Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu – czy Baby Yoda ma moc przyciągania widzów do kina? Drodzy fani Star Wars, dobrze się dzieje w Galaktyce. Tylko w marudach mroczna strona mocy silna jest…
Prognozy katastrofy finansowej, linczujący krytycy, niski wynik z box office… chrzanić to! „Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu” to po prostu dobry film. Dobry, i to wystarczy. Owszem, wygląda jak kilka połączonych odcinków serialu „The Mandalorian” z ekstra budżetem. Owszem, fabuła jest prosta do bólu (jak zawsze w Stars Wars) – Mando musi wykonać kolejne zlecenie, dorwać bandziora i chronić Grogu – i co z tego? To są po prostu Gwiezdne Wojny. Dużo fajnego „piu piu piu”, fikuśni kosmici na każdym kroku, skoki w nadświetlną, śmiganie od planety do planety w wysłużonych pojazdach, które w kluczowych momentach szwankują. Jest humor, są wzruszenia, głupiutkie droidy i śmieszne stworki. Jest klimat kosmicznego westernu i kina nowej przygody. Mamy pościgi, walki i strzelaniny, a akcja jest gęsta i do kwadratu, w powietrzu, na lądzie i pod wodą. A przede wszystkim mamy tu przyjaźń silniejszą niż Imperium, która sprawia, iż bliscy skaczą za sobą w ogień. Czego chcieć więcej?
Gwiezdne Wojny: Mandalorian i Grogu„Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu” – moc dobrej zabawy. This is the way!
Dostałem to czego chciałem. Znowu poczułem się jak dziecko z oczami przyklejonymi go ekranu. Lata mijają, a ja oglądając Star Wars, przez cały czas jestem jak Baby Yoda z rozdziawionym pyszczkiem podczas podróży kosmicznych. To nie jest produkcja wybitna, nie zmienia galaktycznego status quo. Nie ma tu mieczy świetlnych, jedi ani sithów. Serial-film nie przywróci równowagi w Galaktyce. Wiem, iż nie jest wielkim i ważnym wydarzeniem w świecie Gwiezdnych Wojen. Ale mam to gdzieś, bo po prostu dobrze się bawiłem. Czułem magię Star Wars. Wyszedłem z sali kinowej z wielkim uśmiechem na twarzy. This is the way!
Mandalorian i Grogu – moc dobrej zabawyJeśli ktoś lubi serial „The Mandalorian” (szczególnie pierwszy sezon), będzie zachwycony. Tym bardziej, iż za muzykę przez cały czas odpowiada Ludwig Goransson. jeżeli ktoś chce pójść z dziećmi do kina na przyjemną i bezpieczną kosmiczną przygodę o walce dobra ze złem – this is the way! jeżeli chcecie więcej Grogu, marsz do kina – zielony koleżka zyskuje sprawczość i wraz ze swoim gangiem słodziaków przejmuje pałeczkę w drugiej części filmu („starzy chronią młodych, by później młodzi mogli chronić starych”). jeżeli lubicie easter eggi z uniwersum Star Wars, kupcie od razu bilet na dwa seanse – są znane postacie, bronie, kultowe pojazdy. Jest tego sporo. jeżeli jednak nigdy nie widzieliście choćby jednej produkcji z uniwersum Gwiezdnych Wojen i nie chcecie ginąć przygnieceni jego ciężarem, spokojnie możecie obejrzeć Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu”. Na luzie wszystko ogarniecie. To po prostu świetnie opowiedziana prosta historia.
Jeśli szukacie „brudniejszych” Gwiezdnych Wojen – zapraszam do kina. Tu choćby szyby kosmicznych rzęchów są brudne (ślady wycieraczek). Widać, iż ten postimperialny świat sporo przeszedł i życie w nim to nie bajka. Jest autentyczny, zardzewiały i poharatany. To nie bezduszna makieta wymuskana w komputerze. jeżeli chcecie więcej efektów praktycznych, zamiast CGI, to film dla was.
Jeśli w domu, podczas oglądania serialu na Disney+, wszystko was rozprasza, warto iść do kina i dać się w pełni porwać w nadświetlną. Ta przygoda zdecydowanie wchłania i wciąga. Czułem, iż jestem w pełni w tym szalonym świecie, od bazy Nowej Republiki, po bagnistą planetę Huttów i niemal cyberpunkowe miasta.
Odetnijcie się od recenzji, oczekiwań, youtuberów i prognoz box office. Po prostu idźcie do kina i poczujcie moc dobrej zabawy. Galaktyka to wciąż świetne miejsce pełne przygód.
Film zanotował imponujący wynik w serwisie Rotten Tomatoes. Produkcja wystartowała z 88% pozytywnych ocen od publiczności, co jest w tej chwili najlepszym wynikiem spośród wszystkich filmów Star Wars z ery Disneya. To rezultat wyższy niż osiągnęły: Przebudzenie Mocy, Łotr 1 czy Skywalker. Odrodzenie.
pisze naekranie.pl o filmie „Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu”
Mandalorian i Grogu, nowe Gwiezdne WojnyOsiołkowi w żłoby dano
Gdyby ktoś lata temu powiedział mi w jakiej erze Gwiezdnych Wojen przyjdzie mi żyć w XXI wieku, powiedziałbym, iż przedawkował Przyprawę. Nowa Trylogia, seriale aktorskie, seriale animowane, świetne gry wideo – cóż za dobrobyt! „Przebudzenie Mocy” moim zdaniem świetnie uchwyciło ducha trylogii Georga Lucasa. Genialny i dorosły „Andor” (+”Rouge One”) pokazujący rebelię z innej strony, mroczny i epicki serial „Maul – mistrz cienia”, świetna przygoda dla najmłodszych w „Załodze Rozbitków”, esencjonalne dla Star Wars przygody Mandalorianina i Grogu. jeżeli ktoś chce więcej mieczy świetlnych, proszę bardzo, „Ahsoka”, gdzie na dodatek mamy świetnego złola, który gdyby rządził Imperium, pozamiatałby Rebelię i Jedi przed drugim śniadaniem. Pewnie choćby są tacy jak ja, którzy marzą, by nakręcono drugi sezon serialu „„Księga Boby Fetta”.
Jest w czym wybierać! Żyć nie umierać! A jednak fani Star Wars przebierają jak w ulęgałkach.
Najlepsze czarne charaktery z seriali – Admirał Thrawn – Ahsoka/Gwiezdne WojnyZapanowała moda na narzekanie. Narzekanie się klika. Fani Gwiezdnych Wojen, którzy marudzą od rana do nocy, tak naprawdę sami nie wiedzą czego chcą. „Andor” – nie ma mieczy świetlnych, za poważnie, za mało przygody i głupotek. „Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu” – źle, bo za dużo lekkiej przygody i głupotek. Serial „Obi-Wan Kenobi„, choćby jeżeli nie był tak zły jak się mówi, i tak marudy stratują go w owczym pędzie. Powrót do starych klimatów i nostalgia – źle, bo nic nowego. Coś nowego – źle, bo to nie klasyczne Gwiezdne Wojny. Tych oczekiwań nie spełnią choćby największe kosmiczne bitwy i pojedynki na miecze świetlne.
Może to nie z nowymi Gwiezdny Wojnami jest problem, a z wami, marudy? Mroczna strony mocy silna w was jest.
Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na
Facebooka i















