W ostatnich latach w Polsce pojawia się co raz więcej artystów i zespołów odnoszących sie do tradycyjnych brzmień polski i zachodnioeuropejskich. Jednymi z takim rekonstruktorów jest polsko-białoruska formacja Hajda Banda. Artyści koncertują po całej Europie promując rdzenne dźwięki Polesia. O między innymi folku, tradycji i zmieniającej się wizji muzyki korzeni z Darią Butskayą i Pawłem Iwanem rozmawiał Wojciech Miśkiewicz.
Wojciech Miśkiewicz: Uważacie, iż w dzisiejszych czasach muzyka dalej łączy? W swojej twórczości odwołujecie się do tej tradycyjnej, wschodnioeuropejskiej kultury muzycznej. Podlaskiej, białoruskiej.
Daria Butskaya: My jesteśmy chyba z tych, co łączą pokolenia, ludzi o różnych gustach. To iż zagramy podczas Great September, to też jest dowodem na to, iż z taką muzyką – akustyczną, bliską tradycji – można trafić wszędzie. Pokazać ludziom w ogóle, iż taka muzyka istnieje, bo myślę, iż sporo osób w ogóle o tym nie wie.
Paweł Iwan: Łączy, łączy. Gramy muzykę z pogranicza. Z definicji ona łączy różne kultury wschodu i zachodu. W ogóle to jest też muzyka, która zawsze łączyła. My ją lubimy grać do tańca. W tańcu ludzie się pięknie łączą mimo wszelkich różnic.
W.M. W ostatnich latach jako społeczeństwo, mówię tutaj o Polsce właśnie, dojrzeliśmy do tego, żeby sięgnąć do tych korzeni? Za czasów PRL-u ludowość była mocno promowana, ale to raczej w przaśnym, niezbyt wyrafinowanym stylu.
D.B. Wydaje mi się, iż to jest taki moment też odczarowania tej muzyki. Ten czas PRL-u, to kojarzenie tej muzyki tylko i wyłącznie z popularnymi zespołami pieśni i tańca. W Polsce te zespoły przetworzyły dawną muzykę w sposób ekstremalny – eliminując nie-klasyczne instrumenty z akompaniującym zespołom orkiestr, zastępując dawny sposób śpiewu śpiewem chóralnym, eliminując ludową różnorodność tanecznego kroku zunifikowanej, baletowej choreografii. Do tego w tej ideologii ZPIT zupełnie normalne było to, iż wykonujesz folklor polski wszystkich regionów. Jakby spojrzeć na to ogólnie, to choćby zespoły tego typu z ZSRR nie były w tym szlifowaniu folkloru tak radykalne! My chcemy wracać do sedna tej muzyki. Tradycyjne instrumenty, taneczna forma i takie domyślne doświadczenie publiczności, współczesna wrażliwość każdego z nas.
P.I. Rzeczywiście, za czasów naszych rodziców taka muzyka była trochę cringe’owa, wręcz wstydliwa, wiejska. A nikt nie chciał być ze wsi w latach 90. Teraz na szczęście to się zmieniło. Najlepsze imprezy, jakie ja pamiętam w życiu, to właśnie były imprezy do takiej muzyki. Także szczęśliwie dla nas, też trochę za naszym udziałem to się zmienia.
W.M. A skąd wy osobiście wzięliście zainteresowanie tego typu muzyką? Gatunków muzycznych, podgatunków mamy na pęczki.
D.B. Ja z dzieciństwa, z festiwalu w Jarosławiu, festiwalu muzyki dawnej, na który zabierała mnie występująca tam Mama, Svetlana Butskaya. Miałam styczność już jako trzylatka… albo czterolatka z taką muzyką i tak już zostało. Można powiedzieć, iż inicjacja odbyła się bez mojej specjalnie świadomej decyzji. Każdy z nas trochę inaczej, w innym momencie swojej życiowej drogi się zainteresował muzyką takiego typu, ale łączymy te historie. (śmiech).
