Pachnąć lekkością.
Gregory Uhlmann jest gitarzystą, kompozytorem i producentem pochodzącym z Chicago, choć mieszkającym w tej chwili w Los Angeles. Znamy go z genialnej grupy SML, z którą w ubiegłym roku wydał dla mnie jeden z najlepszych albumów poprzedniego sezonu, pt. „How You Been”. Zresztą ich debiutancki krążek „Small Medium Large” (2024) także sporo dobrego przyniósł. W 2025 roku International Anthem opublikowała jeszcze wyśmienity materiał tria Gregory Uhlmann, Josh Johnson i Sam Wilkes „Uhlmann Johnson Wilkes”.
Gregory Uhlmann, fot. Joyce Kim To tylko drobny, ale jakże znaczący wycinek z dorobku tego niezwykle oryginalnego artysty. Początki Uhlmanna wiążą się z pozycją współlidera eksperymentalnego zespołu indie Fell Runner z Los Angeles, który ugruntował jego status na scenie zachodniego wybrzeża po przeprowadzce z Chicago. Współpracuje również jako stały członek grup Perfume Genius, Hand Habits oraz zespołu towarzyszącego Annie Butterss podczas nagrań i tras koncertowych. Należy też przypomnieć jego duety: Duffy x Uhlmann współtworzony z Meg Duffy z Hand Habits czy Water Map z Dustinem Wongiem.
Dzięki ukazującej się płycie „Extra Stars” skupiamy się na twórczości solowej Uhlmanna obejmującej zarówno zmysłowo zaaranżowane kompozycje folkowo-kameralne, jak i piękne, abstrakcyjne utwory instrumentalne inspirowane eksperymentalnym jazzem. Tę nową muzykę artysty świetnie ujęła wytwórnia International Anthem, nazywając ją swego rodzaju serenadami podzielonymi na czternaście fragmentów. Uhlmann poza gitarą korzysta też z syntezatorów, fortepianu, gitary basowej, rekordera, elektroniki, sampli czy instrumentów perkusyjnych. Wspierają go też różni przyjaciele, ale o tym wspomnę przy konkretnych nagraniach.
Przepiękny otwierający syntezatorowy „Pocket Snail” jest takim portalem do magicznego świata muzyki Uhlmanna mieniącej się przeróżnymi barwami, emocjami, tempami i brzmieniami. Przed oczami wyrastają rozmaite kadry, nie wiem dlaczego, ale widzę jakąś ze scen filmu „Blade Runner” Ridleya Scotta, szczególnie kiedy Rick Dekard (Harrison Ford) spogląda w oczy Rachael (Sean Young). Glitchowe, kaskodowe multiplikacje w „View Above” przeplatane są nagraniami terenowymi – śpiewem ptaków i nocną pulsującą tkanką dżungli. W znakomitej „pieśni” bez słów „Lucia” słyszymy wyjątkowy saksofon Alabastera DePlume’a, za który kocham go najbardziej, a nie za przerysowane oblicze performerskie. O tym nagraniu tak opowiada Uhlmann:
„Ta kompozycja zaczęła się od nagrania terenowego fal w Big Sur. Nazwana na cześć Lucia Lodge, gdzie wraz z moim partnerem spędziliśmy kilka nocy i gdzie dźwięk fal działał na nas zarówno uspokajająco, jak i nieco niepokojąco. Bycie na wysuniętym w morze cyplu, z falami rozbijającymi się wokół, ma w sobie pewną intensywność. Utwór napisałem lata temu i od zawsze miałem na myśli Gusa (Alabaster Deplume) jako wykonawcę, ale dopiero niedawno zebrałem się na odwagę, by go o to poprosić. To, co dodał, było idealne i przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania”.
