Ludzie zawsze chronili swe domostwa na dwa sposoby: praktyczny i symboliczny. Pierwszy to wszelkiego rodzaju grodzenia, zamki, zasuwy, rygle czy łańcuchy w drzwiach, okiennice i kraty w oknach. Swego czasu z narastającym zdziwieniem obserwowałem mury otaczające wille i domy jednorodzinne w eleganckiej dzielnicy São Paulo. Niezależnie od imponujących parametrów (trzy metry wysokości to norma) praktycznie wszystkie zwieńczone były poskręcanymi drutami kolczastymi, jakie znamy z widoków więzień lub wojennych okopów. Wytłumaczono mi, iż to u nich najbardziej skuteczny sposób na nieproszonych gości.
Oczywiście postęp techniczny zrobił swoje. Mamy już nie tylko antywłamaniowe rolety, pancerne szyby, ale też skomplikowane systemy monitoringu i alarmów, z takimi cudami jak inteligentna telewizja przemysłowa, kamery termowizyjne i multispektralne, kontrolę dostępu opartą na biometrii, bariery laserowe itd. W samym tylko Londynie w publicznej przestrzeni umieszczonych jest blisko milion (!) kamer CCTV, co zamienia powoli kwestię bezpieczeństwa w problem inwigilacji. Można powiedzieć, iż współczesne lary i penaty to raczej cyborgi niż duszki.
Symboliczny – lub magiczny – sposób chronienia domostw to z kolei wiara w owe duszki, które niekiedy należało dopieszczać (jeśli dobre), kiedy indziej zaś odstraszać (jeśli złe).



