Przy okazji ogłoszenia nowego podcastu Grzegorza Krychowiaka we współpracy z RMF FM wracamy do premiery jego czteroodcinkowego serialu dokumentalnego Krychowiak. Droga na szczyt. Pod koniec listopada piłkarz opowiedział Martynie Janasik dla film.org.pl o porażkach, presji, ambicjach i rodzinie – oraz o tym, dlaczego Mount Everest stał się metaforą jego kariery. Teraz oddajemy tę rozmowę w wasze ręce.
Serial dokumentalny Krychowiak. Droga na szczyt to osobista opowieść o karierze jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich piłkarzy. Grzegorz Krychowiak wraca w nim do swoich sukcesów, porażek i momentów zwątpienia, a także pokazuje kulisy życia rodzinnego i drogę, jaką przeszedł, by znaleźć się na sportowym szczycie. W rozmowie z Martyną Janasik opowiada o emocjach związanych z reprezentacją, trudnych doświadczeniach w klubach, wspinaczce na Mount Everest i planach na przyszłość.

Na wstępie bardzo ci dziękuję, iż znalazłeś dla mnie czas.
Czysta przyjemność.
Zobaczymy po wywiadzie, powiesz mi po wywiadzie. Ale jadąc na to spotkanie, przyszło mi do głowy pytanie, bo przejeżdżałam obok Stadionu Narodowego. I uwaga – będzie
pierwszy strzał w kolano – nie jestem fanką piłki nożnej, ale uwielbiam rozmawiać ze sportowcami ze względu na charakter, który pozwala wam dojść na szczyt. I pierwszy raz, mijając Stadion Narodowy, poczułam ogromną ekscytację, bo kurde – jadę na wywiad z typem, który tam grał. A ty? Co czujesz, gdy dziś przejeżdżasz obok tego miejsca?
Wiele wspomnień. choćby ostatnio, przy okazji promocji serialu, byliśmy na stadionie i to był jeden z niewielu momentów, kiedy byłem tam, ale nie na boisku. zwykle ten stadion kojarzy mi się z zupełnie inną perspektywą.
Uważasz, iż dało ci to jakąś wielką lekcję?
Akurat Stadion Narodowy nie, bo tam praktycznie zawsze były pozytywne emocje. Ale było wiele trudniejszych momentów w mojej karierze – porażki, błędy, które popełniałem. Starałem się wyciągać z nich wnioski. To porażki uczą. Pokazały mi coś zupełnie innego.
Ten etap w PSG, gdzie po raz pierwszy i ostatni na dłużej byłem rezerwowym – teraz mam zupełnie inne spojrzenie na zawodników rezerwowych. Jakie to jest trudne dla zawodnika, który nie gra. Tracisz pewność siebie, spojrzenie innych zawodników i trenera jest inne.

To co byś im powiedział? Tym rezerwowym zawodnikom?
Żeby brali się do roboty.
Bo na każdego przychodzi jego pięć minut?
Nie. Żeby zmienić to, iż jesteś rezerwowym, trzeba wejść na boisko, pracować ciężej i udowodnić trenerowi, iż się pomylił – sportowo, piłkarsko. A nie mieć złe podejście.
Choć wtedy, jak nie grałem, kilka brakowało, żeby był ogień i bijatyki. Dopiero z czasem zacząłem do tego podchodzić inaczej. Na początku było ciężko to zaakceptować, potem tego nie rozumiałem, a później, kiedy myślałem, iż już wszystko powinno być lepiej, pokazali mi drzwi i mi podziękowali.
Doszedłem do wniosku, iż nie jestem pierwszym ani ostatnim zawodnikiem, któremu nie wyszło w danym klubie.
No ale ciężko powiedzieć, iż w ogóle ci nie wyszło w piłce.
Nie, nie. W tej konkretnej drużynie. Ja jestem bardzo spełnionym zawodnikiem. Szczęśliwym. To, co osiągnąłem, zwłaszcza iż wyciągnąłem z tej piłki dużo więcej, niż
pozwalał mi talent. To była ciężka praca, wyrzeczenia, różne rzeczy. Teraz, kiedy skończyłem karierę, jestem z niej naprawdę dumny.
W dokumencie mówisz, iż na najwyższym poziomie porażka jest nieakceptowana. A czy nie jest tak, iż porażka jest wpisana w rozwój zawodnika?
Zgadzam się, iż na boisku jest remis, wygrana albo przegrana. Ale jak zaczyna się sezon w największych klubach, masz tylko trzy cele: wygrać ligę, zdobyć puchar i wygrać Ligę Mistrzów. jeżeli tego nie zdobędziesz, sezon jest porażką.

