Gorillaz – The Mountain – recenzja albumu. Celebracja ludzi i tradycji

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

W ameryko-centrycznym świecie muzyki, Gorillaz zabierają nas na drugi koniec globu. The Mountain to podróż w głąb kultury Indii oraz celebracja sztuki tworzonej przez ludzi.

Od początku album The Mountain intrygował swoim konceptem. Azja Wschodnia to region, który wiele osób postrzega wyłącznie jako egzotyczny. Sama nie wiedziałam zbyt wiele o kulturze tego obszaru, mimo iż jest ona niezwykle bogata. W muzyce popularnej zachodzi silne zjawisko ameryko-centryzmu. Utwory niemal zawsze wykonywane są w języku angielskim. Słuchacze czują się wręcz niepewnie, gdy nie rozumieją tekstów piosenek – nie wspominając już o elementach folkowych w muzyce. Gorillaz, jako duet artystów z Ameryki, postanowili odwrócić ten trend. Skierowali oni światło reflektorów na niezwykle bogatą kulturę kraju, o którym w zachodnich mediach mówi się stosunkowo niewiele.

fot. Kong Studios

Zobacz również: Gorillaz – Cracker Island – recenzja płyty

Pomysł narodził się w głowach Damona Albarna oraz Jamiego Hewletta podczas ich dwóch podróży do Indii. W trakcie pierwszej wizyty planowali projekt skupiony głównie na eksploracji indyjskiego folkloru. W międzyczasie obaj twórcy stracili jednak ojców, co znacząco wpłynęło na kierunek, w jakim podążył album. Druga podróż zaowocowała płytą, która oprócz fascynacji kulturą porusza także temat śmierci. W drodze na szczyt tytułowej góry towarzyszą nam refleksje nad wartością życia i nad tym, co możemy z nim zrobić, zanim dobiegnie końca. Nie jest to krótka droga, bo trwa ona ponad godzinę. Jest to jeden z dłuższych albumów, jakie słyszałam. Trudno powiedzieć, czy działa to na plus albumu. Za pierwszym razem gdy słuchałam The Mountain, zastanawiałam się czy już zbliżam się do końca, a po spojrzeniu na telefon zobaczyłam, iż jestem dopiero w połowie płyty. Mogę powiedzieć, iż długość albumu jest lekko męcząca.

Integralną częścią The Mountain są kolaboracje. W niemal każdym utworze pojawia się inny artysta, a co najważniejsze, większość z nich pochodzi z Indii. To zasługuje na pochwałę. Gorillaz świadomie promują twórców spoza zachodniego mainstreamu. Szkoda jedynie, iż element, który najmocniej kojarzę z kulturą wschodniej Azji – charakterystyczny dla tego regionu sposób śpiewu – pojawia się dopiero pod koniec płyty, w utworach Damascus oraz The Shadowy Light. Muzyka, jaką stworzyli Gorillaz, jest przystępna dla anglojęzycznych słuchaczy, ale czasem ceną za słuchalność jest nie uwzględnianie elementów tradycyjnej muzyki Azji wschodniej.

Zobacz również: Florence + The Machine – Everybody Scream – recenzja albumu

Wschodnia tematyka przedstawiona w zachodni sposób nie jest kompletnie złym zabiegiem. Mimo małych braków w użyciu tradycyjnych elementów, Gorillaz przez cały czas przekazują nam informacje o kulturze, której wcześniej nie znaliśmy. Robią to po prostu we współczesny i charakterystyczny dla nich sposób. Utworem, który uznałabym za godny reprezentowania The Mountain, jest Damascus. Oprócz wyraźnych wpływów kultury indyjskiej jest on niezwykle chwytliwy. Od momentu pierwszego odsłuchu nie potrafię wyrzucić tej melodii z głowy. Albarn ma wyjątkowy talent do tworzenia hitów. Podobne wrażenie wywarły na mnie Delirium oraz mój faworyt z całej płyty – The God of Lying. Ten ostatni przywodzi mi na myśl brzmienia z czasów Plastic Beach – mojego ulubionego albumu zespołu. Nie wszystkie piosenki są jednak spójne z resztą materiału. Słuchając Orange County, byłam zaskoczona nagłą zmianą nastroju płyty. Kompletnie nie pasuje on do reszty piosenek. To jedyny utwór, który za każdym razem pomijam podczas słuchania The Mountain.

fot. Kong Studios

Równocześnie z premierą albumu zespół wydał krótkometrażowy film animowany, w całości stworzony tradycyjnymi metodami. Wszystkie tła narysowano manualnie, a postacie animowano poklatkowo. Hewlett inspirował się klasycznymi filmami Disneya, które posiadały pewien trudny do odtworzenia czar. Film – podobnie jak cały album – został w pełni stworzony przez ludzi, co Gorillaz wyraźnie podkreślają. W 2026 roku, gdy coraz częściej spotykamy się z odmóżdżającymi, generowanymi treściami, zespół przypomina, iż sztuka z duszą powstaje dzięki ludzkiej wrażliwości. Sztuczna inteligencja nie byłaby w stanie odtworzyć albumu The Mountain, filmu The Mountain, The Moon Cave and The Sad God ani emocji, które stoją za tym projektem.

Zobacz również: Wysokie cienie – recenzja spektaklu. Ponadczasowy teatr wyobraźni.

The Mountain ma premierę w szczególnie istotnym momencie dla kultur mniejszościowych w Stanach Zjednoczonych. W czasie, gdy migranci przybywający w poszukiwaniu lepszego życia, są brutalnie porywani i deportowani, Gorillaz celebrują ich obecność oraz miejsca, z których pochodzą. Mimo kilku potknięć w kompozycji, album niesie ważne przesłanie, które przedstawili z szacunkiem do kultury Indii – nie używając tradycji kraju jako egzotycznego tła. Duet przekazuje również istotną wiadomość artystom na całym świecie: sztuczna inteligencja nie jest w stanie zastąpić duszy artysty ani wysiłku wkładanego w proces twórczy. Ważne, byśmy jako ludzie nigdy nie przestawali tworzyć, ponieważ sztuka ma znaczenie właśnie dlatego, iż pochodzi z naszych doświadczeń i emocji.


fot główna: grafika własna

Idź do oryginalnego materiału