Grzybica mózgu – „Skażenie” [RECENZJA]

filmawka.pl 1 dzień temu

Fuzja horroru i komedii bywa wyśmienita, ale z natury jest mieszanką wyjątkowo ryzykowną. Umiejętnie połączone oddziałują z nadzwyczajną intensywnością – śmiech i strach wchodzą w synergię, podwójnie elektryzując widza. Natomiast brak odpowiedniego wyczucia proporcji i realizacyjna nieudolność gwałtownie obracają ten mariaż w nie lada test cierpliwości. Niestety, wręcz podręcznikowym przykładem takiego gatunkowego wykolejenia jest Skażenie – film będący dotkliwą skazą w karierze uznanego scenarzysty Davida Koeppa. Co czyni tę produkcję tak sromotnym fiaskiem?

Fabuła wyrasta z naprawdę absurdalnego źródła, więc trzymajcie się mocno. Jej osią jest niezwykle groźny, wysoce zaraźliwy grzyb, mutujący w zawrotnym tempie i z niebywałą skutecznością. Cel intruza jest banalnie prosty: przejąć kontrolę nad umysłami jak największej liczby organizmów, by ostatecznie doprowadzić do anihilacji nosicieli. Biologiczny pasożyt zostaje umieszczony przez wojsko w ściśle tajnym, podziemnym laboratorium. Główna część akcji rozgrywa się jednak już po sprzedaży obiektu i przekształceniu go w magazyn. Pewnego dnia zaraza wydostaje się na powierzchnię. Erupcja tej rządowej tajemnicy uderza w nieszczęśników na nocnej zmianie – ekscentrycznego duetu pracowników magazynu, Travisa i Naomi. W starciu z intruzem towarzyszyć im będzie Robert Quinn, emerytowany specjalista od bioterroryzmu, gotowy stawić czoła zagrożeniu, z którym zetknął się już wcześniej.

fot. „Skażenie” / materiały dystrybucyjne Samuel Goldwyn Films

Trzeba przyznać, iż sam koncept mógłby stanowić solidny fundament dla rewelacyjnej produkcji klasy B, jednak cała warstwa realizacyjna nieubłaganie obniża jego potencjał. Reżyseria jest wręcz uderzająco anemiczna, przez co niemożliwym staje się poczucie jakiejkolwiek emocji portretowanej na ekranie. Choć film operuje szeroką, intensywną skalą emocjonalną – od szoku, przez strach, po sarkazm – Jonny Campbell przygląda się wydarzeniom i bohaterom z niezdarną obojętnością, tworząc swój przesłodzony cyrk grozy, pozbawiony choćby jednego efektywnego jump scare’a, nie wspominając już o długotrwałym napięciu. Kiczowate efekciarstwo, będące wynikiem przestrzelonej ambicji – zwłaszcza w postaci powtarzających się sekwencji ukazujących, jak grzyb infekuje układy anatomiczne – prowadzą jedynie do coraz niższych kręgów jakościowego piekła. Ironicznym jest fakt, iż choćby nurkowanie kamerą w głąb postaci nie czyni ze Skażenia prawdziwie trzewiowego widowiska.

Winę za tak słaby efekt ostateczny ponosi również sam David Koepp. Cały scenariusz to jedna wielka postmodernistyczna zgrywa, w której czerstwa ironia jest tak przytłaczająca, iż praktycznie nic nie wybrzmiewa autentycznie – ani bohaterowie, ani snuta opowieść. Akumulacja żenująco lekceważących one-linerów postaci, wypowiadanych w obliczu jakiegokolwiek zagrożenia, powoduje, iż oczy widza przewracają się same z siebie. Za to wizerunek zakażonych w Skażeniu to jakieś najgorsze pomyje po Świcie żywych trupów. Tam również występują katatoniczne, otępiałe istoty, jednak miały swój sens jako obiekt ostrej satyry, a ich nagromadzenie wywoływało klaustrofobiczny lęk. W Skażeniu to tylko zapyziałe marionetki, które pogłębiają znużenie odbiorcy. Wisienką na torcie tej scenariuszowej impotencji jest niedotrzymana obietnica: akcja rozkręca się bardzo wolno, jakby zapowiadając, iż zmierza ku spektakularnej, porywającej kulminacji, która ostatecznie nigdy nie nadchodzi. Efekt końcowy wywołuje więc nudę, zmieszaną z irytacją.

fot. „Skażenie” / materiały dystrybucyjne Samuel Goldwyn Films

Całość nie rozpada się do cna tylko dzięki solidnej pracy aktorskiej na pierwszym planie – Joe’owi Keery’emu i Georginie Campbell udaje się zachować w swojej ekranowej relacji choćby okruchy chemii. Mimo to Skażenie sromotnie zawodzi jako połączenie horroru i komedii, które zamiast się uzupełniać, wchodzą sobie nawzajem w paradę. Film nie straszy ani nie śmieszy, a przy napisach końcowych automatycznie wyparowuje z głowy. Ostatecznie Skażenie niestety okazuje się kompletnie nieudaną rewitalizacją ducha kinowego campu. jeżeli tak ma wyglądać współczesne kino gatunkowe, to AI już na ten moment spełnia jego wszelkie standardy.

Korekta: Krzysztof Kurdziej
Idź do oryginalnego materiału