To jak znaleźć motywację na kolejny sezon?
Cele na nowy sezon są te same.
Czyli terminujemy?
– Dokładnie. Kontynuujesz, pracujesz dalej. W sporcie zwykle jest tylko jeden zwycięzca. choćby jak dojdziesz do finału i przegrasz, wygrywa tylko jedna drużyna.
Dlaczego mówiłeś, iż 100 meczów w reprezentacji było ważniejsze niż 98?
Dlatego, iż zależało mi, żeby było właśnie 100. Były rozmowy o pożegnalnym meczu, ale powiedziałem, iż nie chcę grać, jeżeli miałbym mieć 101 występów. Jakby to wyglądało? Wiedziałem, iż koniec mojej kariery reprezentacyjnej idzie w tym kierunku i byłem z tego zadowolony.
Zawsze staram się znaleźć jakiś łącznik między sobą a rozmówcą. W naszym przypadku było mi to trudno zrobić. Nie dlatego, iż nie jestem fanką piłki nożnej – bo rozmawiałam chociażby z Kubą Błaszczykowskim czy Wojtkiem Szczęsnym, więc możemy powiedzieć, iż znam się z twoimi kadrowymi kolegami. Ale kiedy włączyłam dokument, wszystko stało się jasne. Okazuje się, iż mamy dokładnie to samo marzenie – wejście na Mount Everest.
Ja nie mam takiego marzenia w dokumencie.

No tak, ty po prostu to robisz. Stawiasz cel.
To mogę powiedzieć o celu. Moje marzenie jest zupełnie inne, ale tak – cel to jest coś wyjątkowego. To wyjątkowa przygoda. Stawiając sobie cele i później je realizując, naprawdę jesteśmy szczęśliwi. Zachęcam ludzi do robienia takich rzeczy, bo wielu wydaje się to szaleństwem, a bardzo dużo osób tam wchodzi. I wraca.
Nie wszyscy wracają, ale wracają.
Trzeba robić to z odpowiednimi osobami i mieć z tyłu głowy coś takiego, iż w razie złej pogody trzeba zawrócić i wrócić za rok. To jest trudne.
I to jest ta lekcja, którą sportowcy odrabiają co sezon.
Tak. I to jest trudne, zwłaszcza jeżeli chodzi o finanse, bo masz takie podejście: „nieważne, nieważne, nieważne”, ale przede wszystkim trzeba myśleć o tym, iż może coś się wydarzyć i trzeba do tego podejść odpowiedzialnie.
Za sekundkę wrócę do tego, iż mnie poprawiłeś – iż to nie było twoim marzeniem, tylko celem – bo wiem, co powiedziałeś potem w dokumencie a propos marzeń.
Mam nadzieję, iż pani się nie obraziła.