P.I. Daria się roześmiała, bo my spotkaliśmy się właśnie w Jarosławiu. Ja pochodzę z Jarosławia, w którym od ponad 30 lat jest festiwal muzyki dawnej. Na tym festiwalu się muzycznie wychowałem, jeszcze zanim poznałem Darię. Niewątpliwie, jako zbiorowość, naród, z różnych powodów i na różne sposoby uciekaliśmy od tych dźwięków w różne inne gatunki muzyczne. Koniec końców jednak, czym skorupka nasiąkła za młodu, tym na starość trąciła i w tym momencie historii na większą skalę wracamy do tego co lokalne i, kiedyś, nasze.
W.M. Powracające zainteresowanie tak zwaną muzyką korzeni w naszym kraju, spaja Polaków regionalnie? W poprzednim systemie dążono do pewnego ujednolicenia folkloru. Przeciętny odbiorca raczej nie analizował i rozróżniał brzmienia Podlasia od choćby kaszubskiego. Też w latach 90 i w pierwszej dekadzie XX wieku na rynku swoisty immunitet na folk miały brzmienia około góralskie, na przykład Zakopower i Golec uOrkiestra.
P.I Zazdrościmy, tak szczerze, góralom tego w jaki sposób oni podchodzą do tradycyjnej muzyki i w jaki sposób swoją kulturę zachowują. Natomiast muzyka góralska to nie jest jedyna muzyka tradycyjna w Polsce, o czym się często zapomina i czego się pewnie tak bardzo nie widzi w mediach. Polska to duży i bardzo bogaty w różne tradycje kraj. Wystarczy pojeździć. Te same pieśni, te same tańce, wykonuje się zupełnie inaczej w obrębie choćby tego samego województwa. Jest ogromna różnorodność, z której powinniśmy być dumni i tożsamość powinniśmy czerpać z jak najbardziej lokalnych źródeł.
W.M. Dopytam o wasz wewnętrzny świat w zespole. Nie mieszkacie w jednym miejscu, jesteście porozrzucani po Polsce. Jak to wpływa na wasz warsztat, kontakt, czy podczas koncertów, czy też między występami?
D.B. Czasem spotykamy się na całodniowej próbie, do której się zbieramy się kilka miesięcy. Był sezon, każdy miał dużo planów, my też mieliśmy wspólnie koncerty. Aktualnie jest łatwiej, bo trzy osoby z czterech w zespole mieszkają w Warszawie na stałe, a jedynie Paweł dojeżdża albo z Krakowa, albo z Jarosławia. Chyba ma najaktywniejsze z nas życie zawodowe i rodzinne, gra też z różnymi lokalnymi projektami, więc jest to trochę wyzwanie.
P.I I tak jest dużo łatwiej niż jeszcze 10-15 lat temu! (śmiech) Pociąg z Krakowa do Warszawy jedzie 2,5-3 godziny. W 3 godziny jesteś w Warszawie, w wygodnych warunkach sobie jadąc, pracując na komputerze, śpiąc, czytając, czy robiąc cokolwiek. Więc nie jest to aż takie trudne.
W.M. A taka organizacja pracy wpływa też na to, iż staracie się ten czas wykorzystać w 100%? Macie go mniej, i przez to jest on paradoksalnie wartościowszy dla Was jako instrumentalistów, czy też po prostu muzyków?
D.B. Tak, zdecydowanie. Chyba bardziej doceniamy, choć też mieliśmy taki okres, iż spotykaliśmy się co tydzień. To był sam początek naszego istnienia, bo musieliśmy się zgrać. Teraz czujemy, iż jesteśmy ze sobą dotarci. Pracujemy też nad nowym repertuarem, nad następną płytą.
W.M. Czy wy czujecie pewną misję przypominania, pokazywania, prezentowania tej muzyki etnicznej, jej korzeni, muzyki ze wschodu Polski? Czy raczej po prostu robicie to, bo lubicie, macie przyjemność, a ten walor edukacyjny jest dla was na dalszym planie?
D.B. Dobre pytanie. Wydaje mi się, iż raczej ten drugi tryb. Ja chyba najbardziej ze wszystkich czuję więź z tym regionem, z pograniczem, z Białorusią, gdzie się urodziłam. Natomiast wydaje mi się, iż tak czy inaczej spotykamy się bardziej po to, żeby wspólnie grać. Potem jest to, iż faktycznie ta muzyka jest trochę zapomniana i pomysł był taki, żeby akurat te dźwięki odczarować i przypomnieć. Trudna misja, na hasło „muzyka z Podlasia” ludzie i tak w pierwszej kolejności myślą o disco polo.
