, czym Harry nie chce być – błyskotliwy, pewny siebie i skuteczny, ale też moralnie zgniły i podejrzanie dobrze odnajdujący się w świecie półświatka. Ich starcie nie opiera się wyłącznie na prostym schemacie „dobry glina kontra zły glina”. To zderzenie dwóch zupełnie różnych światów i właśnie dzięki temu serial naprawdę żyje.

Nie udałoby się to bez dobrze dobranej obsady. Tobias Santelmann w roli Harry’ego Hole’a wypada bardzo przekonująco. Nie próbuje robić z tej postaci taniej kopii „zmęczonego życiem detektywa”. Zamiast tego daje mu coś więcej – chłód, który w odpowiednich momentach potrafi ustąpić miejsca zaskakującej delikatności, kiedy serial tego potrzebuje. Dzięki temu Hole jest po prostu człowiekiem, a nie tylko gliniarzem żyjącym kolejną sprawą.

fot. kadr z serialu

Pod względem konstrukcji Harry Hole to bardzo klasyczny przedstawiciel nordic noir – nurtu opowieści literackich i filmowych o tematyce kryminalnej z państw skandynawskich. Mamy tu wszystko, co dobrze znamy – mroczne Oslo, brutalne zbrodnie, psychopatycznego mordercę, zmęczonego życiem śledczego, alkohol, traumę i moralny rozkład ukryty pod pozornie uporządkowaną powierzchnią. Problem polega na tym, iż serial jest tak świadomy tych schematów, iż momentami aż za bardzo się ich trzyma. Zdarza się, iż kiedy historia zaczyna iść w ciekawszym, bardziej nieoczywistym kierunku, po chwili wraca na dobrze znane tory.

Jednocześnie trudno się na to naprawdę gniewać, bo serial po prostu jest dobrze napisany i bardzo sprawnie poprowadzony. Twórcy umiejętnie dawkują informacje, mylą tropy i utrzymują napięcie przez większość sezonu. Historia rozwija się w kilku kierunkach naraz, ale nie sprawia wrażenia przesadnie przekombinowanej. Widz momentami jest o krok przed bohaterami, co podbija napięcie, a czasem zostaje zaskoczony dokładnie wtedy, kiedy powinien. To nie jest kryminał, który próbuje imponować nadmiarem zwrotów akcji. To taki, który konsekwentnie buduje swoją atmosferę i prowadzi do finału z odpowiednią cierpliwością.

fot. kadr z serialu

Dla czytelników serial ten będzie prawdopodobnie spełnieniem wielu oczekiwań. Widać tu szacunek do materiału źródłowego i dobrze uchwyconą atmosferę książek. To nie jest adaptacja, która próbuje za wszelką cenę „uwspółcześniać” czy „przepisywać” Nesbø. Wręcz przeciwnie – to ekranizacja wierna i świadoma własnych korzeni.

Harry Hole to bardzo dobry kryminał, który nie redefiniuje gatunku, ale wykorzystuje jego najmocniejsze elementy z dużą sprawnością. To serial mroczny i brutalny, a jednocześnie bardzo wciągający, choćby jeżeli czasem aż za bardzo polega na dobrze znanych schematach. Po latach nieudanych prób Jo Nesbø w końcu doczekał się ekranizacji, której jego bohater po prostu potrzebował. A to już samo w sobie jest niemałym sukcesem.


fot. główna: materiały promocyjne

Idź do oryginalnego materiału