Nie, absolutnie. Natomiast zaczęłam o Mount Evereście mówić dlatego, iż jestem ciekawa, czego on jest metaforą dla mnie, a czego dla ciebie. Dlaczego akurat ta góra?
Myślę, iż ta góra jest metaforą nie tylko dla mnie, ale dla wielu ludzi. To pokazuje, iż tylko od nas zależy, jak daleko, jak wysoko zajdziemy. Jest wiele osób ambitnych i na koniec dnia bardzo dużo zależy od nas.
To jest kręgosłup całej historii w tym serialu, który pokazuje moją karierę w niestandardowy sposób – przez wspinaczkę. Cały czas się w czymś pniemy do góry. Czasem mamy dni aklimatyzacji: wchodzimy 300–400 metrów, żeby potem się cofnąć i zacząć od nowa, z nową siłą.
Dzisiaj ktoś mi to powiedział – iż rzeczywiście były takie momenty: starasz się, idziesz do przodu, a nagle musisz zrobić kilka kroków wstecz, żeby znowu iść dalej.
Ktoś mi kiedyś powiedział, iż w dążeniu do celu nie chodzi o to, żeby do niego dojść, tylko o to, żeby się nie poddać w drodze do niego.
Też, też, to prawda. Myślę, iż wielu ludzi, oglądając ten serial, zobaczy nie tylko stronę kariery czy pracy, ale też relacje rodzinne – z tatą, z braćmi. Zależało mi, żeby to był szerszy przekaz niż tylko oglądanie piłkarza, który coś osiągnął. Piłka to tylko zawód.
Bardzo mnie cieszy, iż to poruszyłeś, bo oglądając pierwszy odcinek, napisałam do mojego partnera, iż to będzie dla mnie najważniejszy dokument tego roku pod względem rozwoju osobistego. Jesteś fajnym przykładem tego, iż „idź dalej, a będzie ci
dane”. Co chciałbyś, żeby przeciętny widz, który nie zna super twojej kariery,wyciągnął dla siebie z tego serialu? Jaką lekcję? Z czym chcesz go zostawić? Po co to zrobiłeś?
Bardzo miłe słowa z pani strony. choćby nie ma problemu, iż już jest prawie grudzień, więc został tylko miesiąc.
Jestem dziennikarką filmową, jest dużo produkcji – obejrzałam twoją.
Doceniam to bardzo, ale nie mam jakichś wielkich oczekiwań. To jest po prostu moja historia. jeżeli ktoś coś z niej wyciągnie i wdroży do swojego życia, sprawi mi to dużą przyjemność. Chciałem zrobić autentyczny serial, który pokaże, iż za piłkarzem stoi człowiek, rodzina i różne relacje – te lepsze i gorsze momenty.
A gdyby pojawił się telefon z twojego klubu marzeń, jak u Wojtka Szczęsnego, co byś zrobił?
Powiem tak: ja z mordy nie robię chleba jak Wojtek, ale z drugiej strony taki telefon nie zadzwoni, więc łatwiej mi to powiedzieć. Historia Wojtka jest jak z Hollywood – siedzisz w domu, grasz w golfa, palisz papierosa i nagle dzwoni FC Barcelona. Wracasz do gry – to coś fantastycznego. Życzę mu z całego serca, żeby wygrał Ligę Mistrzów, bo wtedy będzie mógł usiąść obok mnie i cieszyć się z europejskiego pucharu, którego mu jeszcze brakuje.
Ale ja pytałam o ciebie. Mówisz, iż ten telefon nie zadzwoni – bo nie wierzysz w siebie czy dlatego, iż chcesz już zamknąć ten rozdział?
Myślę, iż każda osoba, gdyby zadzwoniła Barcelona, poszłaby do Barcelony. To jest tak oczywiste, iż każdy piłkarz by wrócił do gry. Ale to tylko gdybanie. Takie sytuacje zdarzają się raz na 10 lat.
Co teraz przed tobą?
Realizowanie tego serialu tak mi się spodobało, iż chciałbym to robić w przyszłości. Poznałem naprawdę utalentowanych ludzi. Już zaczęliśmy pracę nad kolejnym programem, ale tym razem nie o mnie. Efekty zobaczymy dopiero w przyszłym roku.
Każdy wywiad kończę tak samo, więc i tutaj zapytam: gdyby powstał fabularny film o tobie, kto by cię zagrał?
Jeśli DiCaprio byłby zajęty, to ja bym wziął tę odpowiedzialność.
Dziękuję ci bardzo. Dokładnie takiej odpowiedzi się spodziewałam.


















