Grindcore’owa terapia uderzeniowa – Napalm Death roznieśli Progresję

strefamusicart.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: Napalm Death (20)


Wtorkowy wieczór ( 17 Luty 2026 ) w warszawskiej Progresji zapowiadał się intensywnie, ale nikt nie mówił, iż będzie aż tak bezlitośnie. Zanim jednak ze sceny popłynęły pierwsze dźwięki, udało nam się złapać na rozmowę samego Marka „Barneya” Greenwaya – spokojnego, skupionego i bardzo serdecznego gościa, który dosłownie kilka godzin później zamienił się w sceniczne tornado. Ten kontrast idealnie oddaje naturę zespołu, który od dekad łączy bezkompromisową muzykę z równie bezpośrednim przekazem.

Dopelord – hipnotyczny ciężar na dobry początek

Wieczór otworzył Dopelord i był to start z gatunku tych, które od razu ustawiają klimat koncertu. Gęste, lepkie od przesterów riffy powoli wypełniały salę, a pulsujący, doomowy groove wciągał coraz więcej osób pod scenę. Ich brzmienie – monumentalne, a jednocześnie selektywne – stworzyło psychodeliczny fundament pod to, co miało nadejść później. Publiczność kołysała się w rytm kolejnych numerów, jakby to był osobny, zamknięty w sobie rytuał. Idealne, ciężkie otwarcie.

Dopelord/ 17.02.2026/ Progresja, Warszawa

The Varukers – powrót do korzeni UK punk

Kiedy na scenie pojawili się The Varukers, sala momentalnie dostała zastrzyk surowej, ulicznej energii. Dawno nie widziałem i nie słyszałem starego, dobrego brytyjskiego punka w takiej formie – bez zbędnych ozdobników, za to z brudem, szybkością i bezpośredniością, które są esencją gatunku. Krótkie, intensywne numery wpadały jeden po drugim, a pod sceną zrobiło się naprawdę gęsto. To był set, który przypomniał, skąd w ogóle wzięła się cała ta ekstremalna scena.

Varukers/ 17.02.2026/ Progresja, Warszawa

Whiplash – thrashowa maszyna z 40-letnim stażem

Whiplash wpadli na scenę jak rozpędzony pociąg i nie było mowy o braniu jeńców. Niesamowicie żywiołowy koncert – tym bardziej imponujący, gdy uświadomimy sobie, iż to zespół z ponad czterdziestoletnim stażem. Klasyczny, bezkompromisowy thrash metal w najczystszej postaci: galopujące tempa, ostre jak brzytwa riffy i refreny stworzone do wspólnego wykrzykiwania. Kontakt z publicznością był natychmiastowy, a energia płynąca ze sceny tylko podkręcała temperaturę na sali.

Whiplash/ 17.02.2026/ Progresja, Warszawa

Napalm Death – totalna detonacja

I w końcu oni – Napalm Death. Mój pierwszy raz na ich koncercie i… potężny wpier***! Od pierwszych sekund było jasne, iż to nie będzie zwykły występ, tylko pełnowymiarowy grindcore’owy atak. Lawina dźwięku, tempo balansujące na granicy chaosu i absolutnie nieprawdopodobna intensywność.

Największe wrażenie zrobił na mnie Barney. Gość przy niemal 57 latach na karku porusza się po scenie tak, jakby grał swój pierwszy koncert – skoki, wymachy, charakterystyczna, niemal zwierzęca ekspresja i ta nieustanna, pulsująca energia. To nie jest zwykłe „dobre frontmanowanie” – to czysta, pierwotna siła, której można tylko pozazdrościć. Każdy kolejny numer był jak cios prosto w klatkę piersiową, a publiczność odpowiadała tym samym: młyn pod sceną nie zwalniał ani na moment.

Zespół brzmiał potężnie i selektywnie, a set był przekrojem przez dekady ich działalności – od klasycznych grindcore’owych wybuchów po cięższe, walcowate fragmenty. Między utworami Barney jak zawsze dorzucał kilka słów do publiki, utrzymując ten specyficzny balans między wściekłością a świadomością, z którego Napalm Death słyną od lat.

Napalm Death/ 17.02.2026/ Progresja, Warszawa

Tego było trzeba

Wyszedłem z Progresji kompletnie szczęśliwy. Tego dokładnie było mi trzeba w ten wtorkowy wieczór – potężnej dawki hałasu, energii i koncertu, który przypomina, dlaczego w ogóle chodzi się pod scenę. jeżeli ktoś jeszcze miał wątpliwości, czy po tylu latach można wciąż grać tak intensywnie – ten występ rozwiał je wszystkie.

A, no i, nazi punks – fuck off!

Kacper

Idź do oryginalnego materiału