Gubiąc się w doznaniach – relacja z The Infinite Now w Berlinie

nowamuzyka.pl 17 godzin temu

Tego jeszcze nie było – trzydzieści godzin w Kraftwerk Halle. Oto nasza relacja z wyjątkowego wydarzenia.

Berliński Atonal od dawna przyzwyczaił fanów do eksperymentalnych formatów muzycznych, ale The Infinite Now organizowane tym razem w kolaboracji z polskim Unsoundem, było doświadczeniem unikatowym. Nie był to bowiem klasyczny festiwal, a 30-godzinny eksperyment muzyczno-wizualny wraz z możliwością noclegu na terenie festiwalu. Bardziej więc przypominał wejście do postapokaliptycznej strefy zawieszonej gdzieś pomiędzy instalacją artystyczną, ambientowym rytuałem a snem po końcu świata.

Już od pierwszych godzin atmosfera była specyficzna. Wchodząc do Kraftwerk Halle przy przestrzennych ambientach pozostawiało się za sobą istniejący świat i wkraczało w przestrzeń poza czasem, gdzie dzień nie różnił się od nocy, a muzyka grała nieustannie. Na wejściu uczestnicy dostawali małe lampki i opaski na oczy. Ludzie powoli schodzili się do monumentalnego Kraftwerk Halle, niektórzy niemal od razu układali się na łóżkach polowych, przykryci kocami, śpiworami czy kołdrami. W ogromnej brutalistycznej przestrzeni wyglądało to surrealistycznie – jak tymczasowe schronienie albo obóz ludzi przeczekujących katastrofę.

Muzyka nie ustawała ani na moment, wprowadzając w stan półsnu i zawieszenia. Ktoś spał, ktoś siedział nieruchomo wpatrzony w światła, ktoś czytał książkę, inni krążyli powoli po hali niczym zombie. Całość miała w sobie coś bardzo onirycznego i niepokojącego, w ciemnościach hali nie było wiele widać, jedynie punkciki świetlne otrzymanych lampek, przez co ludzie stawali się anonimowi.

To właśnie ten aspekt był najbardziej szczególny – The Infinite Now nie próbowało być komfortowe. Wręcz przeciwnie, budowało atmosferę lekkiego wyczerpania i dezorientacji, oderwania od rzeczywistości. Z jednej strony, mijając osoby w klapkach i dresach, myjące zęby w festiwalowej łazience zaczynało się oswajać i zadomawiać mroczną przestrzeń Kraftwerk Halle, z drugiej jednak strony niepokojąca muzyka, brutalistyczna betonowa przestrzeń i instalacje wizualne przywoływały skojarzenia z apokalipsą czy marzeniami sennymi. Światy mieszały się.

Pozostawiona na zewnątrz rzeczywistość przedzierała się jednak brutalnie na teren festiwalu poprzez wizualizacje i instalacje artystyczne. Podczas robienia zakupów w tzw. „30 godzinnym kiosku”, takich jak poduszka i owoce, można było oglądać nadawane live na wielkim ekranie przesłuchania polityków dotyczące Gazy. Budziło to z pewnością uczucie czegoś niekomfortowego, kontrastowego, ale też poruszającego i ciekawego, co przywoływało psychoanalityczną kategorię „niesamowitego” [unheimlich/uncanny] doświadczenia, które nie daje się ująć w jasne ramy.

Projekcje te nie były centralnym punktem programu, ale stale wracały gdzieś w tle, tworząc poczucie, iż ten oniryczny świat nie istnieje w oderwaniu od rzeczywistości. Obrazy ludzi śpiących pod kocami w betonowej hali zaczynały niepokojąco kojarzyć się z obozami uchodźców czy tymczasowymi schronieniami. Festiwal nie dawał prostego komentarza politycznego, ale budował bardzo intensywny emocjonalny kontekst.

