Happy Together

filmweb.pl 23 godzin temu
Zdjęcie: plakat


Dobre seriale są na wagę złota – te ulubione możemy najpewniej policzyć na palcach obydwu rąk. Kiedy się pojawiają, robią z nas swoich zakładników; każą niecierpliwie czekać na kolejne odcinki, kompulsywnie powtarzać wyemitowane do tej pory epizody i zamieszczać w mediach społecznościowych kadry z ulubionych scen, czekając, aż nasi znajomi w końcu nas zablokują albo dołączą do fanklubu. jeżeli jesteście głodni produkcji telewizyjnych z prawdziwego zdarzenia, "Gorąca rywalizacja" może okazać się więcej niż strzałem w dziesiątkę.

Connor Storrie
  • Sabrina Lantos

Kanadyjski serial to ewenement w skali światowej, czarny koń, na którego prawie nikt nie chciał postawić, a który jednym ruchem zawłaszczył rząd dusz. Pozbawiona większego budżetu, promocji oraz znanych nazwisk produkcja z marszu stała się najgorętszym serialowym tytułem ubiegłego roku w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, gdzie miała premierę. Reszcie świata narobiła zaś niemałego apetytu. Duża w tym zasługa fanów literackiego pierwowzoru, książki "Heated Rivalry" autorstwa Rachel Reid (a w zasadzie Rachelle Goguen), wyczekujących na ekranizację swojego ulubionego romansidła i namiętnie podbijających oglądalność. Ale tytuł ten pokochali przecież także widzowie (ja) niedysponujący jakąkolwiek wiedzą o miłosnych perypetiach dwóch sportowców. W czym zatem tkwi jego fenomen?

Fabuła jest iście minimalistyczna. Jak sam tytuł wskazuje, rzecz dotyczy rywalizacji, konkretnie między dwiema wschodzącymi gwiazdami hokeja zacięcie walczącymi o tytuły, puchary i punkty: Rosjaninem Ilyą Rozanovem (Connor Storrie) oraz Kanadyjczykiem Shane'em Hollanderem (Hudson Williams). Ci, którzy liczą na łyk wiedzy z zakresu omawianej dyscypliny, mogą być nieco zawiedzeni. Sportu (na szczęście) nie jest tu za dużo. Głównym silnikiem narracji jest bowiem rodzące się między rywalami uczucie, początkowo mające kształt cielesnej fascynacji, ale wiadomo, im dalej w las, tym więcej drzew. W zaledwie sześciu odcinkach sportretowanych zostaje dziewięć lat ich relacji – gorącej (jak implikuje druga część tytułu), niełatwej, czasami asymetrycznej oraz wymagającej cierpliwości i kompromisów. Relacji, której kibicujemy od pierwszej wymiany spojrzeń i która często trzyma na krawędzi fotela (konieczne może okazać się oglądanie na stojąco – emocje większe niż w sporcie, gwarantuję).

Hudson Williams, Connor Storrie
  • Sabrina Lantos

Szczególnie iż to związek zbudowany na kontrastach. Shane jest introwertykiem, dojrzałość emocjonalną zawdzięczającym wspierającym go rodzicom (Christina Chang i Dylan Walsh). Ilya ma mniej szczęścia – jego rosyjska rodzina to z jednej strony despotyczny ojciec z demencją (Yaroslav Poverlo), z drugiej czekający wyłącznie na kolejne przelewy z Ameryki brat (Slavic Rogozine). O rozmowach o emocjach możemy zapomnieć, o jakimkolwiek coming-oucie tym bardziej. W takich warunkach nie ma miejsca na szczere rozmowy, szczególnie te związane z emocjami. Noszona przez niego maska łobuza to nic innego jak unikający styl przywiązania, mający podłoże także w śmierci matki we wczesnym dzieciństwie. Ale przy adekwatnej osobie tę maskę w końcu można zdjąć.

"Gorąca rywalizacja" nie jest jednak tylko banalnym romansidłem. To produkcja, która bardzo trafnie punktuje nieheteronormatywną rzeczywistość w środowisku sportowym. Z jednej strony chcielibyśmy, żeby kino traktowało queerowość organicznie i odeszło od dość archaicznego portretowania jej przez pryzmat homofobii. Jednak wiadomości, jakie dostają odtwórcy głównych ról od "siedzących w szafie" zawodowych sportowców, nie pozostawiają złudzeń. To ciągle najbardziej odporny na zmiany system, konsekwentnie wspierający patriarchalne status quo. Narodowa Liga Hokeja (ale też inne frakcje) nie sprzyja różnorodności, promuje jeden model życia, zmuszając tym samym zawodników do ukrywania swojej tożsamości seksualnej. Dobitnie ilustruje to wątek innego bohatera z uniwersum Rachel Reid, Scotta Huntera (François Arnaud). Dojrzały, znany i utalentowany hokeista przeżywa miłość swojego życia, ale robi to po cichu, w czterech ścianach. Nakładanie na kolorowe, otrzymane w prezencie od partnera skarpetki szarych, sportowych staje się cichym symbolem zakrywania prawdziwej skóry – pod naporem heteroseksualnego kanonu. "It's A Man's Man's Man's World" – tutaj nie ma miejsca na inność i uczucia, jest miejsce tylko na banery sponsorów i kolejne trofea na półkach. Serial tym samym przypomina, jak ogromną wagę mają coming-outy ludzi znanych, z pozycją, jak wiele sił do walki dają one całej tęczowej społeczności. Oraz jak najważniejsze jest wsparcie najbliższych – rodziny, przyjaciół i oczywiście osób partnerskich.

