Hamnet – przedpremierowa recenzja filmu. Żałoba niejedno ma imię

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Nie jest łatwo mówić o śmierci dziecka. W popkulturze ten temat przewijał się już wielokrotnie, z różnym skutkiem. Tym razem na warsztat wzięła go Chloé Zhao. Hamnet, luźno inspirowany osobistą tragedią dramatopisarza Williama Szekspira, jest uniwersalną opowieścią o żałobie i wielu jej obliczach. Co prawda nie płakałam podczas projekcji, ale seans poruszył we mnie delikatnie i wrażliwe struny.

Hamnet to historia małżeństwa – Agnes i Williama, których idylliczne wspólne życie dość gwałtownie zostało zburzone przez tragiczne wydarzenia. Ich syn, tytułowy Hamnet, umiera, co całkowicie odmienia rodzinę. Losy Szekspirów są tylko luźną inspiracją do ponadczasowej opowieści o stracie i żałobie. Tak jak twórcy podkreślają, iż nie robili filmu dokumentalnego, w związku z czym kostiumy nie zawsze oddają realia Anglii w czasach szekspirowskich, tak samo udowadniają, iż nie o historyczną prawdę tutaj chodzi, a o uczucia i próbę dotknięcia tematu, który do tych łatwych zdecydowanie nie należy.

Samo imię i nazwisko najbardziej znanego na świecie dramatopisarza pada tak naprawdę dopiero na koniec filmu. Wcześniej William jest bezimienny, w odróżnieniu od wszystkich innych postaci. Jest to interesujący zabieg, który nadaje historii uniwersalności, a także pozwala odwrócić uwagę od Szekspira i skupić się na jego żonie Agnes. Kobieta dostała tutaj zdecydowanie więcej czasu w ekranie, a rola wykreowana przez Jessie Buckley zasługuje na wszystkie nagrody sezonu. Agnes jest niezależna, ale pełna czułości i wrażliwości. Jest autentyczna zarówno jako zakochana młoda kobieta, jak i spełniona matka. Ponadto daje prawdziwy popis aktorski na najwyższym poziomie, kiedy Agnes traci syna.

Paul Mescal jako Szekspir tworzy tło dla Agnes i dzieci. William sam też jest w domu nieobecny, bowiem małomiasteczkowość mu nie służy i niedługo rozpoczyna pracę w Londynie. Początkowo marzy o tym, iż ściągnie do stolicy rodzinę, ale dość gwałtownie przekonuje się, iż jego żona najlepiej się czuje blisko natury i nie śpieszno jej do życia w wielkim mieście. Tak samo jak różne podejście do życia mają Agnes i William, tak samo w inny sposób przechodzą przez proces żałoby. I nie ma tutaj dobrych ani złych zachowań, bo Hamnet udowadnia, iż każdy ma prawo przepracowywać stratę po swojemu.

Kadr z filmu Hamnet

Przy produkcji w reżyserii Chloé Zhao pracowała polska ekipa. Chyba każdy słyszał już o legendarnej zupie Tomka Sternickiego, brygadzisty planu, o której Jessie Buckley wspominała przy okazji odebrania Złotego Globu dla najlepszej aktorki. Jednak zdecydowanie najjaśniejszym polskim akcentem jest Łukasz Żal i jego fenomenalne zdjęcia. Operator jest znany ze swoich czułych i pełnych uduchowienia kadrów. Hamnet jest filmem malowniczym, pięknym w swojej prostocie, a przy tym kamera śledzi losy bohaterów w intymny, ale nienarzucający się sposób. To nie pierwszy raz (i prawdopodobnie nie ostatni), w którym Łukasz Żal zachwyca swoją wrażliwością.

Hamnet jest produkcją wzruszającą, ale początkowo obawiałam się, iż będzie wyłącznie wyciskaczem łez. Na szczęście film jest pod tym względem wyważony. Pierwsza część skupia się na rozwoju relacji między Agnes a Williamem, co tworzy portret związku interesującego i pełnego wzajemnego zrozumienia wbrew różnicom. I chociaż tematyka utraty dziecka jest trudna, a scena śmierci Hamneta poruszająca, to nie uroniłam podczas pokazu ani jednej łzy. Być może osoby, które są rodzicami odczuwają to zupełnie inaczej, ale osobiście nie przeżyłam tej straty tak intensywnie, jak się spodziewałam.

Kadr z filmu Hamnet

Nie poruszyła mnie również scena finałowa, czyli katharis, którego doświadczają główni bohaterowie podczas przedstawienia Hamleta. Sekwencja bardzo mi się dłużyła, a co za tym idzie dość gwałtownie mnie wymęczyła. Na niekorzyść działają również fragmenty dramatu w tłumaczeniu Paszkowskiego, bo jednak zdecydowanie bardziej przystępny i naturalny jest dla mnie Barańczak. Niestety Hamnet ma kilka trudnych w odbiorze momentów, w których sceny są przeciągane. I pomimo wszechobecnej wrażliwości może się tu wkraść ziewnięcie. Są to jednak nieliczne fragmenty i można je śmiało twórcom wybaczyć.

Fot. główna: kadr z filmu Hamnet

Idź do oryginalnego materiału