Maya Hawke zdradziła, iż nowa płyta, „Maitreya Corso”, ma być początkiem zupełnie nowego etapu w jej karierze.
W najnowszej rozmowie z „Los Angeles Times”, Hawke otwarcie opowiedziała o swoich muzycznych frustracjach i przyznała, iż przez lata nie potrafiła czerpać euforii z wydawania własnych albumów. Gwiazda serialu „Stranger Things” zdradziła wyznała, iż przy poprzednich albumach bardzo gwałtownie traciła entuzjazm. Dotyczyło to wydawnictw „Blush” z 2020 roku, „Moss” z 2022 roku oraz „Chaos Angel” z 2024 roku:
Przy każdym poprzednim cyklu albumowym dochodziłam do momentu premiery i po prostu nienawidziłam tej płyty. Byłam po prostu wykończona internetem i byciem osobą publiczną. Nie miałam choćby ochoty niczego promować.
Przy okazji nowego krążka postanowiła jednak całkowicie zmienić swoje podejście do wydawania muzyki:
Próbowałam zbudować ten cały proces tak, żeby był dla mnie przyjemny. I wygląda na to, iż działa
Maya Hawke podkreśliła też, iż nie chce iść w stronę typowej kariery popowej.
Nie jestem tancerką. Nie chcę być gwiazdą pop i wykonywać układów tanecznych. Nie mam potężnego głosu jak Adele. Kiedy stałam na scenie i po prostu śpiewałam, czułam się bardziej jak na wieczorze poetyckim.
Przed rozpoczęciem pracy nad „Maitreya Corso” postawiła sobie istotny warunek. Chciała pisać wyłącznie takie utwory, które sama będzie mogła wykonywać na scenie:
Jeśli miałam zrobić kolejną płytę, musiałam grać na gitarze i pisać piosenki, które sama potrafię zagrać.
Nowy album ukazał się 1 maja nakładem Mom + Pop Music. Płyta zawiera 13 utworów, w tym singiel „Devil You Know”. Nad materiałem Maya Hawke pracowała wspólnie ze swoim mężem Christianem Lee Hutsonem oraz multiinstrumentalistą Benjaminem Lazarem Davisem. Produkcją i realizacją zajął się Jonathan Low, wieloletni współpracownik artystki.