  • Sabrina Lantos

Nie można także nie docenić odwagi i bezkompromisowości w portretowaniu przez autorów relacji homoseksualnej. Zanim twórca serialu Jacob Tierney powierzył jego produkcję kanadyjskiemu serwisowi streamingowemu Crave, szukał szczęścia między innymi na rynku amerykańskim. Na próżno. Stany (ale też Kanada) okazały się wyjątkowo pruderyjne i tchórzliwe: sugerowano pokazanie ewentualnych kontaktów fizycznych między bohaterami dopiero w piątym odcinku. Co jest o tyle zabawne, iż najbardziej odważny queerowy serial w historii, czyli amerykańsko-kanadyjskie "Queer as Folk", miał premierę już ćwierć wieku temu.

"Gorąca rywalizacja" dała tym samym prztyczka w nos Hollywood, pokazując, iż bez finansowego i promocyjnego zaplecza "Gry o tron" czy "Stranger Things" można w ekspresowym tempie zbudować silną społeczność fanów. Że nie liczą się ambicje bycia wielkim tytułem, ale szczerość wobec widzów i wobec siebie. Frazy "I am coming to the cottage" czy "stupid canadian wolf bird" nabrały wymiaru ikonicznych, a sam "cottage" stał się symbolem emocjonalnego zaopiekowania, odwagi oraz gotowości na relację. I okazało się, iż to właśnie tego wszyscy pragną – i potrzebują. Mimo iż produkcja obfituje w odważne sceny seksu, to nie one są źródłem fiksacji heteroseksualnych kobiet, będących półżartem półserio znaczną częścią grupy odbiorców. Tym, co uwiodło tłumy, było obnażenie męskiej wrażliwości. Nie nagość wyrzeźbionych treningami ciał, ale nagość duszy.

Connor Storrie
  • Sabrina Lantos

Tierney zresztą bardzo odważnie zmienia sposób portretowania relacji Shane’a i Ilyi, od pewnego momentu pozostawiając poza kamerą to, co wabiło w pierwszych odcinkach. Można powiedzieć, iż narracyjnie serial zmienia się wraz z bohaterami, nabiera dojrzałości, obrasta emocjami. Całości hołduje moja ulubiona zasada "less is more", w której telewizyjne mistrzostwo osiągnęła Julie Andem w serialu "Skam". Choć norweska produkcja ma znacznie bardziej rozwiniętą warstwę obyczajową, obydwie wymykają się typowej konstrukcji opartej na konflikcie i skupiają przede wszystkim na relacjach i komunikacji, a robią to w sposób świeży, pozbawiony klisz i narracyjnych zapchajdziur, do jakich przyzwyczaiła nas większość tasiemców. Dzięki temu otrzymujemy esencję, z którą możemy korespondować na wielu poziomach.

Nie ma jednak dobrego serialu bez trafionego castingu. W końcu choćby najlepiej rozpisane postacie i wątki może położyć marna obsada. Tierney postawił na mało znane nazwiska i chwała mu za to. Connor Storrie i Hudson Williams to duet idealny – w ostatnim czasie pod kątem ekranowej chemii mogą z nimi rywalizować tylko Magalie Lépine Blondeau i Jonathan Cohen, odtwórcy głównych ról w komedii romantycznej Alice Vial "Dusza idealna" (2025). Williams ma na koncie niemal 40 ról w filmach krótkometrażowych i serialach telewizyjnych. Jego obecność jest ważna również ze względu na reprezentację aktorów o azjatyckich korzeniach. Portfolio Storriego jest nieco mniejsze, natomiast mainstreamowa publiczność może go pamiętać z filmu "Joker: Folie à Deux" (2024) Todda Phillipsa, gdzie, mając do dyspozycji zaledwie kilka minut w epizodzie, dał spektakularny popis swoich umiejętności. Dla serialu zaś nauczył się języka rosyjskiego i wypracował charakterystyczny akcent, tak wiarygodny, iż większość ekipy była pewna, iż jest on rodowitym Rosjaninem. Za chłopakami daleko w tyle nie zostaje reszta obsady, szczególnie François Arnaud w roli Scotta Huntera oraz Robbie G.K. grający jego partnera, Kipa. Uwodzą oni zarówno charyzmą, jak i wrażliwością, budząc równie ciepłe uczucia, co odtwórcy głównych ról.

