Guru – przedpremierowa recenzja filmu. Emocjonalna ekstrema

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Kultura wiecznej optymalizacji: wstawaj wcześniej, zaczynaj dzień od medytacji, rozwijaj biznes, działaj, zawsze do przodu, bez obaw i wątpliwości. Takie treści trafiają do nas w mediach społecznościowych, ale na nich się nie kończy. Coraz więcej osób szuka autorytetów, którzy podadzą receptę na sukces. Jak w czasach gry na emocjach definiujemy coaching? Jak reagujemy, kiedy zaczyna przypominać sektę? Te pytania zadaje Guru.

We Francji toczy się żywiołowa debata publiczna na temat prawnej regulacji zawodu coacha, która ma wprowadzić obowiązek zdobycia dyplomu z psychologii. Najbardziej medialna osobowość francuskiego coachingu — Matt Vasseur — nie posiada choćby matury, ale gromadzi wokół siebie grupę wyznawców, która na zewnątrz prezentuje się niemal jako sekta. Guru podąża za karierą Matta w debatę publiczną od strony zamiłowania wyznawców i obiekcji władzy ustawodawczej.

Poznajmy Matta w momencie, kiedy jest na szczycie. Na jego seminaria przychodzą tłumy, mówią o nim media, pieniądze leją się strumieniami, a jego team jest równie wierny jak jego klienci. Ustawa regulująca coaching to dla niego niemal personalny atak. Jest numerem jeden we Francji, a teraz państwo chce odebrać mu prawo do wykonywania zawodu – prawo, które zdobył od zera, „od pucybuta do milionera”.

Guru porusza interesujące aspekty coachingu. To wciąż zawód, który duża część społeczeństwa postrzega raczej negatywnie. Co więcej, film mocno zestawia coaching z sekciarstwem, podkreśla pewne podobieństwa, takie jak operowanie emocjami, presja działania i prowadzenie tłumu dzięki konkretnych fraz. Droga Matta od popularnego francuskiego coacha do pełnoprawnego amerykańskiego guru to pretekst do rozmowy o manipulacji, ekstremalnych emocjach i charyzmatycznych liderach.

Póki przyglądamy się podejściu Matta do własnej społeczności, szczególnie w okresie zmian prawnych, film bardzo intryguje. Wątek legislacyjny obnaża słabość coacha numer jeden, także wobec ślepo wpatrzonych w niego ludzi. On może wierzyć, iż ma klientów, ale w rzeczywistości posiada wyznawców. Widzimy, jak bezgranicznie wierzą oni w szczerą zażyłość, ale też zaglądamy w jej budowanie „za kurtyną”. Przyglądamy się technikom manipulacyjnym, coachingowi jako modelowi biznesowemu i samej postaci charyzmatycznego przywódcy.

Fot. Materiały prasowe

W pewnym momencie filmu ciężar przekłada się jednak jeszcze bardziej na Matta jako jednostkę, a nie jako przedstawiciela kontrowersyjnego zawodu. Chcąc przeważyć szalę na swoją stronę, składa fałszywe zeznania przeciw bratu: jako ofiara przemocy domowej wypada wiarygodniej ten, który odniósł sukces mimo traumy. Od tego momentu to wybory Matta, jego relacje rodzinne i jego osobowość sceniczna są głównym przedmiotem filmu, który ociera się o kino akcji.

Dla mnie osobiście to pierwsza połowa filmu wypada lepiej. Guru porusza nieoczywisty temat, robi to z pomysłem i wyczuciem, a przede wszystkim, zmusza do refleksji. Komu ufamy? Co jest autentyczne, a co wyreżyserowane? Jakim autorytetom powierzamy swoje obawy i decyzje? To nie tylko rozmowa o coachingu czy sekcie, ale o podatności na manipulację i skrajne emocje.

Fot. Materiały prasowe

Kiedy przechodzimy na Matta jako jednostkę, film nie staje się może mniej ciekawy, ale zmienia się w opowieść z pogranicza dramatu, akcji, a choćby gangsterki. Tworzy to spójną całość i ma sens w tej historii, ale spycha debatę społeczną na dalszy plan. Szczerze mówiąc, czuję żal, iż Guru jest filmem, a nie miniserialem. Niektóre aspekty produkcji aż chce się pogłębić, jak na przykład różnice między francuskim a amerykańskim podejściem do coachingu. W takiej formie, w jakiej otrzymaliśmy ten film, jest on świetnym punktem wyjścia do dyskusji, ale zdecydowanie nie wyczerpanym tematem.

Chociaż w recenzji skupiam się na historii i skłonieniu do refleksji, muszę docenić również warstwę wizualną. To świetnie zrealizowana produkcja, która w przemyślany sposób wykorzystuje ujęcia, światło i kolory. Kamera pokazuje Matta wchodzącego w rolę guru w dynamicznym ruchu 360 stopni, w krótkich ujęciach i oślepiającym oświetleniu. Jego przyziemna strona to z kolei chłodny gradient, statyczne ujęcia, minimalizm. Dynamiczne przedstawienie guru odzwierciedla bycie razem z wyznawcami w publiczności, wśród świateł i dudniącej muzyki. Film naśladuje więc emocje, które odkrywają istotną w rolę w percepcji coacha.

Guru zdecydowanie warto obejrzeć, niezależnie od poziomu zainteresowania tematyką coachingu, sekt, czy manipulacji. To nieoczywista produkcja, która zostaje na dłużej i staje się pretekstem to ciekawych rozważań. Do tego nie robi tego jak ślamazarny dokument, ale w pełni angażuje i nie pozwala oderwać wzroku od ekranu. Pozycja obowiązkowa!

Premiera filmu Guru już 26 czerwca w kinach.

Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z Galapagos Films. Dziękujemy!

Fot. główna: Materiały prasowe.

Idź do oryginalnego materiału