P.I Potwierdzam. Jesteśmy tutaj jednak bardziej dla własnej zabawy, dla własnej przyjemności. Przyjemności i obcowania i grania na żywo dla ludzi. To, iż to jest misja, to chyba wyszło przypadkiem. Ja też nie jestem pewien, czy my bardzo wprost realizujemy to zadanie! Nie gramy dokładnie tak, jak ludzie grali na wsi. W sumie choćby nie za bardzo się staramy tak grać. Porównując z nagraniami źródłowymi to jest więcej niż jasne. Filtrujemy dawny materiał przez naszą wrażliwość i nasze doświadczenia muzyczne. Do tego stopnia, iż jeżeli wpada nam nagranie kogoś, kto gra jakiś kawałek z naszego repertuaru, to od razu słyszymy czy kopiuje nasze rozwiązania, nasze warianty melodyczne i aranżacje, czy samodzielnie wykonał pracę z nagraniami albo poznał kawałek w bezpośrednim przekazie od kogoś innego. Zajmujemy się tradycyjnym tańcem, śpiewem i graniem od lat, wychowaliśmy się na takiej muzyce, mamy bagaż koneserów gatunku, ale nie próbujemy jeden do jednego odtworzyć dźwięków z początku XX wieku.
W.M. Pytanie, czy w ogóle można w takim razie odtworzyć jeden do jednego taką muzykę. Nie ma wbrew pozorom, aż tak mocnych źródeł do których możemy się odnosić. Przecież jeszcze 100 czy 150 lat nie było takich możliwości technicznych i raczej mało kto, poza wyjątkowymi folklorystami jak Oskar Kolberg tym się zajmował.
D.B. I tak i nie. Nie mogę się do końca zgodzić. Mamy dużo materiałów z Białorusi. W latach 90 ubiegłego wieku nagrano i zabezpieczono setki godzin nagrań z muzyką ludową. Jest to masa repertuaru i inspiracji dla twórczości. Nagrano ludzi, którzy grali sprawnie, śpiewali przez całe życie i właśnie w latach 90-tych było to badane. Choć jak Paweł wspomniał, nigdy nie było tak, iż braliśmy z konkretnego nagrania 100%. To co robimy, wydaje mi się, jest pewnym sposobem rekonstrukcji, operujemy wszak takimi samymi instrumentami. Ale to nigdy nie będzie idealne „xero”, bo ludzie, którzy się wychowali w mieście, nigdy nie zaśpiewają, tak jak ludzie, którzy mieszkają na wsi przez całe życie. Można próbować, ale też chyba nie jestem zwolenniczką takiego „xerowania”.
W.M. Chociażby biały śpiew, który jest techniką zarezerwowaną wręcz dla tego brzmienia.
D.B. Tak. Biały śpiew próbujemy naśladować, ale oczywiście tak jak Paweł wspomniał, to przechodzi przez naszą wrażliwość. Ale na pewno nie można powiedzieć, iż jesteśmy tradycyjnymi śpiewakami.
P.I. Tutaj też muszę powiedzieć, iż bardzo kibicujemy takim rekonstruktorom. Są rzeczywiście takie zespoły w Polsce, które próbują i starają się jakby jeden do jednego rzeczywiście odtworzyć i maniery wykonawcze i język też. Ale my to robimy właśnie trochę po swojemu. Jest to imponujące, jak instrumentaliści próbują rzeczywiście jeden do jednego naśladować. Gram na cymbałach, a to jest taki instrument, który daje bardzo dużo wolności. Bardzo dużo różnych rzeczy tam można zagrać i w różny sposób. Ale nie gram w taki sposób dokładnie, w jaki grali cymbaliści, czy białoruscy, czy podlascy. Jestem przede wszystkim sobą.











![Wakacyjne wspomnienia przyniosły im nagrody! Znamy laureatów konkursu dla najmłodszych [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/wspomnienia_z_wakacji_2026_00.jpeg)