Kolton Stewart, François Arnaud
  • Sabrina Lantos

W tej beczce miodu jest jednak łyżka dziegciu. W obliczu toczącej się wojny w Ukrainie sporym problemem może okazać się dawanie jakiejkolwiek przestrzeni (komercyjnej czy artystycznej) Rosjanom. Bo niby w tle zła, homofobiczna Rosja, ale z przodu dobry obywatel – taki do przytulenia i pokochania. Mimochodem nieco ociepla to wizerunek cancellowanego na arenie międzynarodowej od 2022 roku kraju – choćby jeżeli Ilya swojej ojczyzny nienawidzi. Sam stosunek imperialistycznego mocarstwa do homoseksualizmu jest tu potraktowany dość powierzchownie, apolitycznie, jako tło do romansu, czemu trochę trudno się dziwić – "Gorąca rywalizacja" nie jest w końcu pozycją diagnostyczną, ale rozrywkową, traktującą pewne kwestie jako środek do celu, a nie cel sam w sobie. Podejście Ameryki Północnej do konfliktu rosyjsko-ukraińskiego jest też zgoła inne niż europejskie. Do tego sam literacki pierwowzór został wydany przed wybuchem wojny. Oczywiście w obecnej sytuacji można było przepisać postać Rozanova na inną narodowość, ale pozycja Rosji w światowym hokeju jest na tyle znacząca, iż straciłoby to pierwotny sens. Ponadto w kolektywnej zachodniej zbiorowości jawi się ona jako siedlisko wszelkiego zła, idealnie kontrastujące z progresywną Kanadą.

François Arnaud, Robbie G.K.
  • Sabrina Lantos

Sytuację ratuje nieco narodowość obsady, przez co do Tierneya można mieć mniej pretensji niż do Seana Bakera i jego "Anory" (2024). Wcielający się w postać ojca Rozanova Yaroslav Poverlo jest Ukraińcem, Connor Storrie – rodowitym Amerykaninem, a Slavic Rogozine, choć urodził się w Rosji, wychował i pracuje w Kanadzie. Ksenia Daniela Kharlamova, czyli serialowa Svetlana, aktorka i modelka rosyjsko-karaibskiego pochodzenia, której pradziadkiem był radziecki hokeista Valeri Kharlamov, choć uczyła się i pomieszkiwała w Sankt Petersburgu, na świat przyszła w Toronto. Czy jest to wystarczające usprawiedliwienie, pozwalające spokojnie oddawać się rozkoszom oglądania? Nie wiem. Warto jednak odnotować fakt, iż Ilya Rozanov stał się ikoną rosyjskiej (i nie tylko) społeczności queerowej. W Rosji zaś za oglądanie "Gorącej rywalizacji" można ponieść karę – póki co tylko finansową, ale przecież niezbadane są fantazje postradzieckich przywódców.

Moja miłość do "Gorącej rywalizacji" nie była tą od pierwszego wejrzenia, ale tą, o którą warto było walczyć i która przetrwała. Początkowe hook-upy, mimo iż miłe dla oka, wydawały się niczym więcej niż soft p*rno bez fabuły. Miałam też poczucie, iż nieheteronormatywność i wzorce męskości w świecie sportu traktowane są zbyt naskórkowo. Iskra pojawiła "dopiero" się w trzecim odcinku. Musiałam uderzyć się w pierś za brak wiary, bo społeczne lekcje twórcy nadrobili – i to z nawiązką. Podobnie jak Gilles Lellouche w "Beating Hearts" (2024) przenicowali zgrane motywy, zamieniając rozpacz w nadzieję. Queerowym bohaterom dali przyszłość, na którą ci zasłużyli. I podobnie jak Julie Andem w "Skam" pokazali, iż nie ma takiego hejtu i strachu, którego nie byłaby w stanie zwyciężyć miłość.

Ksenia Daniela Kharlamova, Kaden Connors
  • Sabrina Lantos

Mimo iż w moim osobistym rankingu najważniejszym, przełomowym queerowym serialem na zawsze pozostanie "Queer as Folk" wraz ze swoim głównym bohaterem, Brianem Kinneyem – jedną z najlepiej skonstruowanych (i zagranych!) postaci w historii produkcji telewizyjnych – "Gorąca rywalizacja" jest tuż za nim. Sztuka być może nie jest w stanie zmienić świata, ale ta dała nam choć na chwilę wiarę w lepsze jutro, a ukrywającym swoją orientację sportowcom z różnych dyscyplin odwagę do wyznania prawdy o sobie – i jest to wartość, której nie da się zmierzyć żadną miarą.
Idź do oryginalnego materiału