Muzycznie całość była bardziej rozbudowaną narracją niż zbiorem oddzielnych występów. Sety płynnie przechodziły jeden w drugi, zmieniając temperaturę emocjonalną przestrzeni. Bardzo mocny początek stworzyła Caterina Barbieri – jej występ był mroczny, chóralny, momentami niemal liturgiczny. Drony odbijały się od betonowych ścian Kraftwerku jak dźwięki kościelnych organów, pojawiały się sakralne wokale, a później całość stopniowo przechodziła w coraz cięższe i bardziej apokaliptyczne brzmienia zakończone potężnymi bębnami. W tej przestrzeni działało to niemal fizycznie. Szkockie dudy w występie Bridghe Chaimbeul rozedrgały leżące ciała, przeszywając je od środka, a nocne sety Paula Jebansama czy Kali Malone zatopiły jeszcze bardziej w półśnie.

Na uwagę zasłużył także projekt Scotta Gibbonsa i Romeo Castelluciego, który należał z pewnością do najbardziej sakralnych momentów całego weekendu. Performance, gdzie ludzie stali się żywymi dzwonami, motyw wody i gestów przywołujących skojarzenia z chrztem czy religijnym rytuałem wprawiły w mistyczny nastrój.

Przez większość czasu festiwal funkcjonował w leniwym, sennym tempie. Ludzie dryfowali pomiędzy scenami, zatrzymywali się na godzinę albo pięć minut, wracali na łóżka polowe. W niedziele jednak spragnieni intensywniejszej energii mieli okazje udać się do klubu Ohm, gdzie grały także żywsze rytmy.

Najmocniejszy okazał się jednak niedzielny wieczór. Wtedy festiwal zaczął wyraźnie eskalować. Od hipnotycznego 3-godzinnego eksperymentalnego występu Marginal Consort atmosfera stopniowo gęstniała, aż do wejścia Keiji Haino. Jego gitarowy performance przypominał lawinę dźwięku – ciężką, surową i niemal przytłaczającą. Momentami kojarzył się z monumentalnością Sunn O))), ale jednocześnie pozostawał bardzo improwizowany i organiczny.

Po tej eskalacji energię świetnie odbudował Actress. Nagle w tej sennej, ambientowej przestrzeni pojawiły się wyraźniejsze bity i rytm, a publiczność jakby wróciła do życia po wielu godzinach dryfowania. Bardzo ciekawie wypadł też projekt z udziałem polskiego muzyka 2K88 z Rainy Millerem i Biancą Scout – bardziej dream popowy, melodyjny, wybudzał z drzemek i wzywał pod scenę, dając chwilę lekkości po wielu godzinach ciężkich dronów i eksperymentalnych struktur.

Najbardziej kompletnym i przemyślanym setem całego weekendu był jednak występ Terrence’a Dixona. Budowany niezwykle cierpliwie, z perfekcyjnie kontrolowanym rozwojem napięcia, muzyk poprowadził widownię przez całą gamę emocji i energii wraz z świetnymi efektami świetlnymi. Minimalistyczne struktury rozwijały się powoli, światło pracowało przestrzennie i subtelnie, a całość miała hipnotyczny flow, który idealnie podsumowywał charakter całego festiwalu.

The Infinite Now było z pewnością wydarzeniem unikatowym, przez trzydzieści godzin Kraftwerk Halle zamienił się w surrealistyczną przestrzeń wspólnego czuwania, zmęczenia i zanurzenia w dźwięku. Nie chodziło o komfort, a o hipnotyczne doświadczenie poza czasem i przestrzenią, które było jednak przerywane niepokojącymi komentarzami politycznymi.

Organizm gubił się w tych doznaniach, nie wiedząc czy chce się w tym zostać i zanurzyć głębiej czy uciekać na światło dzienne do normalnego życia. To budziło wiele pytań zarówno społeczno-politycznych, jak i egzystencjalnych, ale bez jasnych odpowiedzi.

Jakie jest miejsce sztuki, muzyki w odniesieniu do tragicznych wydarzeń na świecie? Co to o nas mówi, iż bawimy się przy piwie słuchając o ofiarach wojen? Czy można bezkarnie uciec w świat fantazji, ominąć wymogi życia codziennego i zatopić się w niekończących się doznaniach estetycznych i zmysłowych? Czy powinniśmy się bać apokalipsy, czy może właśnie już bierzemy w niej udział?

I właśnie dlatego ten The Infinite Now zostaje w głowie dużo dłużej niż większość typowych festiwali i koncertów.

Foto: Camilla Blake, Frankie Casillo i Joanna Chwiłkowska.

Idź do oryginalnego materiału