Piętrząca się elektroniczna miniatura „Like Tea” jest tylko wprawką do najdłuższego utworu „Days”, który w zapętleniu mógłby trwać wieczność. Uhlmann wspomina, iż to najstarsze nagranie na płycie. Zaczął je tworzyć w 2020 roku jako sposób na uspokojenie się, na zasadzie powtarzania w kółko tej samej progresji. – „Zapomniałem o nim na jakiś czas, ale kiedy pracowałem nad nowym materiałem, wróciłem do niego i rozwinąłem go. Okazało się, iż był to brakujący element albumu” – dodaje Gregory. Repetycyjne partie gitar niczym zatopione w bezkresny widok Appalachów stopniowo obrastają w minimalistyczne linie syntezatora, podskórną ambientowość z naciskiem na różnorodność szczegółów (te podwodne bulgotanie!), a nie jak w przypadku masy ambientu osadzonego jedynie na padzie w postaci „klimatu”. Choć gdyby dodać tu głos Billa Callahana? Tak, to świetny trop.
Migoczący kalejdoskopowymi samplami „Worms Eye” prowadzi do „Burnt Toast”, w którym Uhlmann eksperymentuje ze źródłem dźwięków wydobytych z gitar:
„W pewnym sensie było to studium tego, jak sprawić, by gitara nie brzmiała jak gitara. Utwór zawiera kilka głównych warstw, z których każda wykorzystuje inny efekt, aby stworzyć brzmienie odmienne od poprzedniej części. Kolejna warstwa posiada sample rytmicznej gitary akustycznej w drugiej połowie utworu. Chciałem wykorzystać gitarę jako źródło dźwięków, ale spróbować to zamaskować”.
Nie ma zbyt wiele czystego rytmu na albumie „Extra Stars”, co nie znaczy, iż ta muzyka jest kompletnie pozbawiona warstwy rytmicznej – oczywiście, iż nie, rytmika podana jest najczęściej w zawoalowany sposób. Akurat w „Dottie” beat maszyna wyraźnie pulsuje i pokazuje, iż Gregory jest świetnym producentem. W kolejnym fragmencie „Bristlecone” są goście: Anna Butterss na basie i John Johnson na saksofonie z efektami. I da się tu wyczuć zawiłość i maestrię aranżacyjną znaną chociażby z SML. Jeszcze inne eksperymenty dźwiękowe Uhlmann proponuje w „Voice Exchange” z przetwarzaniem samplowanego głosu Tashy z udziałem dobrze nam znanego Jeremiah Chiu (m.in. członek SML), który dodał tu swoje syntezatory i automat perkusyjny. Gęsta, droniasta plewa „View Below” migocze elektronicznie. Zaskakujący i kapitalny fortepianowy „Back Scratch” – gdzieś w duchu Steve’a Reicha – z dołączoną nie wprost rytmiczną ścieżką kolejnego muzyka SML – Bookera Stardruma.
– „Ten utwór powstał w sposób podobny do tego, w jaki pracuje z wieloma moimi zespołami (SML, Duffy x Uhlmann, Uhlmann Johnson Wilkes). Wychodząc od improwizacji, których celem było podkreślenie perkusyjnego charakteru fortepianu, zaaranżowałem i ponownie zsamplowałem fragmenty utworu, a następnie nałożyłem je na siebie. Następnie poprosiłem mojego kolegę z zespołu, Bookera Stardruma, o dodanie partii perkusji” – Uhlmann.
Ujęcie emocji i charakterystyczną melodyjność w nagraniu „Imprint” można uznać za godne do reprezentowania stylu Gregora. Niezwykła oszczędność, przejrzystość formy, wyczucie i nieskończona wyobraźnia. Podobnie wieńcząca kompozycja „Sugar Water” jest takim figlarnym odpryskiem artystycznej duszy Uhlmanna, który doskonale balansuje pomiędzy zmrużonym okiem a wciąż silnym autentyzmem przekazu.
jeżeli ktoś się spodziewał po albumie „Extra Stars” niekończących się i bezdusznie granych solówek czy innych popisów gitarowych to prawdopodobnie się mocno zdziwił. Gregory Ulhmann wyrasta na bardzo mocną postać posiadającą własny język i soczystą wizję. Jestem przekonany, iż ta płyta zostanie ze mną na długo do okrywania jej kolejnych eterycznych warstw.
International Anthem | marzec 2026
Strona wytwórni: http://www.intlanthem.com/
FB: https://www.facebook.com/intlanthem
















